Archiwa tagu: homoseksualizm

Kler ’83- życie, a nie scenariusz

Życie jest bogatsze od filmu, chociaż „dzieła” Smarzowskiego nie obejrzę; „Wesele” mi całkowicie mi wystarczy. Poniższe dokumenty nie traktują o całości sprawy, aby ją zrozumieć, potrzebują Państwo narratora.

Cała sprawa zaczęła się od donosu (jawnego, obywatelskiego) płka Jerzego Zaborowskiego (wykładowca ASW w Legionowie) do odnośnych władz, w którym opowiedział o nocnym życiu Warszawy w 1982 r.- „Kac komuna”. Mianowicie jego zięć szukał towarzystwa do dalszej zabawy i został podstępnie zaciągnięty na plebanię parafii Św. Trójcy. Jednak tam zabawa nie miała polegać tylko na piciu, ale na przytulaniu się na golasa. Przyznaję, że nieudolnie streszczam te kilka stron papieru podaniowego.

Donos uruchomił dwóch funkcjonariuszy Wydz. IV KSMO, ich nazwiska poniżej. Drugie nazwisko, które trzeba wymienić, a nie pojawi się w wybranych dokumentach, brzmi Romaniuk. Bp Kazimierz Romaniuk. Ksiądz z ww. parafii wielokrotnie żalił się SB-ekowi, że ten biskup chce go wykończyć. „Wykończenie księdza” polegało na zesłaniu go przez Kurię do diecezji łódzkiej, jakby tam homoseksualiści w ogóle nie występowali. Ze swojej strony dopowiem, że jeśli homoseksualizm w Łowiczu nie występował do 1983 r., to jest on importem z Kurii warszawskiej.

Nazwiska księdza nie podam, bo nie prowadziłem na jego temat osobnej kwerendy, więc nie wypada. Nie podam nazwiska „właściciela” teczki, bródnowskiego homoseksualisty i drobnego kryminalisty, bo nie jest to osoba publiczna. Latem z rozgoryczeniem pisałem, czym się do … w IPN zajmują. Teczki bródnowskiego homoseksualisty nikt przede mną nie czytał, więc pytam, jak historycy IPN badają działalność pionu IV bez znajomości takiej dokumentacji??

– k. 42 pismo do Naczelnika Wydz. Kryminalnego KSMO, Warszawa 21.10.1982 r., Tajne spec. znaczenia, Egz. nr 2

            Uprzejmie proszę o wyrażenie zgody na udział w kombinacji operacyjnej jednego z Waszych tajnych współpracowników wywodzącego się ze środowiska homoseksualistów.

Do omówienia szczegółów upoważniam por. Marka Bonieckiego tel. 67-64.

Wykonano w 2 egz.

Egz. nr 1 – adresat                                           MJR MGR W. KWIATKOWSKI

Egz. nr 2 – a/a

Opr. i druk. MB

[dopisek- chor. Haber p. 221]

– k. 43 Notatka służbowa, Warszawa 29.10.1982 r., Tajne spec. znaczenia

            Dnia 28 października 1982 r. w godz. 1630– 1730 po uprzednim skontaktowaniu się z Wydz. Kryminalnym KSMO wspólnie z tow. Bonieckim podjęliśmy czynności operacyjne polegające na umożliwieniu poznania t.w. w/w Wydziału z [nazwisko tw].

Powyższe czynności były realizowane w kawiarni Poziomka przy ul. Miodowej.

[nazwisko tw] spostrzegł, iż jest obserwowany przez n/w mężczyznę będącym homoseksualistą. Stwierdził, iż ten mężczyzna zatrudniony jest „chyba” w sądzie.

Tow. Haber z Wydz. Kryminalnego poinformował w dniu 29.X br., iż nasz rozmówca i jego t.w. znają się ze wspólnych spotkań. Dalsze informacje z Wydz. Kryminalnego będą przekazywane na bieżąco. Zapewniono kontakt z [nazwisko tw].

Wyk. w oryginale                                           por. M Domagała

– k. 47 pismo do Komendanta Dzielnicowego MO Warszawa- Śródmieście, Warszawa 1.02.1983 r., Tajne, Egz. nr 2

            Uprzejmie proszę o przekazanie materiałów dot. ob. [dane tw] do dyspozycji Wydziału IV KSMO.

            Powyższe podyktowane jest ważnymi względami operacyjnymi.

Do odbioru materiałów upoważniam por. Marka Bonieckiego.

Wykonano w 2 egz.

Egz. nr 1 – adresat                                            MJR MGR W. KWIATKOWSKI

Egz. nr 2 – a/a

Opr. i druk. MB

Nr masz. 44/03

– k. 55 Notatka służbowa, Warszawa 3.02.1983 r., Tajne, Egz. poj.

            W dniu 1.02.83 r. w godzinach rannych zatelefonował k.o. ps. [pseudonim tw], który poinformował mnie, że ok. godz. 430 został zatrzymany przez patrol MO podczas jazdy samochodem w stanie nietrzeźwym i bez prawa jazdy. Samochód należący do ks. [inicjały księdza] został odholowany na parking. [pseudonim tw] prosi mnie o pomoc, gdyż samochód wziął bez pozwolenia ks. [inicjały księdza], a on w dniu dzisiejszym wychodzi ze szpitala.

