Tadeusz Płużański, czyli żyć po Bierucie

W wakacje, z braku lepszego zajęcia oglądałem program prowadzony przez Tadeusza Płużańskiego juniora pt. „O co chodzi?”. W studio Wyszkowski i Gwiazda, a w Bydgoszczy Rulewski. Pobocznie poruszono sprawę zatrudnienia SB-eków w warszawskim ratuszu. Wyszkowski nie omieszkał pochwalić się, że to gdański historyk ich ujawnił, bo w Warszawie… Ponieważ Płużański warszawskich historyków nie bronił, musimy to zrobić sami.

Tak się składa, że zajmowałem się już teczką Witolda Pileckiego pod kątem, kto go wydał. W teczce przewija się mnóstwo pseudonimów, więc tej odpowiedzi jeszcze długo nie poznam. Zainteresowała mnie także postać Tadeusza Płużańskiego- seniora. Zamówiłem kwerendę na jego temat i nie mogłem wyjść z podziwu nad jego mimikrą. Mimo ciążącego na nim odium zdrajcy i szpiega znakomicie poradził sobie w PRL- w okresie po 1956 r. Nie mogłem też zrozumieć, jak mógł się ożenić (po raz trzeci) z pracownicą WSNS (najmłodszym Czytelnikom rozwinę skrót: Wyższa Szkoła Nauk Społecznych przy KC PZPR- ten ostatni skrót drogie dzieci musicie sobie rozwinąć same). Odpowiedzi znalazłem w teczkach.

W biogramie cioci Wikipedii senior rodu przedstawiany jest jako antykomunistyczny bohater. To poziom oświaty publicznej, sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana. Żeby podważyć treści humanistycznej części Wikipedii nie trzeba być z Gdańska. Poza flirtem Płużańskiego seniora z przodującym ustrojem pojawi się także wątek jego rejestracji w charakterze źródła UB. Jednak to nie on wydał Pileckiego i dowodów współpracy nie ma.

Najważniejszy dokument z 15.09.1955 r. poznałem wyłącznie w odpisie. O jego prawdziwość zapytałem znawcę tematu Płużańskiego juniora. Okazuje się jednak, że żaden program TVP nie jest w stanie mnie z nim skontaktować.

– k. 198 Odpis prośby do KC PZPR w Warszawie o rozpatrzenie sprawy, Wronki 15.09.1955 r.

            Wyrokiem Rejonowego Sądu Wojskowego w Warszawie z dnia 15.III.1948 r. zostałem skazany na karę śmierci. Decyzją Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej karę tę zamieniono na karę dożywotniego więzienia.

            Obrońca w czasie przewodu sądowego określił fakt, iż znalazłem się na ławie oskarżonych jako „tragiczne nieporozumienie”.

            Tak jest w istocie.

            W chwili wybuchu II wojny światowej we wrześniu 1939 r. byłem 19-letnim chłopcem, który dopiero zdał maturę, niezdecydowanym co do swego przyszłego losu. Współczucie dla biedaków, dla cierpień klasy robotniczej, z którymi się zetknąłem bezpośrednio mieszkając w robotniczej dzielnicy Warszawy przy ul. Czerniakowskiej 128 oraz za pośrednictwem rodziców, którzy pracowali jako nauczyciele w tej samej dzielnicy, skłaniało mnie do tzw. pracy społecznej w duchu „Judymowskich mrzonek” Żeromskiego, zmieszanych w nieskrystalizowaną całość z chrześcijańską zasadą „miłości bliźniego”.

            Wojna udaremniła te zamiary. Trzeba się było bić. Odbyłem kampanię wrześniową jako ochotnik. W bitwie pod Janowem Lub. 29 września otrzymałem ciężki postrzał prawego płuca, który pozbawił mnie możliwości walki z okupantem do grudnia 1939 r. W tym miesiącu wstąpiłem do grupy konspiracyjnej wydającej pismo „Polska Ludowa”. Wsypa w lutym 1940 r. położyła kres tej pracy. Pełniłem wówczas funkcje adiutanta Kotta ps. „Światowid”, który, o ile mi wiadomo, był dowódcą tej organizacji na Warszawę. W tym samym miesiącu wstąpiłem do organizacji „Tajna Armia Polska”, w której pełniłem różne funkcje, ostatnio przed aresztowaniem przez gestapo, w okresie scalania się licznych grup i organizacji podziemnych w ZWZ, a następnie AK, funkcje adiutanta batalionu.

            W dniu 11 listopada 1940 r. zostałem aresztowany przez gestapo pod zarzutem udziału w ruchu oporu. Przeszedłem śledztwo w Al. Szucha i na Pawiaku, i w gestapo w Grudziądzu, wreszcie jako „politycznie podejrzany”, bez udowodnienia mi przynależności do organizacji podziemnej zostałem przesłany do obozu koncentracyjnego Stutthof k. Gdańska. Przebywałem w nim jako więzień polityczny nr 10525 do dnia 9 maja 1945 r. to znaczy 4 i pół roku, do oswobodzenia obozu przez Armię Radziecką.

            Po wyjściu z obozu osiadłem w Sopocie. W Warszawie nie miałem już nikogo bliskiego: ojciec zmarł w więzieniu gestapo, brat został rozstrzelany za udział w akcjach AK, matka przebywała w obozie niemieckim z Zeitheim, wywieziona po powstaniu.

            W pierwszym okresie po wyzwoleniu byłem politycznie całkowicie zdezorientowany. Nie miałem pojęcia o walce, która się toczyła w łonie polskiego społeczeństwa w czasie okupacji i po wyzwoleniu, o racjach tej walki. Znałem wówczas tylko jedną walkę- z Niemcami, i jedną rację tej walki- Niepodległa Polska.

            Zdecydowały o mym pierwotnym nastawieniu hasła krzyczące z plakatu: „Śmierć bandytom spod znaku AK i NSZ”. W odrodzonej Polsce nazywano mnie bandytą, grożono mi śmiercią. Z pozycji niezdecydowanego zepchnięto mnie na pozycję wroga. Nawiązałem kontakt z likwidującą się już wówczas AK. Widząc stabilizację stosunków, początki odbudowy, ujawniłem się w jesieni 1945 r. Tymczasem matka moja powróciła z obozu. Chciałem się uczyć.

            Cóż z tego! W kilka dni zaledwie po ujawnieniu się otrzymałem z Woj. Urzędu Bezpieczeństwa w Gdańsku zawiadomienia, iż mam się zgłosić do owego urzędu w celu złożenia wyjaśnień. Było to naruszenie przez WUB w Gdańsku umowy ujawnieniowej, zawartej pomiędzy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego a władzami AK, która przewidywała, iż ujawniający się nie będą zobowiązani do składania jakichkolwiek wyjaśnień. Podejrzewając, iż UBP w Gdańsku chce mnie aresztować, uciekłem z Wybrzeża i w ten sposób ujawnienie moje spaliło na panewce. Wyjechałem do Warszawy jako „nielegalny” człowiek. Tu napotkałem Witolda Pileckiego, pełniącego funkcję rezydenta wywiadu II Korpusu Andersa, byłego mego szefa z organizacji TAP z 1940 r., który dowiedziawszy się o mojej sytuacji, zaproponował mi wyjazd do Włoch i zawiezienie jego meldunku do sztabu II Korpusu. Propozycję tę przyjąłem. Z Woch przysłano mnie z powrotem do kraju z pieniędzmi i instrukcją dla podziemia. Miała nimi dysponować Jadwiga Mierzejewska ps. „Jadwiga”, „Danuta”, z którą przyjechałem. Moja rola była wyłącznie kurierska. W Kraju pośredniczyłem w przekazywaniu wiadomości z terenu MBP Witoldowi Pileckiemu ps. Witold. Były mój kolega z TAP Leszek Kudciński poznał mnie z oficerem MBP Wacławem Alchimowiczem, od którego wiadomości te otrzymywałem. Poza tym dopomagałem Pileckiemu w zestawianiu raportów wywiadowczych i wysyłaniu ich za granicę. Utrzymywałem łączność organizacyjną z szeregiem osób, z którymi następnie byłem razem sądzony. Działalność ta trwała do połowy kwietnia 1947 r., do chwili, gdy zerwałem kontakty organizacyjne i nie wykonałem rozkazu wyjazdu za granicę. Zgłosiłem się do WUB w Warszawie, by dopełnić formalności ujawnienia z 1945 r., zarejestrowałem się w RKU i Biurze Ewidencji Ludności. Byłem już poprzednio studentem Wydz. Prawno-Ekonomicznego Uniwersytetu Poznańskiego. Chciałem się uczyć.

