Archiwa tagu: telewizja publiczna

Tadeusz Płużański, czyli żyć po Bierucie

W wakacje, z braku lepszego zajęcia oglądałem program prowadzony przez Tadeusza Płużańskiego juniora pt. „O co chodzi?”. W studio Wyszkowski i Gwiazda, a w Bydgoszczy Rulewski. Pobocznie poruszono sprawę zatrudnienia SB-eków w warszawskim ratuszu. Wyszkowski nie omieszkał pochwalić się, że to gdański historyk ich ujawnił, bo w Warszawie… Ponieważ Płużański warszawskich historyków nie bronił, musimy to zrobić sami.

Tak się składa, że zajmowałem się już teczką Witolda Pileckiego pod kątem, kto go wydał. W teczce przewija się mnóstwo pseudonimów, więc tej odpowiedzi jeszcze długo nie poznam. Zainteresowała mnie także postać Tadeusza Płużańskiego- seniora. Zamówiłem kwerendę na jego temat i nie mogłem wyjść z podziwu nad jego mimikrą. Mimo ciążącego na nim odium zdrajcy i szpiega znakomicie poradził sobie w PRL- w okresie po 1956 r. Nie mogłem też zrozumieć, jak mógł się ożenić (po raz trzeci) z pracownicą WSNS (najmłodszym Czytelnikom rozwinę skrót: Wyższa Szkoła Nauk Społecznych przy KC PZPR- ten ostatni skrót drogie dzieci musicie sobie rozwinąć same). Odpowiedzi znalazłem w teczkach.

W biogramie cioci Wikipedii senior rodu przedstawiany jest jako antykomunistyczny bohater. To poziom oświaty publicznej, sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana. Żeby podważyć treści humanistycznej części Wikipedii nie trzeba być z Gdańska. Poza flirtem Płużańskiego seniora z przodującym ustrojem pojawi się także wątek jego rejestracji w charakterze źródła UB. Jednak to nie on wydał Pileckiego i dowodów współpracy nie ma.

Najważniejszy dokument z 15.09.1955 r. poznałem wyłącznie w odpisie. O jego prawdziwość zapytałem znawcę tematu Płużańskiego juniora. Okazuje się jednak, że żaden program TVP nie jest w stanie mnie z nim skontaktować.

– k. 198 Odpis prośby do KC PZPR w Warszawie o rozpatrzenie sprawy, Wronki 15.09.1955 r.

            Wyrokiem Rejonowego Sądu Wojskowego w Warszawie z dnia 15.III.1948 r. zostałem skazany na karę śmierci. Decyzją Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej karę tę zamieniono na karę dożywotniego więzienia.

            Obrońca w czasie przewodu sądowego określił fakt, iż znalazłem się na ławie oskarżonych jako „tragiczne nieporozumienie”.

            Tak jest w istocie.

            W chwili wybuchu II wojny światowej we wrześniu 1939 r. byłem 19-letnim chłopcem, który dopiero zdał maturę, niezdecydowanym co do swego przyszłego losu. Współczucie dla biedaków, dla cierpień klasy robotniczej, z którymi się zetknąłem bezpośrednio mieszkając w robotniczej dzielnicy Warszawy przy ul. Czerniakowskiej 128 oraz za pośrednictwem rodziców, którzy pracowali jako nauczyciele w tej samej dzielnicy, skłaniało mnie do tzw. pracy społecznej w duchu „Judymowskich mrzonek” Żeromskiego, zmieszanych w nieskrystalizowaną całość z chrześcijańską zasadą „miłości bliźniego”.

            Wojna udaremniła te zamiary. Trzeba się było bić. Odbyłem kampanię wrześniową jako ochotnik. W bitwie pod Janowem Lub. 29 września otrzymałem ciężki postrzał prawego płuca, który pozbawił mnie możliwości walki z okupantem do grudnia 1939 r. W tym miesiącu wstąpiłem do grupy konspiracyjnej wydającej pismo „Polska Ludowa”. Wsypa w lutym 1940 r. położyła kres tej pracy. Pełniłem wówczas funkcje adiutanta Kotta ps. „Światowid”, który, o ile mi wiadomo, był dowódcą tej organizacji na Warszawę. W tym samym miesiącu wstąpiłem do organizacji „Tajna Armia Polska”, w której pełniłem różne funkcje, ostatnio przed aresztowaniem przez gestapo, w okresie scalania się licznych grup i organizacji podziemnych w ZWZ, a następnie AK, funkcje adiutanta batalionu.

            W dniu 11 listopada 1940 r. zostałem aresztowany przez gestapo pod zarzutem udziału w ruchu oporu. Przeszedłem śledztwo w Al. Szucha i na Pawiaku, i w gestapo w Grudziądzu, wreszcie jako „politycznie podejrzany”, bez udowodnienia mi przynależności do organizacji podziemnej zostałem przesłany do obozu koncentracyjnego Stutthof k. Gdańska. Przebywałem w nim jako więzień polityczny nr 10525 do dnia 9 maja 1945 r. to znaczy 4 i pół roku, do oswobodzenia obozu przez Armię Radziecką.

            Po wyjściu z obozu osiadłem w Sopocie. W Warszawie nie miałem już nikogo bliskiego: ojciec zmarł w więzieniu gestapo, brat został rozstrzelany za udział w akcjach AK, matka przebywała w obozie niemieckim z Zeitheim, wywieziona po powstaniu.

            W pierwszym okresie po wyzwoleniu byłem politycznie całkowicie zdezorientowany. Nie miałem pojęcia o walce, która się toczyła w łonie polskiego społeczeństwa w czasie okupacji i po wyzwoleniu, o racjach tej walki. Znałem wówczas tylko jedną walkę- z Niemcami, i jedną rację tej walki- Niepodległa Polska.

            Zdecydowały o mym pierwotnym nastawieniu hasła krzyczące z plakatu: „Śmierć bandytom spod znaku AK i NSZ”. W odrodzonej Polsce nazywano mnie bandytą, grożono mi śmiercią. Z pozycji niezdecydowanego zepchnięto mnie na pozycję wroga. Nawiązałem kontakt z likwidującą się już wówczas AK. Widząc stabilizację stosunków, początki odbudowy, ujawniłem się w jesieni 1945 r. Tymczasem matka moja powróciła z obozu. Chciałem się uczyć.

            Cóż z tego! W kilka dni zaledwie po ujawnieniu się otrzymałem z Woj. Urzędu Bezpieczeństwa w Gdańsku zawiadomienia, iż mam się zgłosić do owego urzędu w celu złożenia wyjaśnień. Było to naruszenie przez WUB w Gdańsku umowy ujawnieniowej, zawartej pomiędzy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego a władzami AK, która przewidywała, iż ujawniający się nie będą zobowiązani do składania jakichkolwiek wyjaśnień. Podejrzewając, iż UBP w Gdańsku chce mnie aresztować, uciekłem z Wybrzeża i w ten sposób ujawnienie moje spaliło na panewce. Wyjechałem do Warszawy jako „nielegalny” człowiek. Tu napotkałem Witolda Pileckiego, pełniącego funkcję rezydenta wywiadu II Korpusu Andersa, byłego mego szefa z organizacji TAP z 1940 r., który dowiedziawszy się o mojej sytuacji, zaproponował mi wyjazd do Włoch i zawiezienie jego meldunku do sztabu II Korpusu. Propozycję tę przyjąłem. Z Woch przysłano mnie z powrotem do kraju z pieniędzmi i instrukcją dla podziemia. Miała nimi dysponować Jadwiga Mierzejewska ps. „Jadwiga”, „Danuta”, z którą przyjechałem. Moja rola była wyłącznie kurierska. W Kraju pośredniczyłem w przekazywaniu wiadomości z terenu MBP Witoldowi Pileckiemu ps. Witold. Były mój kolega z TAP Leszek Kudciński poznał mnie z oficerem MBP Wacławem Alchimowiczem, od którego wiadomości te otrzymywałem. Poza tym dopomagałem Pileckiemu w zestawianiu raportów wywiadowczych i wysyłaniu ich za granicę. Utrzymywałem łączność organizacyjną z szeregiem osób, z którymi następnie byłem razem sądzony. Działalność ta trwała do połowy kwietnia 1947 r., do chwili, gdy zerwałem kontakty organizacyjne i nie wykonałem rozkazu wyjazdu za granicę. Zgłosiłem się do WUB w Warszawie, by dopełnić formalności ujawnienia z 1945 r., zarejestrowałem się w RKU i Biurze Ewidencji Ludności. Byłem już poprzednio studentem Wydz. Prawno-Ekonomicznego Uniwersytetu Poznańskiego. Chciałem się uczyć.