            Wobec powyższego poprzez oficera ruchu drogowego ustaliłem, iż dokumenty wym. znajdują się w KDMO W-wa Śródmieście. Na miejscu potwierdziłem, iż informacja [pseudonim tw] polegała na prawdzie. Na podstawie pisma zatrzymałem bieg sprawy, a także odebrałem wszelkie dokumenty.

            W tej sytuacji uważam, iż jest to wystarczający materiał uzasadniający dokonanie werbunku [pseudonim tw] w charakterze t.w. W powyższych czynnościach brał udział por. M. Domagała.

Przedsięwzięcia:

1 Całość materiałów dot. [pseudonim tw] przekazać por. Domagale

                                                                                  St. insp. Wydz. IV

                                                                                  por. M. Boniecki

– k. 59 pismo do płk. Jerzego Markuszewskiego Szefa Zarządu WSW WOW w Warszawie, Warszawa 18.03.1983 r., Tajne spec. znaczenia, Egz. nr 2

            W zainteresowaniu naszej jednostki pozostaje:

                                                                             [dane tw]

            Z ważnych względów operacyjnych proszę o spowodowanie powołania wymienionego do odbycia zasadniczej służby wojskowej.

Sprawę proszę traktować jako pilną.

Wykonano w 2-ch egz.                                                          ZASTĘPCA

Egz. nr 1 – adresat                                            KOMENDANTA STOŁECZNEGO MO

Egz. nr 2 – a/a                                                           ds. Służby Bezpieczeństwa

Oprac. i druk. MD

Nr dz. masz. 157                                                        płk mgr Tadeusz Szczygieł

[dopisek- Odroczono na 1 rok ze względu na stan zdrowia 20.04.1983 por. M. Dom…]

– k. 61 Raport do Nacz. Wydz. IV, Warszawa 23.08.1983 r., Tajne spec. znaczenia, Egz. poj.

            Dnia 9 lutego 1983 pozyskano doraźnie na zasadzie dobrowolności t.w. ps. /…/ nr ew. /…/. Wymieniony w toku współpracy został wykorzystany wyłącznie do kombinacji operacyjnej mającej na celu pozyskanie aktualnego t.w. ps. [pseudonim księdza] nr ew. /…/.

W ramach tej kombinacji planowano ujawnienie przez t.w. ps. /…/ faktów kontaktów z milicją, co miało stworzyć element zagrożenia, osaczenia kandydata i przyspieszyć proces pozyskania [pseudonim księdza].

W rezultacie osiągnięto zamierzony cel. /…/ zrealizował zadanie. Dalsze podtrzymanie z nim kontaktu grozi dekonspiracją faktu współpracy z jego przyjacielem, księdzem.

Z uwagi na możliwość wykorzystania /…/ w przyszłości wnoszę o czasowe zawieszenie z nim współpracy na okres 12 miesięcy.

Aktualnie t.w. ps. ps. /…/ i /…/ w wyniku interwencji Warszawskiej Kurii Metropolitalnej nie utrzymują ze sobą kontaktów.

Na uwagę zasługuje fakt, iż o zerwanie tego kontaktu zabiegał t.w. ps. [pseudonim księdza].

            Z t.w. ps. [pseudonim tw] odbyto 10 spotkań tj. średnio w m-cu 2 spotkania.

Podczas współpracy t.w. nie wynagradzano.

                                                                       [por. M. Domagała]

[dopisek- Zgadzam się. Jeżeli Wydział Kryminalny nie chce skorzystać z jego pomocy. Po wyjaśnieniu jego spraw osobistych, będzie można spróbować wykorzystać go w kombinacji operacyjnej pod innego księdza. 230883]

– k. 63 Notatka służbowa, Warszawa 23.08.1984 r., Tajne spec. znaczenia

Dnia 23.08.1984 r. rozmawiałem z tow. Habrem z Wydziału Kryminalnego zajmującym się zagadnieniem homoseksualistów.

Tematem rozmowy było ewentualne przekazanie na kontakt Wydz. Kryminalnego homoseksualisty [pseudonim tw] z uwagi na fakt, iż wobec [pseudonim tw] prowadzone jest postępowanie przygotowawcze w sprawie działania wspólnie i w porozumieniu z funkcjonariuszem MO na bazarze .

… tow. Haber po konsultacji z kierowniczką sekcji obyczajowej zrezygnował z podjęcia na kontakt wymienionego.

Wyk. w oryginale                                                                por. M. Domagała

– k. 64 Wyciąg z notatki służbowej dot. odbytego spotkania z tw ps. [pseudonim księdza] 16.12.1983 r., Warszawa 19.12.1983 r., Tajne

[pseudonim księdza] poinformował, że z [nazwisko tw] nie utrzymuje żadnych kontaktów i nie zabiega o wznowienie tej znajomości. T.w. twierdził, że przez [nazwisko tw] miał tylko dodatkowe problemy w Kurii, gdyż ten, kiedy tylko pojawiał się u niego, to zawsze były skargi sąsiadów do Kurii.