            Wpłynęła na tę decyzję świadomość popełnionego błędu Kraj dźwigał się z ruin wbrew proroctwom emigracyjnym, wbrew naszej działalności podziemnej, zgodnie z zapowiedziami tych, którzy nim kierowali. Moja wiara w samodzielność i polskość polityki emigrantów, z którymi się związałem, okazywała się coraz jawniej bezpodstawną. Zrodziła się we mnie wątpliwość, że to, co robię, nie tylko nie ma nic wspólnego z patriotyzmem, lecz przeciwnie, jest zdradą interesów narodowych. Trzeba było przełamać w sobie opory, jakie stwarzały we mnie znane mi metody stosowane przez MBP i stanąć do pozytywnej pracy, jeśli nie chciało się stanąć poza życiem. Chociaż moje uświadomienie polityczne było nadal znikome, czułem, że racja Polski jest przeciwko mnie.

            W czasie przewodu sądowego prokurator zapytał mnie, dlaczego wobec tego nie skorzystałem w pełni z amnestii i ujawnienia z lutego 1947 r. Opowiedziałem: po pierwsze, amnestia ta nie obejmowała wywiadu; po drugie, wymagała od ujawniających się denuncjacji kolegów i dlatego była dla mnie nie do przyjęcia. Wydaje mi się, że dziś te powody są całkowicie zrozumiałe. Gdy czytam w Nowej Kulturze opowiadania, którego bohater woli zamordować swego brata-szpiega niż zadenuncjować go do UB, utwierdzam się w przekonaniu, iż droga powrotu do uczciwego życia nie mogła prowadzić dla mnie przez wydanie na śmierć i więzienie kolegów, z którymi dotąd wspólnie popełniałem przestępstwo (patrz Nowa Kultura z 24.VII.1955 r. nr 30).

            Dnia 26 kwietnia 1947 r. wziąłem ślub (kościelny) ze Stanisławą Skłodowską, studentką III roku medycyny UP. Zamieszkaliśmy z żoną w Puszczykówku k/Poznania, aby być daleko od wszelkich spraw podziemia. W kilka dni później, 6 maja 1947 r. nastąpiło w Warszawie, dokąd przyjechałem dla widzenia się z matką i na ostatnią rozmowę, już prywatną, z Pileckim, moje aresztowanie. Wkrótce aresztowano żonę.

            Rozpoczęło się śledztwo. Bito mnie niewiele. Czekało mnie coś znacznie gorszego. Ówczesny kierownik Wydz. Śledczego MBP płk Różański oświadczył mi, że oficerowie śledczy nie będą się ze mną „szarpali”, gdy mogą wybić z kogo innego, co im potrzeba. Niestety, nie była to czcza pogróżka. Nie wiem dokładnie, jaki przebieg miało śledztwo mojej żony. Wiem natomiast, że bito ją i maltretowano, zalewano potokiem najordynarniejszych, rynsztokowych wymysłów, wśród których słowa „kurwa” należało do najprzyzwoitszych, że podeptano jej godność ludzką. Była w ciąży. Zamordowano płód, powodując poronienie. Zaniedbano zrobienie skrobanki, co pociągnęło za sobą wiele miesięcy trwające krwotoki. Doprowadzano ją do krańcowego wyczerpania psychicznego i fizycznego. Popadła wreszcie w rozstrój nerwowy, w którym bredziła, krzyczała, przerażona jakimiś zjawami, traciła świadomość. Nie trudno się domyślić, jaki był wynik takich metod śledztwa, połączonych z nieustannym szantażowaniem żony mym rozstrzelaniem, o ile ona nie podpisze każdego podsuwanego protokołu. Torturowanie żony służyło za narzędzie szantażu w stosunku do mnie. Płk Różański mówił: „Ona tu siedziała przed chwilą, na tym miejscu co ty, płakała, przeklinała siebie. Ratuj ją. Ty masz u mnie (?) i tak dwa wyroki śmierci, ciebie nic nie uratuje”. Nie pomagało, iż posiadano w ręku dowody mej winy, że przyznałem się do wszystkiego, żądano wciąż więcej i więcej.

            W wyniku tak przeprowadzonego śledztwa sporządzono akt oskarżenia, oparty w znacznej mierze na fałszu, na podstawie którego żona moja została skazana na 8 lat więzienia. W moim akcie oskarżenia, obok całkowicie uzasadnionych zarzutów, znalazły się zarzuty całkowicie fałszywe, jak rzekome współdziałanie w przygotowaniu zamachów na czołowe osobistości MBP (zakwalifikowane następnie jako przestępstwo z art. 13 dekretu z 13 czerwca 1947 r.- wyrok: kara śmierci) oraz potraktowanie mnie jako rezydenta obcego wywiadu (zakwalifikowane następnie jako przestępstwo z art. 7 dekr. z 13 czerwca 1947 r.- wyrok: kara śmierci), podczas gdy w istocie pełniłem w Wywiadzie II Korpusu funkcję kuriera, a następnie pośrednika w mechanicznym przekazywaniu wiadomości z rak do rąk oraz czysto mechaniczne czynności przepisywania na maszynie i ostatecznego formułowania raportów Witolda Pileckiego.

            W czasie koszmarnego pobytu mego na oddziale śledczym mokotowskiego więzienia nie zaniedbano więc żadnego środka, aby doprowadzić mnie do psychicznego załamania i samobójstwa albo do zahartowania nie nieprzejednanego wroga; uczyniono wszystko, aby wykazać, że moja działalność przeciwko Polsce Ludowej była słuszna, a decyzja zerwania z podziemiem pozbawiona racji i bezsensowna.

            W istocie byłem wtedy o krok od takich myśli.

            Nie poszedłem jednak za żadną z nich. Nie mogło mi się pomieścić w głowie, że ci łamiący prawo dręczyciele i sadyści są, jak to chełpliwie głosili, przedstawicielami Polski Ludowej, walczącego o lepszy świat proletariatu. Teraz wiem, że byli oni tylko produktem ubocznym wielkiego procesu społecznego, zanieczyszczającym ruch robotniczy, dziś odrzuconym precz.

            Jednakże, niezależnie od nadużyć w śledztwie i rozdęcia aktu oskarżenia do rozmiarów nieodpowiadających prawdzie, uważam, iż zostałem słusznie ukarany karą śmierci zamienioną następnie na karę dożywotniego więzienia. Byłem winien i zostałem ukarany tak, jak karzą wszystkie kraje i systemy za podobne przestępstwa w okresach podobnego napięcia walki klasowej i narodowej.

            Ułaskawienie przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej i zamianę kary śmierci na dożywocie przyjąłem z radosnym zdziwieniem.

            Taka jest moja subiektywna ocena mej winy i kary, jaką poniosłem, niezależna od śledztwa, aktu oskarżenia czy sądowego przewodu, co do których mam w dalszym ciągu istotne zastrzeżenia.