            Wpłynęła na tę decyzję świadomość popełnionego błędu Kraj dźwigał się z ruin wbrew proroctwom emigracyjnym, wbrew naszej działalności podziemnej, zgodnie z zapowiedziami tych, którzy nim kierowali. Moja wiara w samodzielność i polskość polityki emigrantów, z którymi się związałem, okazywała się coraz jawniej bezpodstawną. Zrodziła się we mnie wątpliwość, że to, co robię, nie tylko nie ma nic wspólnego z patriotyzmem, lecz przeciwnie, jest zdradą interesów narodowych. Trzeba było przełamać w sobie opory, jakie stwarzały we mnie znane mi metody stosowane przez MBP i stanąć do pozytywnej pracy, jeśli nie chciało się stanąć poza życiem. Chociaż moje uświadomienie polityczne było nadal znikome, czułem, że racja Polski jest przeciwko mnie.

            W czasie przewodu sądowego prokurator zapytał mnie, dlaczego wobec tego nie skorzystałem w pełni z amnestii i ujawnienia z lutego 1947 r. Opowiedziałem: po pierwsze, amnestia ta nie obejmowała wywiadu; po drugie, wymagała od ujawniających się denuncjacji kolegów i dlatego była dla mnie nie do przyjęcia. Wydaje mi się, że dziś te powody są całkowicie zrozumiałe. Gdy czytam w Nowej Kulturze opowiadania, którego bohater woli zamordować swego brata-szpiega niż zadenuncjować go do UB, utwierdzam się w przekonaniu, iż droga powrotu do uczciwego życia nie mogła prowadzić dla mnie przez wydanie na śmierć i więzienie kolegów, z którymi dotąd wspólnie popełniałem przestępstwo (patrz Nowa Kultura z 24.VII.1955 r. nr 30).

            Dnia 26 kwietnia 1947 r. wziąłem ślub (kościelny) ze Stanisławą Skłodowską, studentką III roku medycyny UP. Zamieszkaliśmy z żoną w Puszczykówku k/Poznania, aby być daleko od wszelkich spraw podziemia. W kilka dni później, 6 maja 1947 r. nastąpiło w Warszawie, dokąd przyjechałem dla widzenia się z matką i na ostatnią rozmowę, już prywatną, z Pileckim, moje aresztowanie. Wkrótce aresztowano żonę.

            Rozpoczęło się śledztwo. Bito mnie niewiele. Czekało mnie coś znacznie gorszego. Ówczesny kierownik Wydz. Śledczego MBP płk Różański oświadczył mi, że oficerowie śledczy nie będą się ze mną „szarpali”, gdy mogą wybić z kogo innego, co im potrzeba. Niestety, nie była to czcza pogróżka. Nie wiem dokładnie, jaki przebieg miało śledztwo mojej żony. Wiem natomiast, że bito ją i maltretowano, zalewano potokiem najordynarniejszych, rynsztokowych wymysłów, wśród których słowa „kurwa” należało do najprzyzwoitszych, że podeptano jej godność ludzką. Była w ciąży. Zamordowano płód, powodując poronienie. Zaniedbano zrobienie skrobanki, co pociągnęło za sobą wiele miesięcy trwające krwotoki. Doprowadzano ją do krańcowego wyczerpania psychicznego i fizycznego. Popadła wreszcie w rozstrój nerwowy, w którym bredziła, krzyczała, przerażona jakimiś zjawami, traciła świadomość. Nie trudno się domyślić, jaki był wynik takich metod śledztwa, połączonych z nieustannym szantażowaniem żony mym rozstrzelaniem, o ile ona nie podpisze każdego podsuwanego protokołu. Torturowanie żony służyło za narzędzie szantażu w stosunku do mnie. Płk Różański mówił: „Ona tu siedziała przed chwilą, na tym miejscu co ty, płakała, przeklinała siebie. Ratuj ją. Ty masz u mnie (?) i tak dwa wyroki śmierci, ciebie nic nie uratuje”. Nie pomagało, iż posiadano w ręku dowody mej winy, że przyznałem się do wszystkiego, żądano wciąż więcej i więcej.

            W wyniku tak przeprowadzonego śledztwa sporządzono akt oskarżenia, oparty w znacznej mierze na fałszu, na podstawie którego żona moja została skazana na 8 lat więzienia. W moim akcie oskarżenia, obok całkowicie uzasadnionych zarzutów, znalazły się zarzuty całkowicie fałszywe, jak rzekome współdziałanie w przygotowaniu zamachów na czołowe osobistości MBP (zakwalifikowane następnie jako przestępstwo z art. 13 dekretu z 13 czerwca 1947 r.- wyrok: kara śmierci) oraz potraktowanie mnie jako rezydenta obcego wywiadu (zakwalifikowane następnie jako przestępstwo z art. 7 dekr. z 13 czerwca 1947 r.- wyrok: kara śmierci), podczas gdy w istocie pełniłem w Wywiadzie II Korpusu funkcję kuriera, a następnie pośrednika w mechanicznym przekazywaniu wiadomości z rak do rąk oraz czysto mechaniczne czynności przepisywania na maszynie i ostatecznego formułowania raportów Witolda Pileckiego.

            W czasie koszmarnego pobytu mego na oddziale śledczym mokotowskiego więzienia nie zaniedbano więc żadnego środka, aby doprowadzić mnie do psychicznego załamania i samobójstwa albo do zahartowania nie nieprzejednanego wroga; uczyniono wszystko, aby wykazać, że moja działalność przeciwko Polsce Ludowej była słuszna, a decyzja zerwania z podziemiem pozbawiona racji i bezsensowna.

            W istocie byłem wtedy o krok od takich myśli.

            Nie poszedłem jednak za żadną z nich. Nie mogło mi się pomieścić w głowie, że ci łamiący prawo dręczyciele i sadyści są, jak to chełpliwie głosili, przedstawicielami Polski Ludowej, walczącego o lepszy świat proletariatu. Teraz wiem, że byli oni tylko produktem ubocznym wielkiego procesu społecznego, zanieczyszczającym ruch robotniczy, dziś odrzuconym precz.

            Jednakże, niezależnie od nadużyć w śledztwie i rozdęcia aktu oskarżenia do rozmiarów nieodpowiadających prawdzie, uważam, iż zostałem słusznie ukarany karą śmierci zamienioną następnie na karę dożywotniego więzienia. Byłem winien i zostałem ukarany tak, jak karzą wszystkie kraje i systemy za podobne przestępstwa w okresach podobnego napięcia walki klasowej i narodowej.

            Ułaskawienie przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej i zamianę kary śmierci na dożywocie przyjąłem z radosnym zdziwieniem.

            Taka jest moja subiektywna ocena mej winy i kary, jaką poniosłem, niezależna od śledztwa, aktu oskarżenia czy sądowego przewodu, co do których mam w dalszym ciągu istotne zastrzeżenia.

            Wiadomość dochodząca do mnie o wielkich budowach, o przekształcaniu się Polski w silny kraj przemysłowy, o zaktywizowaniu milionowych, dotąd społecznie biernych, mas biedoty, o przebudzeniu niebywałej aktywności twórczej narodu, pogłębiały we mnie nieustanne przeświadczenie o popełnionej zbrodni, powodowały coraz głębszą rozterkę. Nie jest rzeczą łatwą przyznać się uczciwie, przed samym sobą, do popełnienia zbrodni przeciwko swemu narodowi. Jest to tym bardziej trudne, gdy się widzi w koło siebie, a często odczuwa na własnej skórze, systematyczne niemal łamanie praworządności. Kiedy się słyszy pogróżki, że zgniję w więzieniu, kiedy w czasie inspekcji oficjalny przedstawiciel MBP oświadcza, że za dużo myślałem na wolności, a w więzieniu powinienem oduczyć się myśleć i dlatego jestem pozbawiony nie tylko książek, ale nawet gazet; kiedy autorytatywnie mi oświadczono, że jedyna droga rehabilitacji dla mnie, to „kapowanie”- donosicielstwo. A w takiej atmosferze upłynęły pierwsze lata mego pobytu w więzieniu. Gdybym się był wtedy poddał tej atmosferze, byłbym dzisiaj człowiekiem moralnie wykończonym, niezdolnym do rzeczywistego odrodzenia. Stałbym się może obłudną bestią, podłą i zakłamaną, spekulującą na doraźne korzyści i dobrą opinię kosztem często niewinnych zadenuncjowanych kolegów.

            Że się tak nie stało zawdzięczam przede wszystkim nie własnej odporności, lecz klasykom marksizmu, których dzieła zacząłem już wówczas czytać. Te pierwsze książki (Manifest Komunistyczny, I, II tom dzieł Lenina, Przyczynek itd.- Plechanowa) stały się dla mnie źródłem  moralnego i myślowego postępu. Odsłoniły mi one rąbek potężnego systemu, którego istnienia dotychczas nawet nie podejrzewałem, do tego stopnia żadne były moje wiadomości o naukowym socjalizmie.