T.w. utrzymuje kontakty z księżmi homoseksualistami, nie ustalił, aby [nazwisko tw] był w zainteresowaniu tego środowiska. Innych informacji na temat [nazwisko tw] t.w. nie posiadał.

                                                                                  Za zgodność [parafa]

Reklamy

Paulin do rejestru pedofili

Opisywałem już Państwu niejednokrotnie, że przeszłość księży katolickich jest pod specjalna ochroną IPN na przykładzie publikacji warszawskich i krakowskich. Okazuje się, że chęć bycia niekontrowersyjnym dotknęła także pracownika UJ. Według moich poszukiwań nie ma on filiacji z IPN. Jednak szarpnął się opisać wycinek dziejów Kościoła w latach 60-tych i wynik opublikował w „Folia Historica Cracoviensia”. Kilka akapitów poświęcił paulinowi szukającemu w PRL azylu, a miał on dotarcie do najwyższych władz (kościelnych). Z ostrożności krakowski pracownik UJ (jakoś historyk mi przez klawiaturę nie przeszło) nie podał prawdziwych powodów „emigracji” paulina do PRL i ew. na Zachód. Nie wątpię, że teczkę z poniższym dokumentem pracownik UJ w rękach miał.

– k. 64 Protokół przesłuchania podejrzanego, Warszawa 14.08.1964 r. godz. 13.00

            Ja, Władysław Gajewski z polecenia Wiceprokuratora Marii Pancer z Prokuratury Wojewódzkiej dla m.st. Warszawy, przy udziale tłumacza z języka węgierskiego Heleny Paucha, przesłuchałem niżej wymienionego w charakterze podejrzanego, który wyjaśnił:

C/…/, kawaler, dzieci nie posiada, zamieszkały Pinechely pow. Tamasi woj. Talna ul. Kobsutka Platz 10, wykszt. Wyższe teologiczne, ksiądz wyzn. rzym.-kat., miejsce pracy Pinechely pow. Tamasi, pomocnik księdza /proboszcza/ tamt. parafii, poch. Robotnicze, Nr DO-SB-343732 wydany przez Kapitanat Powiatowy w Tamasi /Węgry/, majątku nie posiada, służbie wojskowej nie podlega- Komenda Wojskowa w Pecs /Węgry/, odznaczeń nie posiada, karany w 1961 r. przez Sąd Wojew. w Pecs na 6 lat więzienia za działalność antypaństwową i za homoseksualizm /zwolniony po 2 latach na mocy amnestii/, choroba kręgosłupa.

Na stosowne pytania podejrzany C/…/ wyjaśnia: Potwierdzam swoje wyjaśnienia złożone przed prokuratorem w dniu 10.VIII.1964 r. i w dniu dzisiejszym. Jestem księdzem wyznania rzymsko-katolickiego od 1949 r. W okresie 1964 r. do chwili nielegalnego opuszczenia Węgier pracowałem jako pomocnik księdza proboszcza w parafii Pineczely pow. Tamasi woj. Folna. Zamieszkiwałem w tym okresie na plebanii parafialnej w Pineczely przy ul. Plac Kossutha 10.

Moim bezpośrednim przełożonym był proboszcz Szigethy Bela. Parafia moja podlega diecezji w Pecs. Diecezja ta nie ma biskupa, a jedynie generalnego wikariusza, którym jest doktor Cserhati Józef.

Decyzję opuszczenia Węgier podjąłem 20 lipca 1964 r. w poniedziałek. Zdecydowałem się na wyemigrowanie nielegalne z Węgier z dwóch powodów, które podałem w czasie przesłuchiwania mnie przez prokuratora, a mianowicie dlatego, że w dniu 20 lipca 1964 r. dopuściłem się przestępstwa nazywanego homoseksualizmem i wobec przechwycenia mnie na gorącym uczynku, obawiałem się odpowiedzialności karnej, zaś drugim powodem było to, że postanowiłem zerwać z praktykowaniem mego zboczenia seksualnego w ten sposób, aby za granicą wstąpić do jakiegoś rygorystycznego zakonu, gdzie nie mógłbym nawiązywać intymnych kontaktów z mężczyznami. Osiągnięcie tego celu na Węgrzech było dla mnie niemożliwe, gdyż zakony są rozwiązane i do tego jako księża mamy prawo chodzenia po cywilnemu, to znaczy bez sutanny.

Pytanie: Jeżeli podejrzany tak stanowczo postanowił zerwać ze stosunkami homoseksualnymi, to zamiast szukania w tym celu odpowiedniego zakonu za granicą- czy noszenie sutanny nie byłoby wystarczającą przeszkodą w nawiązywaniu intymnych znajomości.