            Wiadomość dochodząca do mnie o wielkich budowach, o przekształcaniu się Polski w silny kraj przemysłowy, o zaktywizowaniu milionowych, dotąd społecznie biernych, mas biedoty, o przebudzeniu niebywałej aktywności twórczej narodu, pogłębiały we mnie nieustanne przeświadczenie o popełnionej zbrodni, powodowały coraz głębszą rozterkę. Nie jest rzeczą łatwą przyznać się uczciwie, przed samym sobą, do popełnienia zbrodni przeciwko swemu narodowi. Jest to tym bardziej trudne, gdy się widzi w koło siebie, a często odczuwa na własnej skórze, systematyczne niemal łamanie praworządności. Kiedy się słyszy pogróżki, że zgniję w więzieniu, kiedy w czasie inspekcji oficjalny przedstawiciel MBP oświadcza, że za dużo myślałem na wolności, a w więzieniu powinienem oduczyć się myśleć i dlatego jestem pozbawiony nie tylko książek, ale nawet gazet; kiedy autorytatywnie mi oświadczono, że jedyna droga rehabilitacji dla mnie, to „kapowanie”- donosicielstwo. A w takiej atmosferze upłynęły pierwsze lata mego pobytu w więzieniu. Gdybym się był wtedy poddał tej atmosferze, byłbym dzisiaj człowiekiem moralnie wykończonym, niezdolnym do rzeczywistego odrodzenia. Stałbym się może obłudną bestią, podłą i zakłamaną, spekulującą na doraźne korzyści i dobrą opinię kosztem często niewinnych zadenuncjowanych kolegów.

            Że się tak nie stało zawdzięczam przede wszystkim nie własnej odporności, lecz klasykom marksizmu, których dzieła zacząłem już wówczas czytać. Te pierwsze książki (Manifest Komunistyczny, I, II tom dzieł Lenina, Przyczynek itd.- Plechanowa) stały się dla mnie źródłem  moralnego i myślowego postępu. Odsłoniły mi one rąbek potężnego systemu, którego istnienia dotychczas nawet nie podejrzewałem, do tego stopnia żadne były moje wiadomości o naukowym socjalizmie.

            Na moją prośbę władze więzienne umożliwiły mi systematyczne studiowanie marksizmu, udzielając mi zezwoleń na dodatkowe korzystanie z książek polskich, rosyjskich i niemieckich („Kapitał” tom I, II, III) oraz na posiadanie w celi materiałów piśmiennych. Przestudiowałem dotąd znaczną ilość dzieł Marksa, Engelsa, Lenina, Stalina, Plechanowa, Kautskiego, Garandy,ego, Cunoca i Schaffa i innych obok wielu różnych książek z dziedziny filozofii i ekonomii politycznej. Odnalazłem w nich to, czego poszukiwałem dotąd bezskutecznie: zwarty światopogląd przodującej klasy, który stał się moim światopoglądem; metodę naukowego poznania, która staje się moją metodą; rację, dla której życie nabiera wreszcie istotnego sensu i blasku; walkę o lepszą przyszłość już nie narodu tylko, a ludzkości, walkę bezwzględnie konieczną, o ile świat nie ma stać się wkrótce kupą krwawego gruzu. Ta walka stała się moją walką. Odnalazłem w nich rzeczywistą proletariacką etykę, opartą o poszanowanie i miłość człowieka; o kult pracy; solidarność w ostrej i nieprzejednanej walce z wszelkim wyzyskiem; wszelkim podeptaniem człowieka; etykę opartą o nakaz historycznych praw rewolucji proletariackiej i budowy komunizmu.

            Osobiste urazy znalazły wobec ogromu zjawiska, jakim jest rewolucja proletariacka, walka o postęp. Ale tym większą stawała się przeze mnie zbrodnia szpiegostwa. Tym głębsze było poczucie własnej winy i bezsensownie zmarnowanego życia. Tym jaśniejsza stawała się myśl, że prawdziwa i rzetelna droga do życia i rehabilitacji wiedzie przez usilną pracę dla dobra tego, co dotychczas zwalczałem, dla dobra socjalizmu. Ta myśl wynikała z uświadomienia sobie, że czuję się marksistą, z potrzeby naprawienia, przynajmniej w części, krzywd, jakich doznała ode mnie Polska Ludowa.

            Nie była to droga łatwa ani prosta, ani krótkotrwała. Ciągnęła się kilka lat; kosztowała wiele wysiłku, walk z tym, co było we mnie stare i dobrowolnie nie chciało ustąpić; wiodło przez głęboką rozterkę, rozpacz, niemal śmierć psychiczną, aż do świtu pierwszej jasnej i nowej myśli, za którą przyszło odrodzenie. Jedynym skutecznym wewnętrznym czynnikiem, który mi nieustannie dopomagał w przełamaniu największych przeszkód, była stała listowna wymiana myśli z żoną moją, która odbywała karę więzienia w Fordonie. Przechodziliśmy analogiczną przemianę i pomagali sobie wzajemnie. Najdobitniej okazało się to w kwestii stosunku do religii. W chwili aresztowania byłem człowiekiem nie tylko formalnie wierzącym, ale opierałem cały swój pogląd na świat, na politykę, etykę społeczną, życie ziemskie i pozagrobowe na podstawach katolickich. W miarę przyswajania sobie materialistycznego poglądu na świat spychałem sprawy religii na dalszy plan, odwlekałem moment decydującego starcia możliwie jak najdalej. Była to przeszkoda najtrudniejsza i najzacieklej broniona. Na myśl, że grozi mi utrata wiary w Boga, ogarniał mnie lęk i bywały takie chwile, że gotów byłem porzucić wszystko i zamknąć się w skorupie wiary. Anim przypuszczał, że religia może być tak znakomicie skutecznym środkiem ujarzmienia człowieka i już byłem daleko zaawansowany w marksizmie, a sprawy wiary lub niewiary pozostawały nierozstrzygnięte. W tym momencie żona zapytała mnie wprost: „Czy wierzysz jeszcze w Boga? Napisz!” Trzeba się było zebrać w sobie i ostatecznie rozstrzygnąć. Rozstrzygnąłem: nie wierzę. I odtąd wszystko wyklarowało się ostatecznie. Był to grudzień 1954 r.

            Z przysłowiową gorliwością neofity pragnąłem jak najszybciej wziąć czynny udział w życiu. Napisałem dwa artykuły („2 zagadnienia etyki osobistej” oraz „dlaczego skuteczność kontra uczciwość”), przeznaczone przeze mnie do druku w Nowej Kulturze. Okazały się nieudane. Wydz. Pol. Wych. Departamentu Więziennictwa MSW nie zaaprobował ich. W miarę możliwości, jakie można uzyskać w więzieniu, pracuję dalej nad sobą, uczę się i piszę z wiarą w to, że mój wysiłek przyda się nie tylko mnie, lecz być może wyniknie z niego jakiś, choćby minimalny, pożytek społeczny.

            Spotykam się czasem z niedowierzaniem, z podejrzewaniem nieszczerości, dwulicowości z mej strony, zdradzanym ironiczno-wątpiącym uśmiechem, gdy mówię np. że walka o socjalizm i postęp stała się moją walką, że związałem swe życie z komunizmem na każde warunki i na wszelkie okoliczności, i do końca moich dni.

            Dla tych wątpiących mam jedną odpowiedź: ugiąłem się nie przed ludźmi, lecz często wbrew ludziom, którzy nie raz reprezentując wobec mnie jako podejrzanego w śledztwie lub jako więźnia wielką ideę, w istocie działali na jej szkodę- złamała mnie, aby wśród męki niewypowiedzianej zwrócić życie oczyszczonego i odrodzonego, wielkość naszej idei, żelazna logika faktów. Ślubowałem w sobie wierność idei komunizmu, a nie ludziom, Partii, a nie jej poszczególnym członkom.