            Na moją prośbę władze więzienne umożliwiły mi systematyczne studiowanie marksizmu, udzielając mi zezwoleń na dodatkowe korzystanie z książek polskich, rosyjskich i niemieckich („Kapitał” tom I, II, III) oraz na posiadanie w celi materiałów piśmiennych. Przestudiowałem dotąd znaczną ilość dzieł Marksa, Engelsa, Lenina, Stalina, Plechanowa, Kautskiego, Garandy,ego, Cunoca i Schaffa i innych obok wielu różnych książek z dziedziny filozofii i ekonomii politycznej. Odnalazłem w nich to, czego poszukiwałem dotąd bezskutecznie: zwarty światopogląd przodującej klasy, który stał się moim światopoglądem; metodę naukowego poznania, która staje się moją metodą; rację, dla której życie nabiera wreszcie istotnego sensu i blasku; walkę o lepszą przyszłość już nie narodu tylko, a ludzkości, walkę bezwzględnie konieczną, o ile świat nie ma stać się wkrótce kupą krwawego gruzu. Ta walka stała się moją walką. Odnalazłem w nich rzeczywistą proletariacką etykę, opartą o poszanowanie i miłość człowieka; o kult pracy; solidarność w ostrej i nieprzejednanej walce z wszelkim wyzyskiem; wszelkim podeptaniem człowieka; etykę opartą o nakaz historycznych praw rewolucji proletariackiej i budowy komunizmu.

            Osobiste urazy znalazły wobec ogromu zjawiska, jakim jest rewolucja proletariacka, walka o postęp. Ale tym większą stawała się przeze mnie zbrodnia szpiegostwa. Tym głębsze było poczucie własnej winy i bezsensownie zmarnowanego życia. Tym jaśniejsza stawała się myśl, że prawdziwa i rzetelna droga do życia i rehabilitacji wiedzie przez usilną pracę dla dobra tego, co dotychczas zwalczałem, dla dobra socjalizmu. Ta myśl wynikała z uświadomienia sobie, że czuję się marksistą, z potrzeby naprawienia, przynajmniej w części, krzywd, jakich doznała ode mnie Polska Ludowa.

            Nie była to droga łatwa ani prosta, ani krótkotrwała. Ciągnęła się kilka lat; kosztowała wiele wysiłku, walk z tym, co było we mnie stare i dobrowolnie nie chciało ustąpić; wiodło przez głęboką rozterkę, rozpacz, niemal śmierć psychiczną, aż do świtu pierwszej jasnej i nowej myśli, za którą przyszło odrodzenie. Jedynym skutecznym wewnętrznym czynnikiem, który mi nieustannie dopomagał w przełamaniu największych przeszkód, była stała listowna wymiana myśli z żoną moją, która odbywała karę więzienia w Fordonie. Przechodziliśmy analogiczną przemianę i pomagali sobie wzajemnie. Najdobitniej okazało się to w kwestii stosunku do religii. W chwili aresztowania byłem człowiekiem nie tylko formalnie wierzącym, ale opierałem cały swój pogląd na świat, na politykę, etykę społeczną, życie ziemskie i pozagrobowe na podstawach katolickich. W miarę przyswajania sobie materialistycznego poglądu na świat spychałem sprawy religii na dalszy plan, odwlekałem moment decydującego starcia możliwie jak najdalej. Była to przeszkoda najtrudniejsza i najzacieklej broniona. Na myśl, że grozi mi utrata wiary w Boga, ogarniał mnie lęk i bywały takie chwile, że gotów byłem porzucić wszystko i zamknąć się w skorupie wiary. Anim przypuszczał, że religia może być tak znakomicie skutecznym środkiem ujarzmienia człowieka i już byłem daleko zaawansowany w marksizmie, a sprawy wiary lub niewiary pozostawały nierozstrzygnięte. W tym momencie żona zapytała mnie wprost: „Czy wierzysz jeszcze w Boga? Napisz!” Trzeba się było zebrać w sobie i ostatecznie rozstrzygnąć. Rozstrzygnąłem: nie wierzę. I odtąd wszystko wyklarowało się ostatecznie. Był to grudzień 1954 r.

            Z przysłowiową gorliwością neofity pragnąłem jak najszybciej wziąć czynny udział w życiu. Napisałem dwa artykuły („2 zagadnienia etyki osobistej” oraz „dlaczego skuteczność kontra uczciwość”), przeznaczone przeze mnie do druku w Nowej Kulturze. Okazały się nieudane. Wydz. Pol. Wych. Departamentu Więziennictwa MSW nie zaaprobował ich. W miarę możliwości, jakie można uzyskać w więzieniu, pracuję dalej nad sobą, uczę się i piszę z wiarą w to, że mój wysiłek przyda się nie tylko mnie, lecz być może wyniknie z niego jakiś, choćby minimalny, pożytek społeczny.

            Spotykam się czasem z niedowierzaniem, z podejrzewaniem nieszczerości, dwulicowości z mej strony, zdradzanym ironiczno-wątpiącym uśmiechem, gdy mówię np. że walka o socjalizm i postęp stała się moją walką, że związałem swe życie z komunizmem na każde warunki i na wszelkie okoliczności, i do końca moich dni.

            Dla tych wątpiących mam jedną odpowiedź: ugiąłem się nie przed ludźmi, lecz często wbrew ludziom, którzy nie raz reprezentując wobec mnie jako podejrzanego w śledztwie lub jako więźnia wielką ideę, w istocie działali na jej szkodę- złamała mnie, aby wśród męki niewypowiedzianej zwrócić życie oczyszczonego i odrodzonego, wielkość naszej idei, żelazna logika faktów. Ślubowałem w sobie wierność idei komunizmu, a nie ludziom, Partii, a nie jej poszczególnym członkom.

            Dnia 4 lutego 1955 r. zwróciłem się do Rady Państwa Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej z prośbą o zastosowanie w stosunku do mnie prawa łaski. Po kilku miesiącach otrzymałem z Rejonowego Sądu Wojskowego w Warszawie zawiadomienie, że prośbie mojej „nie nadano dalszego biegu”. Wyobrażam sobie, że wypełnienie gotowego druku, zawierającego ten sakramentalny zwrot, nazwiskiem petenta, jest czynnością prostą i nie wymaga od wypełniającego większego wysiłku. Daleko więcej wysiłku wymagałoby oczywiście dostrzeżenie przez siatkę paragrafów i artykułów twarzy żywego człowieka, która, jak każda twarz ludzka, ma swe cechy indywidualne. W wypadku mojej prośby o łaskę paragraf (nieszczęsna siódemka) przysłonił człowieka. Od czasu popełnienia przeze mnie przestępstwa, od z góry 8 lat, zaszły w świecie olbrzymie zmiany, wyzwolono całe kraje i narody, zbudowano podstawy socjalizmu, wykonano gigantyczne plany, wzrastało i malało napięcie w międzynarodowych stosunkach, tysiące przestępców amnestionowano, tysiącom zrewidowano sprawy, zmniejszono wyroki; mylono się na najwyższych szczeblach i przeprowadzono samokrytykę, wreszcie ostatnio puszczono w niepamięć wszystkie zbrodnie popełnione na emigracji przeciwko Polsce Ludowej, a więc i szpiegostwo; zjawiają się w Kraju ci, którzy byli spirytus movens zbrodni popełnionych przez takich jak ja, wita się ich oficjalnie. Niewiele jest spraw i stanów, które nie uległyby takim czy innym zmianom. Do tych nielicznych należy niestety, mój wyrok, który niezmiennie i bezlitośnie skazuje mnie na dożywotne przebywanie w więzieniu. Samokrytyka nie jest dla mnie, zmiany kursów polityki nie są dla mnie, amnestie nie są dla mnie, prawo łaski nie jest dla mnie. Cóż pozostaje? Czy mechanicznie wypełniona kartka „prośbie waszej nie nadano dalszego biegu” nie jest powtórnym skazaniem mnie na śmierć, tym razem powolną, aż do skonania w murach więzienia? W tej decyzji człowiek nie znaczy wiele. Ważny jest za to paragraf- siódmy paragraf szpiegowski. Nieważna jest również zbrodnia- większe zbrodnie, w największej skali popełnione, nie 8 czy 9 lat temu i nie odcierpiane dawno, lecz te sprzed miesiąca, sprzed tygodnia, darowuje się i puszcza w niepamięć. Tu ważny jest paragraf, to on zasłania człowieka.