Odpowiedź: Jestem przekonany, że noszenie sutanny rzeczywiście byłoby wystarczającą przeszkodą odstręczającą mnie od nawiązywania intymnych znajomości, ale fakt, że odpowiednie władze wiedzą o moim ostatnim czynie homoseksualnym i że grozi mi za to odpowiedzialność karna skłonił mnie do ucieczki za granicę. Innymi słowy pierwszym moim celem było uchylenie się od odpowiedzialności karnej poprzez wyemigrowanie z Węgier i zrealizowanie dopiero tam zamiaru zerwania z mym zboczeniem seksualnym.

Czynu homoseksualnego w dniu 20.VII.1964 r. dopuściłem się w następujących okolicznościach. W dniu tym przebywałem u swej matki w mieście Pecs. Około godz. 17-ej zamierzałem odjechać do Pinechely.

W trakcie oczekiwania na pociąg na ulicy przed dworcem kolejowym w Pecs zaczepiłem czternastoletniego chłopca, którego poprosiłem do ubikacji na dworcu i tam dokonałem na nim czynu nierządnego. Chłopiec zgodził się na to za opłatą 20 forintów. Na gorącym uczynku dokonywania tego czynu zastał mnie portier dworca, który zaprowadził nas obydwóch na posterunek milicji znajdującej się na tym dworcu. Tam zostałem wylegitymowany, a portier i chłopiec zostali przesłuchani. Milicjant poinformował mnie, że w mojej sprawie mam oczekiwać na jakąś decyzję władz, a następnie zwolnił mnie. W tym dniu miałem na sobie ubranie cywilne to samo, które mam na sobie. Najbliższym pociągiem o godzinie 22.00 dnia 20.VII.1964 r. udałem się do Budapesztu- zamiast do Pinechely- gdyż postanowiłem uciekać za granicę. Do Budapesztu odległego od Pecs o około 200-220 kilometrów przybyłem w godzinach rannych dn. 21 lipca 1964 r. Wyjaśniam, że decydując się na ucieczkę za granicę i wsiadając w Pecs do pociągu idącego do Budapesztu nie miałem jeszcze sprecyzowanego zdania, dokąd mam uciekać, do jakiego państwa. Zarys takiego planu i trasy ucieczki powstał u mnie dopiero w czasie podróży do Budapesztu, i tak: biorąc pod uwagę, że granica węgiersko-austriacka jest bardzo strzeżona i ze tą drogą nie będę mógł przedostać się do państw zachodnich postanowiłem przedostać się do Czechosłowacji, z tego państwa do Polski i z kolei poprzez Niemiecką Republiką Demokratyczną do Niemieckiej Republiki Federalnej, aby tam uzyskać azyl i możliwość przyjęcia do jakiegoś zakonu, dla mnie jeszcze nieokreślonego.

            Na tym przesłuchanie o godz. 16.00 zakończono. Protokół niniejszy po odczytaniu mi jako zgodny z treścią mych wyjaśnień podpisuję.

Do ochrony agentów się już przyzwyczailiśmy, ale do ochrony pedofili??

Za paulińską furtą- dokument kościelny

Lektury tego tekstu nie zalecam pielgrzymującym na Jasną Górę.

Emocjonowali się Państwo do niedawna Zbiorem zastrzeżonym IPN. Chyba się Państwo zawiedli. Zelnik, Ostrowski czy Hoffmanowa, chyba innych niespodzianek Państwo oczekiwali. Zwracałem Państwa uwagę, że tajemnice PRL w większości czekają na odkrycie w archiwach policyjnych. Obecne prawodawstwo chroni milicyjnych kapusiów, nawet jeśli świadomie uczestniczyli w operacjach na księży czy na podziemie solidarnościowe.

Kolejnym zbiorem wartym zainteresowania, a jednocześnie całkowicie odciętym od badaczy, którym nie można wydawać „Imprimatur” są archiwa kościelne. Słuchałem już kilku opowieści osób, które nie mogły z nich skorzystać podczas pracy nad publikacjami. Dzięki pomocy Służby Bezpieczeństwa mamy jednak minimalny wgląd w to, co działo się za kościelnymi murami.

W tym konkretnym przypadku, mimo złożonego odwołania, paulin został wykluczony z zakonu, ale żywota dokonał jako ksiądz diecezjalny. Muszą sami Państwo ocenić, czy okłamał Prymasa w odwołaniu. Wykluczony paulin zostawił w SB ogromny dorobek, kilkaset kart, będę z niego czerpał pełnymi garściami.

Nie wzoruję się na pracownikach czy zleceniobiorcach IPN, bo przy kompromitujących informacjach dane osobowe wykreślam.

– k. 59 pismo Ojca S/…/ do Prymasa Polski ks. Józefa kardynała Glempa, Jasna Góra 11.12.1986 r.