            Dnia 4 lutego 1955 r. zwróciłem się do Rady Państwa Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej z prośbą o zastosowanie w stosunku do mnie prawa łaski. Po kilku miesiącach otrzymałem z Rejonowego Sądu Wojskowego w Warszawie zawiadomienie, że prośbie mojej „nie nadano dalszego biegu”. Wyobrażam sobie, że wypełnienie gotowego druku, zawierającego ten sakramentalny zwrot, nazwiskiem petenta, jest czynnością prostą i nie wymaga od wypełniającego większego wysiłku. Daleko więcej wysiłku wymagałoby oczywiście dostrzeżenie przez siatkę paragrafów i artykułów twarzy żywego człowieka, która, jak każda twarz ludzka, ma swe cechy indywidualne. W wypadku mojej prośby o łaskę paragraf (nieszczęsna siódemka) przysłonił człowieka. Od czasu popełnienia przeze mnie przestępstwa, od z góry 8 lat, zaszły w świecie olbrzymie zmiany, wyzwolono całe kraje i narody, zbudowano podstawy socjalizmu, wykonano gigantyczne plany, wzrastało i malało napięcie w międzynarodowych stosunkach, tysiące przestępców amnestionowano, tysiącom zrewidowano sprawy, zmniejszono wyroki; mylono się na najwyższych szczeblach i przeprowadzono samokrytykę, wreszcie ostatnio puszczono w niepamięć wszystkie zbrodnie popełnione na emigracji przeciwko Polsce Ludowej, a więc i szpiegostwo; zjawiają się w Kraju ci, którzy byli spirytus movens zbrodni popełnionych przez takich jak ja, wita się ich oficjalnie. Niewiele jest spraw i stanów, które nie uległyby takim czy innym zmianom. Do tych nielicznych należy niestety, mój wyrok, który niezmiennie i bezlitośnie skazuje mnie na dożywotne przebywanie w więzieniu. Samokrytyka nie jest dla mnie, zmiany kursów polityki nie są dla mnie, amnestie nie są dla mnie, prawo łaski nie jest dla mnie. Cóż pozostaje? Czy mechanicznie wypełniona kartka „prośbie waszej nie nadano dalszego biegu” nie jest powtórnym skazaniem mnie na śmierć, tym razem powolną, aż do skonania w murach więzienia? W tej decyzji człowiek nie znaczy wiele. Ważny jest za to paragraf- siódmy paragraf szpiegowski. Nieważna jest również zbrodnia- większe zbrodnie, w największej skali popełnione, nie 8 czy 9 lat temu i nie odcierpiane dawno, lecz te sprzed miesiąca, sprzed tygodnia, darowuje się i puszcza w niepamięć. Tu ważny jest paragraf, to on zasłania człowieka.

            Gdyby zestawić sprawę emigrantów, w stosunku do których postąpiono wspaniałomyślnie i humanitarnie, darowując im wszelkie winy i przekroczenia, z faktem „nie nadania dalszego biegu” mej prośbie o łaskę, dojść można zaiste do paradoksalnych i niewiarygodnych wniosków. Jak gdyby w nagrodę za trwanie w zbrodni przeciwko swemu narodowi, za judzenie do takiej zbrodni tysięcy Polaków, które trwało niezmiennie aż do 1955 r., do Konferencji Genewskiej, która rozwiała nadzieje na III wojnę światową, otrzymują emigranci możność powrotu do życia w Kraju. Jak gdyby za karę, że- nie na skutek kalkulacji politycznej, lecz z wewnętrznego przekonania, już w 1947 r. wiosną zerwałem z podziemiem; bez względu na bolesną, z górą ośmioletnią pokutę, jaką odbyłem; bez względu na zasadnicze zmiany mego stosunku do przestępstwa, do socjalizmu, do Polski Ludowej; bez względu na moją walkę z okupantem i męki obozu śmierci i śledztwa gestapo; bez względu na to wszystko suche, urzędowe zdanie: „prośbie waszej nie nadano dalszego biegu”, skazuje mnie na beznadziejne, dożywotnie więzienie. Gdybym był wtedy, w 1947 r., nie zerwał z podziemiem, wykonał rozkaz wyjazdu za granicę, dziś popełniwszy nawet cięższe przestępstwa jeszcze w 1955 r.- mógłbym powrócić do życia.

            Ale za emigrantami przemawia rozumna i humanitarna polityka naczelnych władz Partii i Rządu, przeciwko mnie jest bezdusznie i chciałoby się rzec biurokratycznie stosowany paragraf.

            Proszę Komitet Centralny Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej o rozpatrzenie mej sprawy i umożliwienie mi powrotu do wolnej pracy, do nauki, do rodziny w sposób, który KC uzna za właściwy. W wypadku, gdyby za właściwe uznał KC PZPR wniesienie przeze mnie ponownej prośby o łaskę do Rady Państwa Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, proszę o przesłanie pod właściwy adres mej prośby, którą załączam do prośby niniejszej oraz o poparcie jej.

            Załączam poza tym moją odpowiedź-apel skierowany do emigracji polskiej. Jeżeli KC PZPR uzna to za celowe, proszę o opublikowanie tej wypowiedzi w prasie. Jako stały czytelnik „Trybuny Ludu”, „Trybuny Wolności” i „Nowej Kultury” chętnie bym widział opublikowanie mej wypowiedzi na łamach któregoś z tych pism. Apel ten jest zredagowany jako list do przyjaciela, z którym istotnie razem uciekaliśmy w styczniu 1946 r. z Polski, a który pozostał na obczyźnie.

                                                                                  /-/  Tadeusz Płużański

– k. 16 pismo do Wydz. II Dep. III MBP, Gdańsku 29.07.1947 r.,

            W odpowiedzi na Wasze pismo z dnia 11.VII.47 r. za Nr. D.B.1441/47 komunikujemy: dnia 3.IX.45 r. na zasadce [sic] w Oliwie został zatrzymany przez funkcjonariuszy tutejszego Urzędu ob. ob. PŁUŻAŃSKI TADEUSZ syn WACŁAWA, po przesłuchaniu w/w został zawerbowany pod pseud. „LECH”. Po niedługim czasie współpracy kontakt z nim został zerwany z powodu wyjazdu jego w niewiadomym kierunku.

            Wraz z niniejszym pismem przesyłamy w załączeniu protokoły przesłuchania w/w.

                                                                                  S z e f  WUBP w G d a ń s k u

p.o. Naczelnik Wydziału III                                        /-/ J a s t r z ę b s k i  ppłk

/-/ M a j e w s k i  por.

Odbito w 3 egz.

1 egz. – adres.

2 egz. – a/a

– k. 7 Streszczenie z 15.06.19.. r.

            Płużański zwierzył się, że pod koniec 1945 r. był aresztowany w Gdyni przez Urząd Bezpieczeństwa za przynależność do tajnej organizacji, jednak udało się mu się wprowadzić w błąd bezpieczeństwo i został zwolniony, lecz tego samego dnia ponownie był poszukiwany, ale zdążył wyjechać z Gdyni. W Bezpieczeństwie w Gdyni Płużański ma kolegę i chciałby siedzieć w Gdyni, a na pewno jego kolega ułatwiłby mu wyjście i odzyskanie wolności, gdyż jest osobistym jego przyjacielem i dobrym polakiem [sic].

Płużański mi mówił, że w śledztwie zapytywano go, czy prowadził wywiad w Wojsku Polskim, do czego nie przyznaje się, lecz nadmienia, że każdy członek nielegalnej organizacji, o ile ma zadanie zbierania wiadomości informacyjnych, to korzysta ze wszystkich uzyskanych informacji, czy to wojskowych czy politycznych. Płużański specjalnie zainteresowany był Bezpieczeństwem w Polsce, lecz nie uzyskał wiadomości o wojsku i innych. Płużański obawia się, że z powodu jego sprawy może mieć wiele przykrości min. Wasiak, gdyż on Płużański wykorzystywał szczere rozmowy i zwierzenia min. Wasiaka dla swoich celów organizacyjnych, o czem pisał w meldunkach i ustnie przekazywał „Witoldowi” i „Jadwidze”.

                                                           Sporządził: Sosnowski

Sporz. w . egz.                                    Zadanie:

Wyk. R.O.                                                      1 Rusinek

                                                                       2 oficer śledczy

Otrzymują:                                                     3 wyw. Wojskowy

1 płk R.

2 ppłk R.