            Gdyby zestawić sprawę emigrantów, w stosunku do których postąpiono wspaniałomyślnie i humanitarnie, darowując im wszelkie winy i przekroczenia, z faktem „nie nadania dalszego biegu” mej prośbie o łaskę, dojść można zaiste do paradoksalnych i niewiarygodnych wniosków. Jak gdyby w nagrodę za trwanie w zbrodni przeciwko swemu narodowi, za judzenie do takiej zbrodni tysięcy Polaków, które trwało niezmiennie aż do 1955 r., do Konferencji Genewskiej, która rozwiała nadzieje na III wojnę światową, otrzymują emigranci możność powrotu do życia w Kraju. Jak gdyby za karę, że- nie na skutek kalkulacji politycznej, lecz z wewnętrznego przekonania, już w 1947 r. wiosną zerwałem z podziemiem; bez względu na bolesną, z górą ośmioletnią pokutę, jaką odbyłem; bez względu na zasadnicze zmiany mego stosunku do przestępstwa, do socjalizmu, do Polski Ludowej; bez względu na moją walkę z okupantem i męki obozu śmierci i śledztwa gestapo; bez względu na to wszystko suche, urzędowe zdanie: „prośbie waszej nie nadano dalszego biegu”, skazuje mnie na beznadziejne, dożywotnie więzienie. Gdybym był wtedy, w 1947 r., nie zerwał z podziemiem, wykonał rozkaz wyjazdu za granicę, dziś popełniwszy nawet cięższe przestępstwa jeszcze w 1955 r.- mógłbym powrócić do życia.

            Ale za emigrantami przemawia rozumna i humanitarna polityka naczelnych władz Partii i Rządu, przeciwko mnie jest bezdusznie i chciałoby się rzec biurokratycznie stosowany paragraf.

            Proszę Komitet Centralny Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej o rozpatrzenie mej sprawy i umożliwienie mi powrotu do wolnej pracy, do nauki, do rodziny w sposób, który KC uzna za właściwy. W wypadku, gdyby za właściwe uznał KC PZPR wniesienie przeze mnie ponownej prośby o łaskę do Rady Państwa Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, proszę o przesłanie pod właściwy adres mej prośby, którą załączam do prośby niniejszej oraz o poparcie jej.

            Załączam poza tym moją odpowiedź-apel skierowany do emigracji polskiej. Jeżeli KC PZPR uzna to za celowe, proszę o opublikowanie tej wypowiedzi w prasie. Jako stały czytelnik „Trybuny Ludu”, „Trybuny Wolności” i „Nowej Kultury” chętnie bym widział opublikowanie mej wypowiedzi na łamach któregoś z tych pism. Apel ten jest zredagowany jako list do przyjaciela, z którym istotnie razem uciekaliśmy w styczniu 1946 r. z Polski, a który pozostał na obczyźnie.

                                                                                  /-/  Tadeusz Płużański

– k. 16 pismo do Wydz. II Dep. III MBP, Gdańsku 29.07.1947 r.,

            W odpowiedzi na Wasze pismo z dnia 11.VII.47 r. za Nr. D.B.1441/47 komunikujemy: dnia 3.IX.45 r. na zasadce [sic] w Oliwie został zatrzymany przez funkcjonariuszy tutejszego Urzędu ob. ob. PŁUŻAŃSKI TADEUSZ syn WACŁAWA, po przesłuchaniu w/w został zawerbowany pod pseud. „LECH”. Po niedługim czasie współpracy kontakt z nim został zerwany z powodu wyjazdu jego w niewiadomym kierunku.

            Wraz z niniejszym pismem przesyłamy w załączeniu protokoły przesłuchania w/w.

                                                                                  S z e f  WUBP w G d a ń s k u

p.o. Naczelnik Wydziału III                                        /-/ J a s t r z ę b s k i  ppłk

/-/ M a j e w s k i  por.

Odbito w 3 egz.

1 egz. – adres.

2 egz. – a/a

– k. 7 Streszczenie z 15.06.19.. r.

            Płużański zwierzył się, że pod koniec 1945 r. był aresztowany w Gdyni przez Urząd Bezpieczeństwa za przynależność do tajnej organizacji, jednak udało się mu się wprowadzić w błąd bezpieczeństwo i został zwolniony, lecz tego samego dnia ponownie był poszukiwany, ale zdążył wyjechać z Gdyni. W Bezpieczeństwie w Gdyni Płużański ma kolegę i chciałby siedzieć w Gdyni, a na pewno jego kolega ułatwiłby mu wyjście i odzyskanie wolności, gdyż jest osobistym jego przyjacielem i dobrym polakiem [sic].

Płużański mi mówił, że w śledztwie zapytywano go, czy prowadził wywiad w Wojsku Polskim, do czego nie przyznaje się, lecz nadmienia, że każdy członek nielegalnej organizacji, o ile ma zadanie zbierania wiadomości informacyjnych, to korzysta ze wszystkich uzyskanych informacji, czy to wojskowych czy politycznych. Płużański specjalnie zainteresowany był Bezpieczeństwem w Polsce, lecz nie uzyskał wiadomości o wojsku i innych. Płużański obawia się, że z powodu jego sprawy może mieć wiele przykrości min. Wasiak, gdyż on Płużański wykorzystywał szczere rozmowy i zwierzenia min. Wasiaka dla swoich celów organizacyjnych, o czem pisał w meldunkach i ustnie przekazywał „Witoldowi” i „Jadwidze”.

                                                           Sporządził: Sosnowski

Sporz. w . egz.                                    Zadanie:

Wyk. R.O.                                                      1 Rusinek

                                                                       2 oficer śledczy

Otrzymują:                                                     3 wyw. Wojskowy

1 płk R.

2 ppłk R.

3 ppłk L…

4 …

5 teczka

Reklamy

Władysław Stefański- „Warto rozmawiać” o NSZ

Jan Pospieszalski ogłosił zmianę formuły na ten jeden program, bo wyjechał do Gdyni, rzekomo rozmawiać o czci należnej bohaterom (zastrzegam, że nie mam telewizora i wiem o tym z wpolityce.pl). Oświadczam gwieździe telewizyjnej, że nie trzeba urządzać sobie wycieczki do Gdyni, bo rozmówcy czekają na niego w Warszawie. Kpt. Władysław Stefański mieszka na.. Woli, został odznaczony, ale na pewno feta w Sejmie to za mało, czas wystąpić w telewizji i demoralizować harcerzy. Jest też prowadzona akcja pod hasłem „kiedy wreszcie tw „Leszek” w telewizji”! Tw „Leszek” mieszka na nowym osiedlu za Gocławiem. Niech więc Pospieszalski po powrocie znad Zatoki zaprosi obu panów i zapyta, jak to jest, że ktoś opisany w teczce jako tajny współpracownik otrzymuje odznaczenia od dobrej zmiany. Jak to jest, że wysoko wynagradzani pracownicy polityki historycznej postępują w myśl „brakuje na imprezie autentycznego weterana- dobierzemy sobie z kapusiów”. Co do tw „Leszka”- pierwsze swoje prace wydawał też u agenta, który ma w Wikipedii wyłącznie bohaterstwo w NSZ. Fajne grono się zebrało w tej kupie np. tw „Leszek” skonsultował książkę Barbary Jachimczak. W biogramie poświęconym Stefańskiemu autorka odwdzięczyła się tw „Leszkowi” za przepuszczenie półprawd wzmianką o żonie Stefańskiego o „wielkim historyku” tw „Leszku”. Kto napisze, że Jachimczak to wielki historyk? Zapraszam na stronę grupy rekonstrukcyjnej im. Grabdy i podpowiem rekonstruktorom następne przedsięwzięcie: lata 90-te, wydawca tw „Leszka” obiecuje mu wydać książkę i poucza, że prawdy o współpracy z SB „swoich” się nie pisze. Tw „Leszek” nie opiera się z wiadomych powodów. Co do lektury poniższych dokumentów, czekam na pozew Giertycha, przecież obrażam weterana.

– k. 12/1

Ja, Stefański Władysław chcąc w całości zmazać swą przestępczą działalność w Brygadzie „Bohuna” godzącą w interesy Narodu Polskiego zobowiązuję się współpracować z organami UBP w celu wykrycia elementu wrogiego działającego na szkodę Państwa Polskiego.

Pracę swą będę wykonywał w ścisłej tajemnicy i konspiracji nie rozgłaszając o tym, nawet najbliższej rodzinie. Wszystkie meldunki będę podpisywał Florian.

                                                                                   Stefański

Szczecin dnia 5.II.1948 r.

– k. 48 pismo do Naczelnika Wydz. III UBP na m.st. Warszawę, Szczecin 25.05.1951 r., Ściśle tajne

            Proszę o ustalenie i nawiązanie kontaktu z inf. „FLORIAN” zam. w Warszawie. W/w informator rozpracowywał na naszym terenie grupę czł. NSZ „Brygady Świętokrzyskiej” i ze swych zadań wywiązywał się należycie. W roku 1951 r. wyjechał do Warszawy.

Poniżej podajemy adres i sposób nawiązania kontaktu. Stefański Władysław zam. Warszawa ul. Bracka 12 Kierownictwo Grupy Robót 4a- przy nawiązaniu kontaktu proszę się powołać na jego list wysłany do Szczecina do por. Zdziśka.

            Po nawiązaniu kontaktu prześlemy Wam teczkę personalna.