E m i n e n c j o

Najdostojniejszy Księże Prymasie

            W dniu 4 grudnia 1986 r. Najprzewielebniejszy Ojciec Generał wręczył mi Dekret Wydalenia z Zakonu OO Paulinów. Dekret ten przyjąłem jako wyraz niesprawiedliwości i dlatego też- korzystając z przysługującego mi prawa odwołania się- ośmielam się prosić Jego Eminencję- działającego w tym wypadku powagą Stolicy Apostolskiej, o zmianę tej Decyzji. Uważam bowiem, że zadaniem Przełożonych jest przede wszystkim zwracanie uwagi na niedoskonałości, wychowywanie, a dopiero środkiem ostatecznym karanie, i to z uwzględnieniem stopnia uciążliwości poszczególnych kar. Kara wydalenia ze wspólnoty zakonnej- jako najsurowsza- winna być stosowana po wyczerpaniu wszystkich innych możliwości. Decyzja o wymierzeniu takiej kary winna być dogłębnie przemyślana i poparta konkretnymi dowodami na stawiane zarzuty. Zainteresowany winien mieć prawo udzielenia wyjaśnień na stawiane zarzuty, możliwość przedstawienia dowodów swojej niewinności. Powinien po prostu być wysłuchany przez osoby podejmujące w stosunku do jego osoby tak drastyczną decyzję.

W moim jednak przypadku- jestem o tym dogłębnie przekonany- stało się zupełnie inaczej. Decyzję tę mogę określić jako akt zemsty. Nie wiem tylko dokładnie, kto i za co się na mnie mści.

Dekret- jak na ironię losu- został mi wręczony w czasie choroby. Leżałem w łóżku po powrocie ze szpitala, co jest wyrazem bezduszności wobec osoby oczekującej od innych wsparcia duchowego i fizycznego.

Konstytucja Zakonna mówi „… by przełożony dowiedziawszy się o chorobie któregoś z braci niechaj częściej go nawiedza”. „Przeto niech wszyscy przełożeni pilnie się troszczą o należyte zaopatrzenie chorych bez względu na osoby, przede wszystkim niech troszczą się o ich dusze”.

Oczekując wsparcia spotkałem się tylko z bezdusznością i szykanami. Owszem- O. Dr. Rufin Abramek odwiedził mnie dwukrotnie w czasie choroby, ale nie po to, aby pocieszyć, a wręcz przeciwnie, po to tylko, aby maltretować psychicznie, spisywać „oświadczenia”.

W teraźniejszych czasach każdy człowiek popełnia jakieś błędy. Wiem i zdaję sobie dokładnie sprawę ze swojej niedoskonałości. Niemniej jednak przedstawiona motywacja wydalenia mnie z Zakonu jest zbyt przejaskrawiona. Niektóre przytoczone fakty są wynikiem nieprawidłowych skojarzeń, a nawet złośliwej, zaślepionej podejrzliwości i nienawiści.

Tak to odczuwam i dlatego proszę J. Eminencję o odrobinę wyrozumiałości i poświęcenie mi kilku chwil cennego czasu na przeczytanie i przemyślenie przedstawionych dowodów mojej obrony.

W Zakonie OO Paulinów przebywam od 1952 r. tj. 34 lata. Całe więc młodzieńcze lata i dorosłe życie poświęciłem służbie Bogu u Matce Najświętszej. Służyłem z całym zaangażowaniem, oddaniem i jak tylko mogłem najlepiej wykonywałem wszystkie nakładane na mnie obowiązki.

W tej pracy widziałem jedyną drogę realizacji mojego kapłańskiego powołania. Zawsze miałem osobistą satysfakcję i szczyciłem się tym, że pracując na Jasnej Górze mogłem przyczyniać się do szerzenia wśród pielgrzymów /nie tylko z kraju, ale i z zagranicy/ czci do Pani Jasnogórskiej. Znając cudowną moc działania Matki Bożej Królowej Polski- szczególnie tu, na Jasnej Górze- w chwilach trudnych, w okresach załamań zawsze się do Niej zwracałem i u Niej szukałem pocieszenia. Tak jak dawniej wierzę i dziś, że Matka Najświętsza nie pozwoli odtrącić mnie od swojego serca i oblicza, bo zawsze znajdywałem przed Jej cudownym obrazem pocieszenie i wiarę w swoje powołanie. Tylko dzięki Matce Najświętszej przetrwałem tu okresy najtrudniejsze w życiu naszej całej wspólnoty zakonnej, okresy despotycznych rządów poprzednich generałów i osób z nimi związanych, okresy znieczulicy, arogancji, bezduszności, chamstwa i rozwiązłości życia zakonnego. Jak trudne to były chwile w życiu naszej wspólnoty Eminencja doskonale wie, bo nasze wewnętrzne sprawy znane były nie tylko w Polsce. Wielu odeszło, wielu zwątpiło, ale tylko Ona- Matka Najświętsza sprawiła, że jako Zakon potrafiliśmy się zjednoczyć, przetrwać i zwyciężyć zło. Szkoda tylko, że na tak krótki okres czasu. Dziś znów w Zakonie liczą się układy. Decydujący głos należy do ludzi kierowanych przez szatana, ludzi siejących nienawiść i zgorszenie. Znów walka o pieniądze i wpływy przesłania cel powołania. Nie ma jedności, miłości i wspólnoty. Nie jest cnotą sprawiedliwość. Nagminnie łamane są reguły życia zakonnego. Szerzy się alkoholizm i inne dewiacje. Liczba homoseksualistów w naszej wspólnocie wzrasta w zastraszającym tempie. Znów wygrywają ci, którzy mają pieniądze. Oni mogą pozwolić sobie na wszystko. Wiedzą i są przekonani, że ich wykroczenia zostaną zatarte, skandale wyciszone, a niedoskonałości w ogóle niezauważone. Zakłamanie, obłuda i fałsz osiągają apogeum. Jeżeli ktoś odważy się zwrócić „możnym” uwagę musi liczyć się z konsekwencjami. Zasygnalizowane problemy mogę osobiście przedstawić Jego Eminencji.