3 ppłk L…

4 …

5 teczka

Reklamy

Sprawa prof. Krzekotowskiej- winien IPN

 

Wielokrotnie pisałem Państwu, że największe niespodzianki w zakresie ujawniania współpracy z SB jeszcze na nas czekają. Mam tu na myśli współpracę nie rejestrowaną, opartą na donoszeniu kontaktów służbowych i kontaktów operacyjnych. Ujawniłem współpracę z SB Cimoszewicza jako I sekretarza KU PZPR UW. Ujawniłem współpracę męża włoskiej celebrytki, dyrektora w Kancelarii Sejmu III RP, który był kontaktem służbowym na studiach. Wspominałem o współpracy z SB Żakowskiego seniora jako dziekana Wydziału PW. Pisałem o dyrektor naczelnej ZUS, też kontakt służbowy, do niedawna reprezentującej III RP przed Brukselą. Przykładów można mnożyć, wszyscy wiedzą, o co chodzi, oprócz pionu lustracyjnego IPN. O ile wiem, nigdy nie oskarżyli o złożenie fałszywego Oświadczenia kontaktu służbowego i tak będzie i w tym wypadku.

Mój ulubiony przykład statystyczny pochodzi z teczki Regionu „Mazowsze”. SB-ecy podsumowując posiadane aktywa „na obiekcie” wymienili osobowe źródła informacji: 70 tajnych współpracowników i 300 kontaktów operacyjnych. To na kim opierała się zasadnicza praca SB-eków? Na rozmowach z tewulcami czy dyrektorami obiektów, dyrektorami administracyjnymi. Na kontakt służbowy zaciągnął się nawet kierownik biblioteki Teatru Narodowego, była to bardzo wygodna forma donoszenia.

Odnosząc się do najbliższych wyborów, prof. Krzekotowska poruszyła Polakami śledzącymi debatę. Ja nie mam telewizora, ale śledziłem karierę Profesor do momentu, w którym na mail będzie musiała odpowiedzieć. Ten moment właśnie nadszedł. Teczkę ze wzmianką o Profesor czytałem ponad 6 lat temu. Mało kto wie, że ZLP, a potem neoZLP nie były jedynymi związkami literackimi. Istniało także Stowarzyszenie Autorów Polskich i było ono dla Służby Bezpieczeństwa kolejnym obiektem do pracy operacyjnej. Po zniesieniu stanu wojennego mnóstwo osób znalazło się na zakręcie i poszukiwało nowego zajęcia poza ramami państwowymi, często po wyrzuceniu z PZPR. To ci ludzie zasilili spółki polonijne, spółdzielnie mieszkaniowe i wydawnicze. Sprawę obiektową na Stowarzyszenie Autorów Polskich prowadzono od 5.07.1985 r. w obawie przed pisarzami, którzy nie wstąpili do neoZlepu bądź ich tam nie chciano.

Według teczki Stowarzyszenie miało 100 członków. SB-ecy (obecnie biedni emeryci, podaję za Kartą kontrolną): ppor. Ryszard Weber, kpt. Stefan Jończyk, chor. Andrzej Papliński i ppor. Edward Jakimowicz mieli zadbać, aby Stowarzyszenie rozwijało się w pożądanym kierunku. W Stowarzyszeniu bacznie przyglądano się opozycji z lewej strony, kręgowi sympatyków „Grunwaldu” i „Rzeczywistości”. Zachowała się dokumentacja z procesu powstania Stowarzyszenia, SB-ecy nie mieli przekonania do tej inicjatywy, ale do ZLP nie mogli zapisać się „pisarze faktu”. Ostatecznie postanowiono posłużyć się Stowarzyszeniem do dezintegracji środowiska:

            Stowarzyszenie Autorów Polskich zostało zarejestrowane w okresie trwania stanu wojennego przy wydatnej pomocy Dep. III MSW i Głównego Zarządu Politycznego WP /.../ jedna z alternatyw politycznych wobec opozycyjnej działalności Zarządu Głównego Związku Literatów Polskich. Do chwili obecnej jednak cel ten w sposób jednoznaczny nie został przedstawiony Radzie Głównej Stowarzyszenia Autorów Polskich.

W dowód nieszkodliwości Stowarzyszenia dla junty Jerzy Prokopczuk zaprosił Majchrowskiego na posiedzenie Rady Głównej SAP, a potem przesłał tekst referatu wprowadzającego. Zadbano, aby opuszczający ZLP (to właściwe) nie należeli do SAP. Do SAP przyjmowano członków nie spełniających warunków. Wyłoniły się w SAP 2 frakcje, które walcząc ze sobą zablokowały fundusze SAP w NBP. Powstały 2 prezydia, a następnie zarząd tymczasowy. Tła konfliktu nie podano, ale z materiałów o ZLP wynika, że największe walki toczono o stypendia zagraniczne i miejsca na turnusach w domach twórczych.

Po rozbiciu frakcji Jerzego Prokopczuka, nie pełnił on funkcji w SAP i przestał się pojawiać jako rozmówca funkcjonariuszy Wydz. IV Dep. III MSW. Był to ogromny kłopot, bo obydwaj członkowie nowego kierownictwa mieli już swoich oficerów prowadzących z Dep. II MSW, a obiekt należał do Dep. III, więc: /…/ Pracownicy naszej jednostki za zgodą kierownictw służbowych Wydziałów Waszego Departamentu podjęli dialog operacyjny z w/wym. osobami.

W [związku] z tym, że osoby te mają decydujący wpływ na kształtowanie sytuacji w Stowarzyszeniu Autorów Polskich i Stowarzyszeniu Tłumaczy Polskich, a także są przez nas systematycznie zadaniowani i instruowani w procesie normalizacji sytuacji w tych stowarzyszeniach twórczych podlegających ochronie operacyjnej Departamentu III uprzejmie proszę o rozważenie możliwości przekazania posiadanych materiałów do dalszego prowadzenia przez naszą jednostkę.

            Wiadomo nam, że zarówno J/…/, jak i J/…/ pozostawali w biernym zainteresowaniu.- z pisma dyr. Dankowskiego do Dep. II MSW.

W teczce znajduje się także Notatka z 7.04.1986 r. ukazująca metody SB w zwalczaniu inicjatyw oddolnych i w której nazwano SAP „reżimowym”: /…/      Dr inż. Janusz Thor do 18 kwietnia 1985 r. był przewodniczącym Zarządu Stowarzyszenia Autorów Dzieł Naukowych, aktualnie członek Zarządu tego stowarzyszenia.

            W końcu 1980 r. J. Thor wspólnie z prof. prof. Klemensem Szaniawskim oraz Henrykiem Samsonowiczem – byłym rektorem Uniwersytetu Warszawskiego podjęli inicjatywę utworzenia nowego stowarzyszenia na bazie Sekcji Naukowej Stowarzyszenia Autorów ZAiKS. Inicjatywa ta poparta została przez ówczesnego Prezesa ZAiKS – Karola Małcużyńskiego. Według tych osób stowarzyszenie miało zrzeszać autorów dzieł naukowych, popularno-naukowych, publicystyki naukowej oraz innych dzieł upowszechniających wiedzę. We wrześniu 1981 r. dr J. Thor podjął rozmowy z Wydziałem Społeczno-Administracyjnym Urzędu m.st. Warszawy. Grupa inicjatywna liczyła wówczas 59 osób, w tym 20 osób było członkami Polskiej Akademii Nauk. Pierwszy wniosek tej grupy odrzucono 17 listopada 1981 r. Głównym motywem odrzucenia wniosku było to, iż cele, jakie zakładali założyciele tej organizacji były i są już realizowane przez instytucje powołane do upowszechniania dorobku naukowego i rozwoju twórczości autorów prac naukowych, popularno-naukowych, dydaktycznych m.in. Państwowe Wydawnictwa Naukowe, Wydawnictwo Ossolineum, Państwowy Instytut Wydawniczy, wydawnictwo Polskiej Akademii Nauk.