                                                                                  [Naczelnik Wydziału III

                                                                                  WUBP w SZCZECINIE]

– k. 90 Notatka służbowa, Piaseczno 5.06.1970 r., Tajne, Egz. Nr 1

            W dniu dzisiejszym udałem się do Instytutu Genetyki Zwierząt w Jastrzębcu celem nawiązania kontaktu z b. tw ps. „Florian”. Po ustaleniu, w którym pomieszczeniu pracuje, zapukałem do tego pokoju i zapytałem o nazwisko. Wymieniony podniósł się z krzesła mówiąc „tak, to jestem ja”. Przedstawiłem się, że jestem z Pow. Kom. ZSL i mam do niego osobistą sprawę. Po wyjściu na korytarz okazałem się legitymacją służbową, którą przeczytał dokładnie. Następnie wyszliśmy na podwórko instytutu. Z ciekawością pytał o cel mojej wizyty. Przy czym powiedział „skoro panowie mnie tutaj znaleźli, na pewno wszystko o mnie wiecie”. Poprosiłem o spotkanie na terenie Warszawy w dowolnym dla niego miejscu i czasie. Motywując, że jestem ograniczony w czasie i nie mogę powiedzieć, o co mi chodzi. Faktycznie chodziło mi, abym jak najkrócej rozmawiał z nim na terenie Instytutu. Na moją propozycję spotkania się w Warszawie odpowiedział, że nie widzi takich potrzeb, gdyż stare czasy poszły w zapomnienie i nie chce do nich wracać. Ponadto nie widzi problemów, które by nas mogły zainteresować. Ja mimo wszystko nalegałem, aby się spotkać w Warszawie i podyskutować. W końcowej fazie rozmowy wyraził zgodę na spotkanie w Warszawie koło kina „WZ” dnia 8.VI.1970 r. godz. 18,00. W wypadku, gdyby nie doszło do spotkania dnia 8.06.70 r., to zapasowe spotkanie umówiono na dzień 9.06.70 r. i 10.06.70 r.

Wyk. w 2 egz.                                                                        Inspektor operacyjny SB

1 egz. teczka pers. tw. FLORIAŃSKI

2          „          „          pracy

Druk. MK

Nr ks. masz. 618/70

– k. 98 Notatka służbowa dot. tw ps. Floriański, Piaseczno 13.12.1970 r., Tajne specjalnego znaczenia, Egz. Nr 1

            Tajny współpracownik ps. „Floriański”, ur. w 1920 r., narodowość i obywatelstwo polskie, pochodzenie społeczne robotnicze /ojciec wyrobnik na wsi/, stan cywilny żonaty, przynależność partyjna ZSL, wykształcenie wyższe- inż. rolnik, zatrudniony w Instytucie Genetyki i Hodowli Zwierząt w Jastrzębcu pow. Piaseczno na stanowisku pomoc. prac. naukowego zam. w Warszawie przy ul. /…/

            Tw „Floriański” pochodzi z biednej wielodzietnej rodziny wyrobniczej i dlatego też zaraz po ukończeniu szkoły podstawowej pracował wspólnie z ojcem jako robotnik fizyczny wykonując różne prace. W 17 roku życia własnymi siłami dostaje się do szkoły rzemieślniczo-przemysłowej, którą przerywa na skutek wybuchu wojny i ochotniczo zgłasza się do wojska, aby wziąć udział w walce z wojskami niemieckimi. Do wojska jednak nie został zmobilizowany z uwagi na brak umundurowania i uzbrojenia, w związku z czym czekając na dostawę broni oraz zmobilizowanie wycofuje się przed frontem aż do Równego. Po klęsce wrześniowej wraca do wsi rodzinnej i rozpoczyna pracę jako robotnik kolejowy. Zaraz, w 1940 r., wstępuje do konspiracyjnej organizacji noszącej nazwę „Korpus Powstańców Niepodległościowych”, w której kończy kurs podchorążych uzyskując stopień st. strzelca. Jednocześnie uczęszcza na tajne komplety, na których ukończył I i II kl. gimnazjalną. W 1942 r. po ukończeniu kursu na telegrafistów pełni obowiązki dyżurnego na kolejach ruchu osobowego. W tym okresie znane były mu akcje partyzanckie na transporty wojskowe okupanta. Jako młody człowiek zapałał do bezpośredniej walki z okupantem, a nie jak dotychczas zajmował się szkoleniem i dlatego w lipcu 1944 r. opuszcza służbę, potajemnie przed rodzicami ucieka do oddziału leśnego.

Dostaje się do nowo zorganizowanej „Brygady Świętokrzyskiej” pod dowództwem „Bochuna” [sic] obierając sobie ps. „Szczerba”. Już po pierwszej potyczce ze skoczkami radzieckimi usiłował zrezygnować z pobytu w brygadzie, gdyż wstąpił, aby walczyć z okupantem i nie zgadzał się z walką bratobójczą. Jak oświadcza, na skutek propagandy prowadzonej w oddziale NSZ dusza jego stopniała, w wyniku czego pozostał, a potem wycofywał się z całą brygadą przed wojskami radzieckimi na teren Czechosłowacji. Utrzymywano ich w przekonaniu, że wycofują się po to, aby przejść na stronę aliantów i połączyć się z armią generała Andersa. Gdy przekonał się, iż do połączenia takiego nie dojdzie, skorzystał z nadarzającej się okazji, poszedł na dwutygodniowe przeszkolenie skoczków spadochronowych koło Brna, a następnie w nocy z dnia 24 na 25.03.1945 r. przerzucony został samolotem niemieckim do Polski i zrzucony w okolicach Radomia. Zadaniem ich było zorganizowanie rozbitych grup bez względu na przynależność organizacyjną /NSZ, AK, BCh/. Przy lądowaniu okrążeni zostali przez grupy MO, lecz udało mu się zbiec. Po powrocie do domu rodzinnego pod namową brata i rodziny zaniechał dalszej działalności i zamierzał przystąpić do pracy i nauki. Gdy po krótkim czasie dowiedział się o aresztowaniach kolegów przez władze polskie oraz jego siostry, zbiegł do Łodzi, a następnie do Skarżyska i przy pomocy znajomego przypadkowo spotkanego dostał się do kontrrewolucyjnej organizacji działającej w lasach świętokrzyskich. W organizacji tej był przez okres maja i czerwca 1945 r. występując pod ps. „Gruda”, a przy łączeniu jej ze „Żbikiem” zrezygnował z dalszej działalności ukrywając się przez kilka tygodni u rodziców. W dniu 21.07.1945 r. po uzyskaniu karty przesiedleńczej i zaświadczenia o zagubieniu kenkarty udał się do Gdyni, gdzie do końca sierpnia 1945 r. pracował w porcie w firmie „Krzyżanowski”. Po uzyskaniu dodatkowego zaświadczenia o pracy z braku mieszkań wyjechał do Szczecina, gdzie początkowo pracował w Wydziale Aprowizacji DOKP Szczecin. W lipcu 1946 r. rozpoczął pracę w Urzędzie Morskim jako kancelista, gdzie pracował do roku 1951. W tym okresie ukończył szkołę średnią, a następnie uczęszczał do wieczorowej szkoły inżynieryjnej.

W dniu 22.IV.1947 r. ujawnił się ze swojej działalności przed komisją w Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Szczecinie otrzymując zaświadczenie nr 49352 o ujawnieniu. W 1951 r. na terenie Warszawy rozpoczął pracę w przedsiębiorstwie budowlanym, a jednocześnie uczęszczał do SGGW, po ukończeniu którego otrzymał dyplom inżyniera rolnika. Z przeprowadzonych wywiadów z lat ubiegłych wynika, że na terenie Szczecina opinią cieszył się dobrą, uchodził za człowieka spokojnego i zrównoważonego. Brak jest jednak jego działalności społecznej z tamtejszego terenu oraz brak jest danych o opinii od 1951 do 1969 r.

            Do współpracy z organami BP pozyskany został w dniu 5.II.1948 r. przez Kierownika Sek. III Wydz. III WUBP w Szczecinie ppor. Zdzisława Bojanko na zasadzie dobrowolności. Pisząc zobowiązanie o współpracy przybrał sobie pseudonim „Florian”. Celem pozyskania było rozpracowanie b. członków NSZ objętych rozpracowaniem agenturalnym kryptonim „Zdrajcy”. Jak wynika z materiałów, cel stawiany przed nim został osiągnięty, gdyż przekazał szereg cennych informacji odnośnie działalności poszczególnych czł. NSZ, działalności w ogóle NSZ-tu. Po przekazaniu go do b. MUBP m.st. Warszawy wykonywał szereg zadań wiążących się z wyjazdem i docieraniem do b. czł. NSZ, z czego wywiązywał się dobrze.

            W dniu 11.X.1954 r. wyeliminowany został z czynnej sieci z braku możliwości dalszego docierania do b. czł. NSZ „Brygady Świętokrzyskiej”, z którymi na terenie Warszawy nie utrzymywał kontaktu.