W każdej chwili jestem w stanie podać fakty świadczące o tym, do jakiego stanu doszli niektórzy ojcowie naszej wspólnoty. Bez względu na to, jaki mnie spotka los, zawsze będę mówił prawdę. Wiem, że ona- podobnie jak sprawiedliwość i uczciwość- musi zwyciężyć.

Przez 34 lata pobytu w Zakonie wiele widziałem i wiele słyszałem. Dziś przytoczę tylko niektóre fakty- i tylko te, które mają związek z przedstawionymi mi zarzutami. Nie robię tego złośliwie, ale tylko dlatego, że kieruję się dobrem naszej wspólnoty. Jeżeli nawet zostanę wydalony, to nie chciałbym dożyć drugiego takiego skandalu, jaki było mi już przeżyć to w okresie, kiedy funkcję Generała sprawował Grzegorz Kotnis. Analizując tamten okres dochodzę do wniosku, że nowy- chyba gorszy- skandal zbliża się nieuchronnie. Chcąc mu zapobiec trzeba już dziś podjąć stosowne przedsięwzięcia, ale to już ode mnie nie zależy.

            W dekrecie o wydaleniu wspomina się, iż w latach 1976- 1977 byłem dwukrotnie upominany kanonicznie z zagrożeniem wydalenia z Zakonu. Pragnę podkreślić, że dekrety te podpisywali ludzie, którzy sami, w kilka miesięcy później, zostali mocą decyzji śp. Prymasa Tysiąclecia, ks. Stefana Kardynała Wyszyńskiego pozbawieni stanowisk między innymi za upadlanie innych.

            Dziś zarzuca mi się wykroczenia przeciwko:

1/ posłuszeństwu, a mianowicie: nielegalny pobyt za granicą, zaniedbywanie obowiązków życia zakonnego i powinności kapłańskich oraz samowolne opuszczenie klasztoru.

Odpowiadając mogę stwierdzić, że do dziś posiadam pismo Najprzewielebniejszego Ojca Generała Jerzego Tomzińskiego zezwalające mi na wyjazd za granicę. Inni ojcowie, w tym: O. Leon Chałupka, O. Konstancjusz Kunz, o. Stanisław Hoduń wyjeżdżali do różnych krajów i, o ile jest mi wiadomo, takich zezwoleń nie posiadali. Jeżeli ponosili konsekwencje za te wykroczenia to tylko symboliczne.

Swoje obowiązki kapłańskie i zakonne zawsze traktowałem z poczuciem pełnej odpowiedzialności- oczywiście do czasu mojej choroby /resekcja żołądka, ostre zapalenie woreczka żółciowego, lumbago/.

Zdaję sobie doskonale sprawę, że wspomniane schorzenia miały niewątpliwy wpływ na pewne niedociągnięcia, ale w tej sytuacji liczyłem na zrozumienie i życzliwość, a nie bezduszność i potępienie. Dla potrzeb jasnogórskiego duszpasterstwa poświęciłem swoje siły i zdrowie. Pełniłem z ochotą różne obowiązki i funkcje widząc w nich urzeczywistnienie mojego powołania. Byłem spowiednikiem większości ojców i braci, ciesząc się ich pełnym zaufaniem.

Przez 7 lat prowadziłem zjazdy parafialne. Organizowałem rozdzielanie Komunii Świętej w czasie wszystkich wielkich uroczystości przed szczytem jasnogórskim, wykonywałem wszystkie inne zlecone mi prace, tak jak tylko mogłem najlepiej.

            Klasztor musiałem niekiedy opuszczać, gdyż nie miał mi kto wykupić leków, odebrać wyników badań labolatoryjnych [sic], ale były to wyjścia sporadyczne i chwilowe- krótkotrwałe. Jakie konsekwencje wobec tego powinien ponieść np. o. Andrzej Skowronek, który miał udać się na sesję egzaminacyjną do Lublina, a został po kilku dniach przywieziony do klasztoru z Zakopanego i w dodatku ze złamaną nogą?