            Po rejestracji Stowarzyszenia Autorów Polskich w lipcu 1982 r. inż. J. Thor ponownie przystąpił do popularyzacji swojej idei. W okresie lipiec-grudzień 1982 r. J. Thor odbył szereg rozmów z ludźmi mającymi decydujący lub opiniujący głos dla władz państwowych m.in. z ówczesnym wicepremierem Mieczysławem F. Rakowskim i prof. Janem Szczepańskim – przewodniczącym Rady Społeczno-Gospodarczej Sejmu PRL, w których sygnalizował, iż posiada trudności z powołaniem stowarzyszenia. J. Thor otrzymał wówczas od MF Rakowskiego i J. Szczepańskiego zapewnienie, iż otrzyma wsparcie pod warunkiem zmiany składu grupy inicjatywnej w kierunku wyłączenia osób, które w sposób bezpośredni występują przeciwko władzy.

            Inż. J. Thor mając argumenty z tych rozmów, w jednym z Biuletynów ZAiKS-u opublikował artykuł dotyczący potrzeby powołania nowego stowarzyszenia.

            Jednocześnie zmieniono i zmniejszono skład grupy inicjatywnej eliminując z niej m.in. prof. Klemensa Szaniawskiego. Grupa ta licząca 22 osoby – w tym 10 osób to członkowie Polskiej Akademii Nauk – w składzie której znaleźli się m.in. prof. prof. Aleksander Gieysztor, Karol Estreicher, Andrzej Grzegorczyk, red. Maciej Iłowiecki /b. członek b. SDP i Konwersatorium „Doświadczenie i Przyszłość”/, Salomea Kowalewska – pracownik naukowy PAN, w wyniku swojego działania 19 stycznia 1983 r. została zarejestrowana jako Stowarzyszenie Autorów Dzieł Naukowych.

            Od momentu rejestracji Sekretariat stowarzyszenia mieścił się w prywatnym mieszkaniu J. Thora w Warszawie, co stwarzało specyficzne uwarunkowania i utrudnienia. W lokalu tym znajdowała się cała dokumentacja organizacyjno-finansowo-personalna Stowarzyszenia Autorów Dzieł Naukowych.

            Po rejestracji inż. J. Thor w rozmowach prywatnych sugerował, iż „stowarzyszenie, którym kieruje jest organizacją uczciwych ludzi nauki”, natomiast SAP to „stowarzyszenie reżimowe”.

Również  taką opinię wypowiedział powołując się na J. Thora, Bogusław Mrożek – członek PZPR, b. radca ambasady PRL w Dehli do red. Franciszka Bernasia – b. Sekretarza Generalnego SAP w czasie rozmowy, gdy ten zaproponował mu członkostwo w Stowarzyszeniu Autorów Polskich.

            W 1984 r. J. Thor przeprowadził rozmowy z przedstawicielami kierownictwa SAP tj. z prof. Jerzym Prokopczukiem – ówczesnym Prezesem SAP, a następnie z red. Franciszkiem Bernasiem – ówczesnym Sekretarzem Generalnym SAP. W rozmowach tych J. Thor interesował się merytoryczną działalnością SAP, możliwością współpracy i połączenia SAP i SADN, informował ich także, iż formuła Stowarzyszenia Autorów Dzieł Naukowych została rozszerzona o dziennikarzy, dzięki czemu jego stowarzyszenie zrzesza około 200 członków.
  1.  Thor kierując Zarządem Stowarzyszenia Autorów Dzieł Naukowych podejmował wszelkie decyzje w sprawach finansowych i organizacyjnych, nie uznając podmiotowości innych członków Zarządu. Działalność J. Thora w pełnieniu funkcji organizacyjnych, a szczególnie styl pracy, metody jej organizowania i finansowania wywołały krytyczne uwagi pozostałych członków Zarządu. W SADN zaczęły występować pewne nieporozumienia na tle kompetencji poszczególnych członków władz oraz działalności statutowej.
W kwietniu 1985 r. inż. J. Thor po Walnym Zebraniu Stowarzyszenia Autorów Dzieł Naukowych został zdjęty ze stanowiska Prezesa stowarzyszenia.

W drodze wyborów został tylko członkiem Zarządu. W stosunku do jego osoby wysunięto zarzuty nieprawidłowej gospodarki finansowej. Dokonano również zmian personalnych w składzie Zarządu SADN. Przewodniczącym został prof. Zdzisław Kowalewski – socjolog, pracownik naukowy PAN, a wiceprzewodniczącym prof. Andrzej Grzegorczyk – pracownik naukowy Instytutu Filozofii i Socjologii PAN.

            Według danych Wydziału Społeczno-Administracyjnego Urzędu m.st. Warszawy tj. władzy rejestracyjnej Stowarzyszenia Autorów Dzieł Naukowych, merytoryczna [strona] działalności tego stowarzyszenia nie jest kontrolowana przez centralne instytucje państwowe. 

Ministerstwo Kultury i Sztuki nie przyjęło tego stowarzyszenia w zakres swoich kompetencji, bowiem jego działalność nie mieści się w ramach pionu kultury i sztuki. Polska Akademia Nauk zaoferowała swoją kuratelę nad SADN, jednak władze stowarzyszenia nie odniosły się dotychczas do tej propozycji. W związku z tym aktualne funkcje kontrolne spełnia tylko władza rejestracyjna tj. Wydział Społeczno-Administracyjny Urzędu m.st. Warszawy.

            Po Walnym Zebraniu Stowarzyszenia Autorów Dzieł Naukowych dr inż. J. Thor obraził się na nowe władze SADN i podjął akcję skarżenia się do różnych osób i instytucji, ukazując opozycyjną wobec państwa postawę działaczy tej organizacji. Wcześniej problemu takiego nie dostrzegał. Skargi składał m.in. do Jana Dobraczyńskiego – przewodniczącego PRON, Urzędu Prezydenta oraz pracowników Wydziału Kultury KC PZPR /kierownik Wydziału nie przyjął go/.

            Dr inż. J. Thor określany jest jako klerykał, nieprzychylnie ustosunkowany do polityki władz, niezrównoważony psychicznie, posiadający znacznie zaawansowaną sklerozę. W niektórych kręgach uważany jest za gracza politycznego. Jest osobą dobrze sytuowaną, posiada duże mieszkanie, współpracuje z wydawnictwem „SIGMA”.

            Biorąc powyższe informacje pod uwagę proponujemy przyjąć następujący tok postępowania wobec dr. inż. Janusza Thora.

Po pierwsze – poinformować J. Thora, iż Stowarzyszenie Autorów Dzieł Naukowych jest organizacją działającą legalnie, posiadającą swój statut i zrzeszającą osoby o różnym światopoglądzie. Zróżnicowanie światopoglądowe nie jest zjawiskiem wyjątkowym, a działalność stowarzyszenia mieści się w granicach obowiązującego prawa i zgodna jest z polityką państwa. O powyższym fakcie wspominamy z uwagi na to, iż gdyby SADN było wykorzystywane do działań sprzecznych ze statutem i wrogich wobec PRL, wówczas działania takie znalazłyby się w sferze zainteresowań resortu spraw wewnętrznych.

Po drugie – wszelkie inicjatywy dotyczące Stowarzyszenia Autorów Dzieł Naukowych dr inż. Janusz Thor powinien załatwiać z kompetentnymi organami władzy administracyjnej. I tak np. sprawy dotyczące kultury winien załatwiać z Ministerstwem Kultury i Sztuki, sprawy dotyczące nauki z Polską Akademią Nauk.