            W dniu 1.XII.1954 r. ref. Sek. IV Wydz. IVB b. MUBP m.st. Warszawy chor. Olszak nawiązał z tw łączność, lecz nie wyraził on zgody na dalszą współpracę motywując swą decyzję brakiem możliwości wykonywania zadań oraz brakiem czasu z uwagi na kontynuowane studia rolnicze. Napisał on również oświadczenie, w którym podał, iż w przypadku spotkania się z faktem wrogiej działalności godzącej w interesy PRL, sam o tym zamelduje organom bezpieczeństwa publicznego. Po odbyciu z nim spotkania kontrolnego w dniu 13.VI.1955 r. przez kier. Sekcji IV Wydz. IV UBP m.st. Warszawy /nazwisko nieczytelne/ z dalszej współpracy zrezygnowano.

            W 1965 r., jak wynika z pisma i karty kontrolnej, był w zainteresowaniu Wydz. III KSt. MO, lecz brak jest jakiejkolwiek notatki, czy pracownik tego Wydz. Stanisław Stykowski nawiązywał kontakt z tw, czy też zrezygnowano z rozmowy.

            W końcu roku 1969 insp. oper. SB KPMO w Piasecznie wytypował wym. jako kandydata do opracowania na tw. Po zebraniu wstępnych informacji o jego osobie i sprawdzenia go w kartotece operacyjnej pobrano materiały z archiwum Wydz. „C”, po przeanalizowaniu których zdecydowano się na nawiązanie z nim kontaktu. Kontakt nawiązany z tw został w dniu 5.VI.1970 r. i po wstępnej rozmowie na propozycję por. Sobótki spotkania się w Warszawie początkowo nie wyrażał zgody motywując to tym, że nie widzi potrzeby spotykania się z pracownikiem SB i powracania do przeszłości. Nie widział on również problemów, które mogłyby interesować naszą służbę. Po przedstawieniu mu argumentów wyraził zgodę na spotkanie w dniu 8.VI.1970 r.

            Na spotkaniu w dniu 8.VI.1970 r., w którym poza por. J. Sobótką brał udział mjr M. Mirzejewski, początkowo nie chciał wyrazić zgody na kontynuację dalszej współpracy argumentując to tym, że definitywnie zerwał z przeszłością, a wstąpienie do NSZ podyktowane było chęcią walki z okupantem. Po przedstawieniu argumentów przemawiających za podjęciem z jego strony współpracy ze Sł. Bezp. i przedstawieniu mu zadań, wykonania jakich oczekuje się od niego, wyraził zgodę na dalszą współpracę zmieniając ps. „Florian” na „Floriański”. Prosił jednak, aby nie wracać do spraw przeszłościowych i spotkanie następne odbyć nie wcześniej jak w sierpniu br., gdyż w m-cu czerwcu broni pracy magisterskiej, a w m-cu lipcu br. będzie na urlopie wypoczynkowym. Należy podkreślić, że jak wynika z materiałów, słuszna argumentacja i właściwe ukierunkowanie tokiem rozumowania tw „Floriański” pozwoliła mu na zdobycie zaufania do osób prowadzących z nim rozmowę, w wyniku której z zadowoleniem podjął dalszą współpracę. Przez  rzeczową dyskusję na temat jego pracy naukowej oraz postawienie zadań z tej dziedziny tw przed pożegnaniem się z pracownikami  entuzjastycznie zaznaczył, że na temat naszych zainteresowań z tej dziedziny może bardzo dużo napisać i udzielić pomocy naszej służbie. Następne spotkanie umówione zostało na dzień 8.08.1970 r.

Jako pierwsze zadanie tw „Floriański” otrzymał opracowanie informacji na temat motywu prowadzenia dalszych badań nad grupami krwi u zwierząt oraz na temat skrzyżowania bydła polskiego z bydłem jersey. Ma on również uzasadnić celowość prowadzenia lub wyeliminowania tych tematów. Aktualnie zamierza się przez tw „Floriański” rozeznać środowisko naukowe, słuszność i celowość prowadzenia prac naukowo-badawczych, inwestycji na ten cel oraz istniejących tam nieprawidłowości. Zarejestrowany w Wydz. „C” KWMO Warszawa został w dniu 17.VI.70 r.

            Należy przypuszczać, że po odpowiednim nakierunkowaniu tw cel ten będzie osiągnięty, a ponadto przez niego można będzie rozeznać zamierzenia osób wyjeżdżających służbowo za granicę oraz obserwację zachowywania się naukowców przyjeżdżających z zagranicy.

            Osobowość tw „Floriański” badana była przy pomocy tw „Jerzy”, który podaje, że jest on wieloletnim pracownikiem instytutu cieszącym się dobrą opinią. Przez cały okres swej pracy wykazywał dużo inicjatywy i zaangażowania, wśród pracowników naukowych uchodzi za człowieka spokojnego, uczciwego i pracowitego. W czasie różnych akcji politycznych nie wykazywał wrogiego stosunku do PRL. W dyskusjach na tematy polityczne wykazuje poparcie dla obecnych kierunków politycznych. Jest pracownikiem lubianym i szanowanym tak przez przełożonych, jak i podwładnych.

            W okresie swojej współpracy wynagradzany był jeden raz w roku 1948 kwotą 5000 zł. Innych powikłań [pokwitowań] lub rachunków w teczce brak.

            Z materiałów znajdujących się w teczce personalnej oraz dwóch tomów teczki pracy z lat ubiegłych wynika, że pozostawał on na łączności n/w pracowników operacyjnych:

– ppor. Zdzisław Bojanko od 5.II.1948 r. do 8.VIII.1951 r., po tym okresie pozostawał na łączności „Janusza”, brak wyjaśnień, czy był to rezydent czy pracownik operacyjny oraz pracowników

– Piotrowski ps. Małecki,

– Józef Sabała ps. „Górski”,

– Jan Kunda ps. „Drzymała”.

            Obecnie pracownikom niezainteresowanym fakt współpracy nie jest znany. Pozostaje na łączności por. Jana Sobótki i znany jest I Z-cy Kom. Pow. MO d/s SB w Piasecznie mjr. M. Mirzejewskiemu, który wspólnie z pracownikiem dokonywał ponownego pozyskania tw „Floriański”.

            Należy przypuszczać, że przy odpowiednim niekierunkowaniu pracą tw może być cenną jednostką dla naszej służby i wykorzystywany może być po linii zainteresowań pionu III oraz pionu II po zagadnieniu styków kraj- zagranica.

            Niemniej jednak uważam, że należy wykonać następujące czynności brakujące w dotychczasowym opracowaniu tw:

– uzupełnić teczkę personalną aktualnym życiorysem, ankietą personalną oraz danymi autobiograficznymi i wykazem prac naukowo-badawczych, jak również publikacjami naukowymi.

– zebrać opinie z jego poprzednich miejsc zamieszkania i pracy, a szczególnie za brakujący okres od 1951 do 1969 r. Zebrać również bliższe dane o jego najbliższej rodzinie, o której prawie nic nie wiemy z dotychczasowego opracowania.

– zebrać bliższe dane poparte wywiadami środowiskowymi odnośnie osobowości tw „Floriański” takich jak cechy charakteru, posiadane skłonności, hobbi [sic], zainteresowania, postawa moralna i etyczna, jego zalety i wady oraz stosunek do aktualnych przemian społeczno-politycznych,

– opracować kierunkowy plan wykorzystania, w którym uwidocznić zadania dla tw oraz plan szkolenia jego zmierzający do wyrobienia w nim przekonania o słuszności podjętej decyzji o współpracy ze Sł. Bezp., sposobie wykonywania zadań, zasad zachowania konspiracji oraz obiektywności oceny faktów lub zdarzeń opisywanych w jego informacjach,

– uzyskiwane od niego informacje systematycznie sprawdzać przez inne osobowe źródła informacji, a szczególnie przez tw „Jerzy”,

– w możliwie szybkim czasie należy spotkania z tw „Floriańskim” przenieść z lokali gastronomicznych do lokalu kontaktowego, gdzie zagwarantowana będzie konspiracja współpracy oraz możliwość odpowiedniego szkolenia i pogłębienia informacji,

– do głębszego związania go z naszą służbą należy zbadać możliwość wręczenia mu upominku choćby z racji rocznicy rodzinnej lub aktualnej pomyślnej obrony pracy magisterskiej.

Odbito w 2 egz.

1 egz. teczka tw „Floriański”

2          „ Wydz. III KWMO W-wa                              Inspektor oper. Wydz. III SB

Druk. Milewska                                                                     KWMO w Warszawie

Nr ks. masz. 700/70                                                               kpt. Z. Płatek

Uwagi I Z-cy Komendanta Powiatowego MO d/s SB w Piasecznie

            Z oceną zgadzam się, wnioski akceptuję- do realizacji

                                               mjr M. Mirzejewski

Uwagi Naczelnika Wydziału III KWMO w Warszawie

            Z oceną i wnioskami zgadzam się. W kierunkowym planie wykorzystania należy przewidzieć m.innymi sprawdzenie uzyskiwanych informacji od tw „Jerzy”, mówiących o występujących nieprawidłowościach w Instytucie.