A co można powiedzieć o wieczorowo-nocnych wyjściach O. S/…/, który doskonale jest znany personelowi ekskluzywnych lokali gastronomicznych nie tylko w Częstochowie? Przecież o jego bankietach wiedzą wszyscy współbracia, w tym także jego osobisty protektor O. Rufin Abramek. Jednak obficie zaopatrzony barek w jego celi w zupełności wystarcza na usprawiedliwienie nieobecności i załatwienie zastępstw na dyżurach. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się i nie zdarzy odprawiać mszę św. w stanie upojenia alkoholowego, a na dodatek przewrócić się przed ołtarzem, jak uczynił O. A/…/ będąc przeorem w Biechowie,

2/ ubóstwu: niedopuszczalną transakcję handlową, zakupienie i użytkowanie samochodu osobowego, samowolne dysponowanie dużymi sumami pieniężnymi.

            Chciałbym wyjaśnić, że dom przy ulicy K/…/ został zakupiony przez O. S/…/ dla swoich rodziców, którzy aktualnie tam zamieszkują, a ja z tą „nielegalną transakcją” nie miałem i nie mam nic wspólnego. Przecież to można łatwo sprawdzić. Samochodu osobowego nigdy nie posiadałem i nie posiadam, gdyż w razie potrzeby zawsze korzystałem z samochodów prywatnych i innych Ojców /O. Golonki, O. Stefanowicza, O. Mendalki, O. Zapłotnego, O. Banasiuka/ lub samochodów klasztornych.

Zarzut dysponowania dużymi sumami pieniężnymi- w moim przypadku kwotą kilkunastu tysięcy złotych- jest śmieszny w porównaniu z zarzutami, jakie można postawić innym współbraciom.

Powszechnie znane są przypadki dysponowania kwotami sięgającymi setek tysięcy złotych. Ba! Dziś posiadanie prywatnego konta walutowego należy w zakonie do dobrego tonu i jest oznaką przynależności do grona liczącego się i mającego wpływ na podejmowane decyzje. Podczas tegorocznej pielgrzymki bankowców mogłem zauważyć naocznie i przekonać się, jak niektórzy ojcowie /z wprawą godną maklerów giełdowych/ zajmowali się swoimi sprawami finansowymi. Trzeba zapytać, czy cechą ubóstwa zakonnego jest posiadanie takiego konta? Można by tu wymienić wiele nazwisk. Do szczególnie aktywnych w tym względzie należą: O. Krauze, O. Kunz, O. Stefanowicz, O. Kuliberda …

A oto inne przykłady „ubóstwa”:

– O. Leon Chałupka- w bieżącym roku zakupił siostrzeńcowi sprzęt radiofoniczny za kwotę 250 tys. zł oraz pokrył koszty remontu willi w Zakopanem będącej własnością jego brata Mieczysława- bagatela około 1 mln zł;

– O. Włodzimierz Kuliberda- w ubiegłym roku ofiarował swojej siostrze meble wartości 500 tys. zł, a w bieżącym zafundował sobie kosztowny rejs statkiem „Batory” do Ameryki;

– O. Jan Golonka- dwukrotnie kupował i urządzał mieszkania w Częstochowie i Warszawie. Za wiedzą niektórych przełożonych trudni się sprzedażą dzieł sztuki i z tego procederu czerpie olbrzymie korzyści finansowe. Swego czasu osobiście proponował mi sprzedaż wyrobów ze złota znacznej wartości;

– O. Szymon Stefanowicz- każdorazowo po powrocie z zagranicy przechwala się zakupem telewizora kolorowego, telefonu bezprzewodowego czy też spodni i koszul 100-120$ za sztukę;

– O. Stanisław Turek- z Rzymu przyjeżdża do kraju leczyć zęby. Stać go na to i to kilka razy w roku. Ojcowie żartują, że dolną szczękę leczył w Krakowie, a górną w Warszawie. Oczywiście podróż samolotem.

– O. Hadrian Lizińczyk- współwłaściciel fermy drobiu. Zbyt m.innymi w naszym klasztorze;

– O. Olaf Głowacz- będąc przeorem w Leśnej Podlaskiej wybudował dom dla swojej rodziny. Zadłużył przy tym parafię na 2 mln złotych;

– O. Rufin Abramek- miłośnik zagranicznych podróży i ekskluzywnych samochodów firm zachodnich- już dwa zostały rozbite w wypadkach drogowych.

3/ czystości: „utrzymywanie grzesznej znajomości z p. Z/…/, a następnie p. Ś/…/”.

Pragnę w tym miejscu poinformować Jego Eminencję, iż znajomość moja nie dotyczy tylko tych niewiast, ale przede wszystkim całych ich rodzin. Przebywając w ich domach byłem równocześnie przyjmowany przez mężów tych pań, rodziców i dzieci. Tego typu znajomości zawsze traktowałem jako nie tyle towarzyskie, co wypełnianie posługi duszpasterskiej i formę niesienia pomocy duchowej bliźniemu.