W przypadku niezałatwienia nurtujących go problemów przez powołanie do tych celów organy administracji państwowej, proponujemy, aby dr inż. Janusz Thor zwrócił się pisemnie do wicepremiera Zbigniewa Gertycha, który z ramienia rządu odpowiada za wszystkie instytucje nadbudowy.
                                                                       Inspektor Wydziału IV Dep. III MSW
                                                                                 por. R. WEBER
UZUPEŁNIENIE DO NOTATKI

            Stowarzyszenie Autorów Dzieł Naukowych liczy aktualnie 242 członków. W dniu 18.04.1985 r. na Walnym Zgromadzeniu stowarzyszenia wybrany został Zarząd w następującym składzie:

1 Przewodniczący – doc. dr hab. Zdzisław Kowalewski pracownik naukowy PAN

2 I Wiceprzewodniczący – prof. Andrzej Grzegorczyk pracownik Instytutu Filozofii i Socjologii PAN

3 II Wiceprzewodniczący – inż. Ryszard Kreyser – pracownik CTH „Foto-Kino-Film”

4 Sekretarz – doc. dr Bogdan Michalski – pracownik naukowy PAN – prawnik

5 Sekretarz – inż. Maria Leska – informatyk

6 Czł. Zarządu – red. Zbigniew Siedlecki – publicysta naukowy

7 Czł. Zarządu – dr inż. Janusz Thor – historyk nauk techn.

8 Czł. Zarządu – dr inż. Zbigniew Zieliński – mechanik

            Z informacji uzyskanych w Wydziale Społeczno-Administracyjnym Urzędu m.st. Warszawy wynika, iż w Stowarzyszeniu Autorów Dzieł Naukowych 88,4% /214 członków/ stanowią pracownicy nauki lub związani bezpośrednio z nauką.

            Pozostałe 11,6% /28 członków/ to osoby zajmujące się problematyką kulturalną, ale także z pozycji naukowych – sensu stricto nie są to twórcy kultury i sztuki.

Ta nieliczna grupa członków stowarzyszenia zajmuje się m.in. teatrologią, filmem i telewizją, literaturoznawstwem, filozofią kultury.

            Nie wszyscy członkowie Stowarzyszenia Autorów Dzieł Naukowych są nam znani, ale z pobieżnej oceny wynika, iż grono osób o pozytywnych postawach politycznych, znanych szerszemu ogółowi jest niewielka. Zaliczyć do tego grona osób można m.in. prof. Pawła Bożyka – ekonomistę, prof. Ryszarda Manteuffla – ekonomistę, prof. Artura Sandauera – krytyka literackiego, prof. Władysława Górę – historyka, red. Adam Słodowego – publicystę naukowego.

            W stowarzyszeniu zdecydowaną większość stanowią osoby znane z negatywnych postaw politycznych, do których zaliczyć można m.in.: prof. Klemensa Szaniawskiego /przewodniczącego b. Komitetu Porozumiewawczego Stowarzyszeń Twórczych i Naukowych, b. członka Konwersatorium „Doświadczenie i Przyszłość”/, prof. Jerzego Holzera z IBL PAN /współpracownika „Kultury” paryskiej/, red. Macieja Iłowieckiego /b. członka Konwersatorium „DiP”/, dr Zofię Kuratowską /organizatorkę nielegalnych struktur w Służbie Zdrowia/, Cezarego Chlebowskiego /literata, popularyzatora tradycji AK-owskich z pozycji wrogich/, prof. Jerzego Łojka /współpracownika ośrodków dywersji na Zachodzie/, prof. Andrzeja Grzegorczyka /klerykała/, red, Adama Holanka /red. nacz. miesięcznika „Fantastyka”, sympatyka podziemnych struktur „Solidarności”/, Roberta Stillera – tłumacza literatury angielskiej /współpracownika podziemia politycznego/.

W kolejnym dokumencie opisano sytuację w SAP po II Nadzwyczajnym Walnym Zgromadzeniu Delegatów, pojawił się jeden wróg kolektywnego zarządzania i kolejna frakcja- Lewickiego i Kudasia-Bronisławskiego- chcąca przejąć władzę w Oddziale Warszawskim. Kolejne dokumenty niewiele wnoszą do sprawy prof. Krzekotowskiej, generalnie wszyscy narzekali na brak papieru (do druku). Według charakterystyki obiektu z 6.09.1988 r. SAP liczył już prawie 2 tys. członków, z których 2/3 należała do PZPR; konflikt wewnętrzny zażegnano, a kierownictwo SAP: stanowi 31-osobowa Rada Główna. Prezesem RG SAP jest dr Jerzy Wadowski /bezpartyjny, sekretarz redakcji „Morze”/, a sekretarzem generalnym jest dr Krystyna Krzekotowska /członek SD, prac. naukowy Instytutu Badania Prawa Sądowego w Warszawie/.

            Kontakt operacyjny z kierownictwem SAP utrzymuje ppor. Edward Jakimowicz, inspektor Wydziału IV Dep. III MSW.

            Obsługą administracyjną Rady Głównej zajmuje się dyrektor biura SAP Barbara Bielicka-Malinowska, z którą utrzymywany jest również doraźny kontakt operacyjny.

/.../       Wydz. IV Dep. III MSW własną pracę operacyjną organizuje wykorzystując 2 tw. i 1 ko. oraz kontakty służbowe nie zarejestrowane.

4 Na wypadek „PZ” nie przewiduje się działań dyscyplinujących i porządkowych.

/…/

Sprawę na SAP zakończono 25.09.1989 r.

Prof. Krzekotowska była tak miła, że na mój mail z pytaniem o treść złożonego Oświadczenia lustracyjnego odpowiedziała błyskawicznie, już 2 godziny później. Potwierdziła fakt zatrudnienia w SAP, ale oświadczyła, że żadna współpraca z SB nie miała miejsca. Ja nie mam tak dobrej pamięci jak Profesor, zapytałbym o sygnaturę teczki, nazwisko oficera SB i inne okoliczności np. wypis z dokumentu, ale przecież nie jestem prawnikiem.




 

Kler ’83- życie, a nie scenariusz

Życie jest bogatsze od filmu, chociaż „dzieła” Smarzowskiego nie obejrzę; „Wesele” mi całkowicie mi wystarczy. Poniższe dokumenty nie traktują o całości sprawy, aby ją zrozumieć, potrzebują Państwo narratora.

Cała sprawa zaczęła się od donosu (jawnego, obywatelskiego) płka Jerzego Zaborowskiego (wykładowca ASW w Legionowie) do odnośnych władz, w którym opowiedział o nocnym życiu Warszawy w 1982 r.- „Kac komuna”. Mianowicie jego zięć szukał towarzystwa do dalszej zabawy i został podstępnie zaciągnięty na plebanię parafii Św. Trójcy. Jednak tam zabawa nie miała polegać tylko na piciu, ale na przytulaniu się na golasa. Przyznaję, że nieudolnie streszczam te kilka stron papieru podaniowego.

Donos uruchomił dwóch funkcjonariuszy Wydz. IV KSMO, ich nazwiska poniżej. Drugie nazwisko, które trzeba wymienić, a nie pojawi się w wybranych dokumentach, brzmi Romaniuk. Bp Kazimierz Romaniuk. Ksiądz z ww. parafii wielokrotnie żalił się SB-ekowi, że ten biskup chce go wykończyć. „Wykończenie księdza” polegało na zesłaniu go przez Kurię do diecezji łódzkiej, jakby tam homoseksualiści w ogóle nie występowali. Ze swojej strony dopowiem, że jeśli homoseksualizm w Łowiczu nie występował do 1983 r., to jest on importem z Kurii warszawskiej.

Nazwiska księdza nie podam, bo nie prowadziłem na jego temat osobnej kwerendy, więc nie wypada. Nie podam nazwiska „właściciela” teczki, bródnowskiego homoseksualisty i drobnego kryminalisty, bo nie jest to osoba publiczna. Latem z rozgoryczeniem pisałem, czym się do … w IPN zajmują. Teczki bródnowskiego homoseksualisty nikt przede mną nie czytał, więc pytam, jak historycy IPN badają działalność pionu IV bez znajomości takiej dokumentacji??

– k. 42 pismo do Naczelnika Wydz. Kryminalnego KSMO, Warszawa 21.10.1982 r., Tajne spec. znaczenia, Egz. nr 2

            Uprzejmie proszę o wyrażenie zgody na udział w kombinacji operacyjnej jednego z Waszych tajnych współpracowników wywodzącego się ze środowiska homoseksualistów.

Do omówienia szczegółów upoważniam por. Marka Bonieckiego tel. 67-64.

Wykonano w 2 egz.