                                                                                  / mjr W.  DĄBROWSKI /

– k. 123 Raport do Naczelnika Wydz. III ze spotkania z agentem „Florian”, 13.02.1948 r., Ściśle tajne

W dniu dzisiejszym odbyłem o godz. 2000 pierwsze spotkanie z agentem „Florian”. Dał on doniesienie z przeprowadzonej rozmowy z por. „Józefem” i o jednym członku „Brygady Bohuna” zam. w Szczecinie. Agent okazał mądre i taktyczne podchodzenie do spraw.

                                                                                  Bojenko Zdzisław

– k. 152 Charakterystyka pracy tw ps. Floriański za okres od 01.1972 do 01.1974 r., Piaseczno 12.03.1974 r., Tajne specjalnego znaczenia, Egz. poj.

            Tajny współpracownik ps. „Floriański” do współpracy został pozyskany w 1948 r. Po szesnastu latach przerwy został ponownie podjęty na kontakt w dniu 8.06.1970 r. Od tego czasu pozostaje na kontakcie inspektora operacyjnego por. J. Sobótki w pionie Wydz. III i wykorzystywany jest w sprawie obiektowej kr. „Gen” po zagadnieniu ochrony uspołecznionej gospodarki rolnej i myśli naukowej. W omawianym okresie odbyto ogółem 24 spotkania i otrzymano 4 informacje ustne, z których sporządzono notatki służbowe. Doniesień pisanych własnoręcznie otrzymano 20. Wartość otrzymanych doniesień jest dobra. Informacje te pozwoliły na pogłębienie rozeznania zagadnień występujących w sprawie i rozpoznanie osób zatrudnionych w Instytucie. Ogółem wykorzystano 15 informacji. W tym 6 informacji opracowywano i przekazano do KP PZPR oraz 9 do Wydz. III KWMO Warszawa, który to Wydział w dwóch przypadkach przekazał odpisy doniesień do odpowiedniego Departamentu MSW oraz były opracowywane informacje do KW PZPR.

            Do września 1972 r. spotkania odbywały się w lokalach gastronomicznych na terenie Warszawy.

            W październiku 1972 r. wprowadzono tw na LK „Kino” i od tego momentu odbywano tam z nim spotkania. W miesiącu listopadzie 1973 r. wprowadzono na LK „Forum”, gdzie dotychczas w tym LK odbyto 3 spotkania. Proponuje się w dalszym ciągu odbywanie spotkań w LK „Forum”.

Spotkania zawsze są umawiane na spotkaniach z miesięcznym wyprzedzeniem. Uzgodniono, że w razie nagłej potrzeby kontakt zostanie nawiązany telefonicznie /telefony są znane/. Ostatnie spotkanie odbyło się 15.I.74 r.

            W omawianym okresie był czterokrotnie wynagradzany sumą 800, 700 i dwa razy po 500 zł.

            Tw „Floriański” był sprawdzony przez tw „Jerzy”, kontakty operacyjne i służbowe. Spotkań kontrolnych nie odbywano.

            Jego stosunek do współpracy jest właściwy. Na spotkania przychodzi punktualnie. Nie było ani jednego przypadku zerwania spotkania. Informacje przekazuje na piśmie, przydzielone zadania wykonuje w miarę swoich możliwości dobrze. W ostatnich latach obserwuje się większą aktywność, pomysłowość i samodzielność w zdobywaniu informacji. Informacje jego są obiektywne i mają pokrycie w rzeczywistości. Nie stwierdzono dwulicowości lub ewentualnej dekonspiracji. Istnieją wszelkie przesłanki wykorzystania go w dalszym ciągu do sprawy obiektowej kr. „Gen”. Posiada on wyższe wykształcenie, jest długoletnim, zdyscyplinowanym pracownikiem Instytutu. Ma dobre rozeznanie osobowe i problemowe. Z uwagi na wiek, wiedzę zawodową i działalność społeczną cieszy się zaufaniem u dyrekcji, jak i swoich kolegów. Co niewątpliwie ułatwia mu wykonywanie zleconych przez nas zadań.

            Biorąc powyższe pod uwagę planuje się wykorzystać tw w następujących kierunkach:

– Kontrola operacyjna wytycznych partii i rządu oraz nadrzędnych władz resortowych.

– Ocena myśli naukowej przed penetracją naukowców z KK.

– Kontrola naukowej i gospodarczej działalności Instytutu i Gospodarki pomocniczej.

– Ujawnianie nieprawidłowości w zakresie kształtowania właściwych stosunków międzyludzkich.

– Rozpoznawanie i ujawnianie faktów dot. dywersji ideologicznej, jak również propagandy pisanej.

                                                                                              Inspektor operacyjny RSB

Wyk. w 1 egz.                                                                                    w Piasecznie

Teczka pers. tw ps. „Floriański”

Druk. Milewska                                                                                 por. Jan Sobótka

Nr ks. masz. 250/74

– k. 167 Wniosek o zaniechanie współpracy, Piaseczno 4.12.1975 r., Tajne spec. znaczenia, Egz. poj.

            Tajny współpracownik ps. „Floriański”, mężczyzna lat 55, wykształcenie wyższe, do współpracy został pozyskany w 1948 r. na zasadzie dobrowolności. Początkowo wykorzystywany był przez Wydz. III byłego WUBP w Szczecinie, a następnie przez były MUBP m.st. Warszawy.

            W 1954 r. wyeliminowany został z czynnej sieci z braku możliwości operacyjnych oraz jego wyrażonej niechęci w kontynuowaniu dalszej współpracy.

            Po szesnastu latach przerwy został ponownie podjęty na kontakt, choć, jak wynika z materiałów w teczce personalnej, początkowo odmawiał współpracy.

            Od czerwca 1970 r. do grudnia 1974 r. pozostawał na łączności por. J. Sobótki wykorzystywany był w sprawie obiektowej krypt. „Gen” po zagadnieniu gospodarki rolnej i myśli naukowej w Instytucie Genetyki i Hodowli Zwierząt w Jastrzębcu.

            Podczas przejmowania go na kontakt w miesiącu grudniu 1975 r. zastrzegł sobie, że podejmuje współpracę, lecz na krótki okres czasu.

            W dniu 23.09.75 r. na spotkaniu tw. zwrócił się z prośbą o zwolnienie go z dalszego obowiązku wykonywania przez niego zadań na rzecz Sł. Bezp. Uważam- powiedział, że okres, który datuje się od 1948 r. jest wystarczającą rehabilitacją za moją przynależność do NSZ. W ostatnim okresie posiada kłopoty ze swoim synem, któremu musi poświęcić więcej uwagi. Zastrzegł sobie również, że jeżeli nie zostanie zwolniony z tego obowiązku nie będzie wychodził na spotkania.

            Mając na uwadze to, że od tego spotkania nie mogę nawiązać z nim kontaktu, gdyż zawsze tłumaczy się brakiem czasu, a jestem przekonany, że wynika to z jego niechęci w kontynuowaniu współpracy, wnoszę o zaniechanie z wym. kontaktu i złożenie materiałów w archiwum Wydz. „C” KSMO. Materiały zaliczyć do kategorii B-20.

Wyk. 1 egz.

Opr. i druk. M. Kopyt                                                            St. Inspektor Wydz. III KSMO

                                                                                                          w Warszawie

                                                                                                          Kpt. M. Kopyt

 

 

TVP, czyli nekrolog tw ps. „Skorpion”

Chwilowo, ale naprawdę chwilowo, przerywam pasjonującą korespondencję z Jasnej Góry, aby odnieść się do tzw. bieżączki.

W dniu Wojska Polskiego kompromitował się dziennikarz „nowej zmiany” stwierdzeniem o „Grobie Piłsudskiego”. W tym samym dniu TVP 3 posłużyła się Jerzy Gryzem z WSI jako ekspertem militarnym i wykładowcą szkoły wyższej. Spodziewam się korowodu takich wpadek w telewizji publicznej. Osoby powołane przez Kurskiego nad nikim i niczym nie panują. Na dowód tego, jakie komunistyczne złogi siedzą jeszcze w telewizji publicznej, proszę spojrzeć na dokumenty fetowanego na stronach tvp.info tw „Skorpion”. Na pociechę można z tych dokumentów wywnioskować, że te złogi, to i do „Solidarności” się podczepiły.

– Notatka służbowa, Warszawa 9.01.1982 r., Tajne, Egz. poj.

            W dniu dzisiejszym zgodnie z poleceniem Naczelnika Wydziału XIII Dep. II MSW udałem się do WRD W-wa, ul. Żytnia 46.