Nie należę w tym względzie do wyjątków. Tego typu kontakty z różnymi rodzinami utrzymuje większość zakonników. Prawdą jednak jest, że niektórzy ojcowie utrzymują bardziej jednoznaczne kontakty z kobietami i nikt z władz zakonnych nie czyni im z tego powodu nieprzyjemności. Nie tylko mnie są wiadome nazwiska i adresy pań blisko związanych z moimi współbraćmi. Jest tajemnicą poliszynela, że:

– O. T/…/ utrzymuje zażyłe kontakty z jedną z sióstr Westiarek i z tego powodu partycypuje w kosztach budowy domu przy ul. Kard. Stefana Wyszyńskiego w Częstochowie,

– O. J/…/ od bardzo dawna związany jest ze swoją sekretarką i odbywa z nią wojaże po krajach całej Europy;

– O. J/…/ chełpi się wspaniałym ślubem i weselem, jakie urządził swojemu synowi;

– O. W/…/ chlubi się tym, że utrzymuje jednocześnie kontakty z trzema kobietami;

– O. J/…/ [w związku z] narastającymi plotkami w Częstochowie, a raczej dyskusjami o podwójnym życiu, zmuszony był przeprowadzić „ukochaną” wraz ze swoim synem do drugiego mieszkania, które zakupił i urządził w Warszawie;

– O. S/…/ od lat łoży na utrzymanie dwóch pań- jednej w Krakowie, a drugiej w Warszawie;

– O. R/…/  [ma] pozareligijny kontakt z panią z Warszawy. W przeszłości zdarzały mu się drastyczne przypadki niepanowania nad popędem seksualnym. Zgwałcił dziewczynkę z miejscowości Międzyczerwienne. Do dziś stara się wynagrodzić finansowo wyrządzoną jej krzywdę.

 

Wymieniłem tylko kilka przypadków bez podawania nazwisk i adresów tych pań. Mogę to uczynić w każdej chwili na żądanie Eminencji.

            Oddzielne zagadnienie to, jak już wspomniałem, problem homoseksualizmu, który w naszym Zakonie stał się plagą. Pierwszoplanową postacią jest tu O. L/…/, który mimo upomnienia Rady Domowej i nakazu nieprzyjmowania młodych braci oraz pana Waldka z Warszawy w swoim pokoju w dalszym ciągu uprawia swój proceder i sieje zgorszenie domowników. Swoimi natarczywymi zalotami doprowadził do odejścia z Zakonu 3 braci. Pan Waldek również nie zaniechał swoich wizyt w klasztorze. Ojciec C/…/ dba o to, aby firma pana Waldka miała zapewnione godne zyski /np. sala w Biechowie- założenie boazerii- 700 tys. zł/. Poza wymienionymi:

– O. S/…/ idąc w ślady o. L/…/ usiłował narzucić swoje uczucia bratu Zbigniewowi, ale- niestety- ukarany został utratą zęba. Po tym fakcie O. S/…/ został przeniesiony do klasztoru w Warszawie, a bratu Zbigniewowi pozwolono wynieść z klasztoru jasnogórskiego kwotę 2 mln zł i 5 tys. $ tytułem rekompensaty,

– O. A/…/ za sianie zgorszenia skierowany został do Brazylii. Po powrocie do kraju nie zaniechał swojego plugawego procederu. Nie wyleczył go nawet powtórny nowicjat;

– O. K/…/ będąc przeorem klasztoru w Oporowie robił publiczne sceny zazdrości O. M/…/. Powód- utrzymywanie kontaktów z innymi mężczyznami. Dopiero O. Generał zdołał rozdzielić tę parę kierując ich na odległe placówki.

            Przykro mi, że zmuszony jestem tę gorzką prawdę przekazać Eminencji w chwili własnego zagrożenia. Zdaję sobie jednak sprawę, że na nas Paulinów, na Jasną Górę, liczy Episkopat i cały naród. Wszyscy życzliwi nam ludzie, doceniający rolę Jasnej Góry, sądzą z pewnością, a przynajmniej mają do tego prawo, że na miejscu świętym kwitnie życie boże, świętość, wiedza i nauka. Tymczasem tak nie jest. Z wielkim bólem przyznaję, ze niektórzy z nas nie dorastają do potrzeb chwili. Na skutek bowiem wyżej wymienionych przypadków do serc naszych wciska się zniechęcenie, odchodzi zapał i chęć do pracy. Nikną i giną piękne i szlachetne ideały. W utarczkach i rozgrywkach personalnych niszczą się ogromne zasoby siły i energii, następuje dezorganizacja pracy duszpasterskiej i rozkleja się spoistość życia zakonnego. Zakonnik jest też człowiekiem i ma jakieś prawo do radości, odprężenia, a przede wszystkim ludzkiego traktowania. Szkoda, aby tu na miejscu świętym szatan święcił tryumfy.

            Bolejąc nad takim smutnym stanem rzeczy, zaniepokojony czarno rysującą się przyszłością, zwracam się z wielką nadzieją do Jego Eminencji o pomoc. Potrzebny mi jest ktoś, kto podałby mi braterską dłoń i okazał odrobinę życzliwości.

Wydaje mi się bowiem, że jest jeszcze we mnie dość siły i gotowości do podjęcia wysiłku, bym z pomocą Maryi- Pani Jasnogórskiej do końca mych dni służył swoim powołaniem Bogu, Kościołowi i Zakonowi.

                                                                     o. S/…/