            Na miejscu ustaliłem, że w dniu 7.01.82 r. w godzinach wieczornych ob. P/…/, zatr. Komitet d/s PR i TV na stanowisku kamerzysty, zam. W-wa, ul. /…/

Prowadząc samochód marki Fiat 126 P nr rej. WAR 21-87 wpadł na latarnię u zbiegu ulic Woronicza i Puławska, wskutek tego rozbił samochód, powodując szkody we własnym mieniu na około 10 tys. zł. W związku z zaistniałą sytuacją interweniowała MO z WRD.

Po przybyciu na miejsce stwierdzono, że prowadzący samochód był w stanie nietrzeźwym. Dokonano pobrania krwi na zawartość alkoholu we krwi oraz zabezpieczono samochód przy ul. Żytniej w WRD. Sprawę w chwili obecnej prowadzi insp. WIELOCH  tel. 73-38. W związku z zaistniałą sytuacją istnieje możliwość operacyjnego wykorzystania sprawy przez Dep. II MSW Wydz. XIII. W toku rozmowy z funkcjonariuszem MO podjęliśmy decyzję o nienadawaniu sprawie dalszego biegu aż do momentu przeprowadzenia rozmowy z obwinionym.

                                                                         INSPEKTOR WYDZ. XIII DEP. II MSW

                                                                                              Por. Zenon BIENIAS

– Raport z pozyskania tw ps. Skorpion, Warszawa 3.02.1982 r., Tajne spec. znaczenia, Egz. poj.

            W dniu 22 stycznia 1982 r. przeprowadziłem rozmowę w WRD Warszawa, ul. Żytnia z

                                          Ob. P/…/

W/w w dniu 7 stycznia 1982 r. w godzinach wieczornych prowadząc samochód marki Fiat 126p nr rej. WAR 21-87 wpadł na latarnię jadąc ul. Woronicza od strony Al. Niepodległości w kierunku ul. Puławskiej, wskutek tego rozbił samochód, powodując szkody we własnym mieniu na około 10 tys. zł. W związku z zaistniałą sytuacją interweniowała MO z WRD.

Na miejscu stwierdzono, że prowadzący samochód był w stanie nietrzeźwym. Dokonano czynności zabezpieczających, od w/w pobrano krew na zawartość alkoholu we krwi. Ponadto zabezpieczono uszkodzony pojazd mechaniczny na parkingu służbowym. W czasie rozmowy ze sprawcą wykroczenia drogowego przedstawiłem jego sytuację prawną w związku z popełnionym wykroczeniem i poinformowałem, jakie sankcje grożą za popełnione czyny sprzeczne z prawem. Rozmówca był bardzo zdenerwowany i pytał mnie, czy nie ma innych dróg wyjścia z impasu. Stwierdziłem, że jestem w stanie mu pomóc, lecz w życiu nie ma nic za darmo. Za pomoc z wyciągnięcia go z kłopotów zaproponowałem współpracę z kontrwywiadem MSW. P/…/ po namyśle wyraził zgodę i własnoręcznie sporządził zobowiązanie o współpracy. Pytał mnie następnie, jaki charakter będzie miała jego praca. Stwierdziłem, że wszystkiego się dowie we właściwym czasie. Po czym zaproponowałem, że będziemy kontaktowali się telefonicznie w każdy poniedziałek przed spotkaniem. Tw obrał pseudonim „Skorpion”, jest to jego znak zodiaku.

            W związku z pewnego rodzaju obawą przed współpracą z SB pierwsze zadania dla tajnego współpracownika będą o małym ciężarze gatunkowym. Na pierwszych spotkaniach będę odbywał szkolenie z tw i pomału przyzwyczajał do właściwej współpracy.

            W związku z potrzebami zabezpieczenia operacyjnego Komitetu d/s RTV oraz tym, że tw jest członkiem NSZZ „Solidarność” PR i TV wnioskuję o zatwierdzenie raportu pozyskania przez Z-cę Naczelnika Wydz. XIII Dep. II MSW.

                                                                       INSPEKTOR WYDZ. XIII DEP. II MSW

                                                                                  Por. Zenon BIENIAS

– Raport ze spotkania z tw Skorpion, Warszawa 26.03.1982 r., Tajne, Egz. poj.

            W dniu 20.03.82 r. odbyłem spotkanie z tw ps. „Skorpion” w kawiarni „Izabella” na Pl. Grzybowskim. W czasie spotkania tw przekazał informacje na temat panującego niezadowolenia z powodu istniejącej weryfikacji, jak również obcięcia zarobków ekipą [sic] filmującym i innym.

            Ponadto stwierdził, że przyjaźni się z kpt. Nowakowskim, który prowadzi DTV. W czasie rozmowy powiedział, że w/w jest człowiekiem dwulicowym. W czasie prywatnych rozmów prezentuje zupełnie inne poglądy niż w czasie prowadzenia DTV. W/g tw ps „Skorpion” jest to karierowicz, który nie powinien pracować w telewizji.

Zadania

– Zbierać informacje na temat nowo tworzącego się podziemia „Solidarności” w Komitecie d/s PR i TV.

– Sporządzić charakterystyki osób zatrudnionych w „Poltel” a interesujących SB.

Przedsięwzięcia

            Tw „Skorpion” przekazać na kontakt oficera obsługującego „Poltel”.

Omówienie

Tw „Skorpion” stawił się na spotkanie punktualnie zachowując pełną konspirację. W czasie spotkania poinformował mnie o swoich troskach i kłopotach osobistych.

                                                                      INSPEKTOR WYDZ. XIII DEP. II MSW

                                                                                  Por. Zenon BIENIAS

– Raport ze spotkania z tw Skorpion, Warszawa 17.04.1982 r., Tajne, Egz. poj.

            W PWF „Poltel” w chwili obecnej trwają dyskusje na temat nadanej audycji na falach Polskeigo Radia drugiego dnia świąt przez podziemną organizację „Solidarność”. W środowisku pracowników z „Poltel” panuje opinia, że skonstruowanie nadajnika sprzężonego z magnetofonem i wyposażonym w dipol nie może nastręczać żadnych trudności dla średniej klasy fachowca z dziedziny elektroniki. W/g opinii pracowników zatrudnionych w „Poltel” prowadzenie nieprzemyślanych działań zmierzających do uznania całej „Solidarności” jako opozycji doprowadzić może do niekorzystnej sytuacji politycznej w kraju i stworzenia autentycznej opozycji, która będzie miała oparcie w klasie robotniczej. Większość pracowników uważa, że zapobieżenie ponownemu nasileniu kryzysu politycznego może nastąpić tylko poprzez autentyczność PZPR, gdzie filarem i oparciem musi być klasa robotnicza.

Poddawana jest również krytyce praca Służby Bezpieczeństwa, pracę tę uważają za rozmydlanie się nad sprawami mało istotnymi. Zarzucają SB brak wyobraźni politycznej i fachowości w sprawach istotnych, jak również w zwalczaniu nielegalnych ugrupowań solidarności działających w podziemiu.

Ponadto w chwili obecnej w „Poltel” trwa dyskusja na temat przeprowadzonej weryfikacji, która w/g opinii szeregowych pracowników przyniosła istotne korzyści kierownictwu „Poltel”, lecz nie załodze. Zwolniono wielu wartościowych pracowników, nawet z 25-letnim stażem pracy tylko dlatego, że potrafili żądać od przełożonych narzędzi pracy. Ponadto w PWF „Poltel” krążą niepotwierdzone informacje, że w miesiącu czerwcu ma nastąpić ponowna weryfikacja wśród pracowników RTV. Wśród pracowników panuje przekonanie, że Większość pracowników uważa, że zapobieżenie ponownemu nasileniu kryzysu politycznego może nastąpić tylko poprzez autentyczność PZPR, gdzie filarem i oparciem musi być klasa robotnicza. Krążą też opinie na temat wprowadzonej reformy gospodarczej, którą porównują do „perpetuum mobile” w sytuacji obecnej i przy pomocy osób prowadzących do celu.

 

Z A D A N I A

1 Zbierać informacje o osobach leżących w naszym operacyjnym zainteresowaniu.

2 Sporządzać charakterystyki osób zatrudnionych w „Poltel”.

P R Z E D S I Ę W Z I Ę C I A

Informację wykorzystać w działaniach operacyjnych przez Wydz. III Dep. II MSW.

O M Ó W I E N I E

Spotkanie nastąpiło w kawiarni „Izabella”. Na spotkanie TW stawił się punktualnie, zachowując pełną konspirację. W czasie spotkania przeprowadzono szkolenie z zakresu zbierania informacji.

                                                                                  Inspektor Wydz. XIII Dep. II MSW

                                                                                  por. Zenon Bienias

 Skorpion wykręcił się ze współpracy, po prostu nie miał na nią czasu, stale przebywał w terenie na planach filmowych jako kamerzysta. To skutecznie zniechęciło Bieniasa i jego kolegów. Natomiast fetowanie takiej osoby- która nie donosiła SB z braku czasu- w telewizji publicznej to przesada. Wynika ona jednak z braku kompetencji, a nie z winy umyślnej.