Egz. nr 1 – adresat                                           MJR MGR W. KWIATKOWSKI

Egz. nr 2 – a/a

Opr. i druk. MB

[dopisek- chor. Haber p. 221]

– k. 43 Notatka służbowa, Warszawa 29.10.1982 r., Tajne spec. znaczenia

            Dnia 28 października 1982 r. w godz. 1630– 1730 po uprzednim skontaktowaniu się z Wydz. Kryminalnym KSMO wspólnie z tow. Bonieckim podjęliśmy czynności operacyjne polegające na umożliwieniu poznania t.w. w/w Wydziału z [nazwisko tw].

Powyższe czynności były realizowane w kawiarni Poziomka przy ul. Miodowej.

[nazwisko tw] spostrzegł, iż jest obserwowany przez n/w mężczyznę będącym homoseksualistą. Stwierdził, iż ten mężczyzna zatrudniony jest „chyba” w sądzie.

Tow. Haber z Wydz. Kryminalnego poinformował w dniu 29.X br., iż nasz rozmówca i jego t.w. znają się ze wspólnych spotkań. Dalsze informacje z Wydz. Kryminalnego będą przekazywane na bieżąco. Zapewniono kontakt z [nazwisko tw].

Wyk. w oryginale                                           por. M Domagała

– k. 47 pismo do Komendanta Dzielnicowego MO Warszawa- Śródmieście, Warszawa 1.02.1983 r., Tajne, Egz. nr 2

            Uprzejmie proszę o przekazanie materiałów dot. ob. [dane tw] do dyspozycji Wydziału IV KSMO.

            Powyższe podyktowane jest ważnymi względami operacyjnymi.

Do odbioru materiałów upoważniam por. Marka Bonieckiego.

Wykonano w 2 egz.

Egz. nr 1 – adresat                                            MJR MGR W. KWIATKOWSKI

Egz. nr 2 – a/a

Opr. i druk. MB

Nr masz. 44/03

– k. 55 Notatka służbowa, Warszawa 3.02.1983 r., Tajne, Egz. poj.

            W dniu 1.02.83 r. w godzinach rannych zatelefonował k.o. ps. [pseudonim tw], który poinformował mnie, że ok. godz. 430 został zatrzymany przez patrol MO podczas jazdy samochodem w stanie nietrzeźwym i bez prawa jazdy. Samochód należący do ks. [inicjały księdza] został odholowany na parking. [pseudonim tw] prosi mnie o pomoc, gdyż samochód wziął bez pozwolenia ks. [inicjały księdza], a on w dniu dzisiejszym wychodzi ze szpitala.

            Wobec powyższego poprzez oficera ruchu drogowego ustaliłem, iż dokumenty wym. znajdują się w KDMO W-wa Śródmieście. Na miejscu potwierdziłem, iż informacja [pseudonim tw] polegała na prawdzie. Na podstawie pisma zatrzymałem bieg sprawy, a także odebrałem wszelkie dokumenty.

            W tej sytuacji uważam, iż jest to wystarczający materiał uzasadniający dokonanie werbunku [pseudonim tw] w charakterze t.w. W powyższych czynnościach brał udział por. M. Domagała.

Przedsięwzięcia:

1 Całość materiałów dot. [pseudonim tw] przekazać por. Domagale

                                                                                  St. insp. Wydz. IV

                                                                                  por. M. Boniecki

– k. 59 pismo do płk. Jerzego Markuszewskiego Szefa Zarządu WSW WOW w Warszawie, Warszawa 18.03.1983 r., Tajne spec. znaczenia, Egz. nr 2

            W zainteresowaniu naszej jednostki pozostaje:

                                                                             [dane tw]

            Z ważnych względów operacyjnych proszę o spowodowanie powołania wymienionego do odbycia zasadniczej służby wojskowej.

Sprawę proszę traktować jako pilną.

Wykonano w 2-ch egz.                                                          ZASTĘPCA

Egz. nr 1 – adresat                                            KOMENDANTA STOŁECZNEGO MO

Egz. nr 2 – a/a                                                           ds. Służby Bezpieczeństwa

Oprac. i druk. MD

Nr dz. masz. 157                                                        płk mgr Tadeusz Szczygieł

[dopisek- Odroczono na 1 rok ze względu na stan zdrowia 20.04.1983 por. M. Dom…]

– k. 61 Raport do Nacz. Wydz. IV, Warszawa 23.08.1983 r., Tajne spec. znaczenia, Egz. poj.

            Dnia 9 lutego 1983 pozyskano doraźnie na zasadzie dobrowolności t.w. ps. /…/ nr ew. /…/. Wymieniony w toku współpracy został wykorzystany wyłącznie do kombinacji operacyjnej mającej na celu pozyskanie aktualnego t.w. ps. [pseudonim księdza] nr ew. /…/.

W ramach tej kombinacji planowano ujawnienie przez t.w. ps. /…/ faktów kontaktów z milicją, co miało stworzyć element zagrożenia, osaczenia kandydata i przyspieszyć proces pozyskania [pseudonim księdza].

W rezultacie osiągnięto zamierzony cel. /…/ zrealizował zadanie. Dalsze podtrzymanie z nim kontaktu grozi dekonspiracją faktu współpracy z jego przyjacielem, księdzem.

Z uwagi na możliwość wykorzystania /…/ w przyszłości wnoszę o czasowe zawieszenie z nim współpracy na okres 12 miesięcy.

Aktualnie t.w. ps. ps. /…/ i /…/ w wyniku interwencji Warszawskiej Kurii Metropolitalnej nie utrzymują ze sobą kontaktów.

Na uwagę zasługuje fakt, iż o zerwanie tego kontaktu zabiegał t.w. ps. [pseudonim księdza].

            Z t.w. ps. [pseudonim tw] odbyto 10 spotkań tj. średnio w m-cu 2 spotkania.

Podczas współpracy t.w. nie wynagradzano.

                                                                       [por. M. Domagała]

[dopisek- Zgadzam się. Jeżeli Wydział Kryminalny nie chce skorzystać z jego pomocy. Po wyjaśnieniu jego spraw osobistych, będzie można spróbować wykorzystać go w kombinacji operacyjnej pod innego księdza. 230883]

– k. 63 Notatka służbowa, Warszawa 23.08.1984 r., Tajne spec. znaczenia

Dnia 23.08.1984 r. rozmawiałem z tow. Habrem z Wydziału Kryminalnego zajmującym się zagadnieniem homoseksualistów.

Tematem rozmowy było ewentualne przekazanie na kontakt Wydz. Kryminalnego homoseksualisty [pseudonim tw] z uwagi na fakt, iż wobec [pseudonim tw] prowadzone jest postępowanie przygotowawcze w sprawie działania wspólnie i w porozumieniu z funkcjonariuszem MO na bazarze .

… tow. Haber po konsultacji z kierowniczką sekcji obyczajowej zrezygnował z podjęcia na kontakt wymienionego.

Wyk. w oryginale                                                                por. M. Domagała

– k. 64 Wyciąg z notatki służbowej dot. odbytego spotkania z tw ps. [pseudonim księdza] 16.12.1983 r., Warszawa 19.12.1983 r., Tajne

[pseudonim księdza] poinformował, że z [nazwisko tw] nie utrzymuje żadnych kontaktów i nie zabiega o wznowienie tej znajomości. T.w. twierdził, że przez [nazwisko tw] miał tylko dodatkowe problemy w Kurii, gdyż ten, kiedy tylko pojawiał się u niego, to zawsze były skargi sąsiadów do Kurii.

T.w. utrzymuje kontakty z księżmi homoseksualistami, nie ustalił, aby [nazwisko tw] był w zainteresowaniu tego środowiska. Innych informacji na temat [nazwisko tw] t.w. nie posiadał.

                                                                                  Za zgodność [parafa]

Władysław Stefański- „Warto rozmawiać” o NSZ

Jan Pospieszalski ogłosił zmianę formuły na ten jeden program, bo wyjechał do Gdyni, rzekomo rozmawiać o czci należnej bohaterom (zastrzegam, że nie mam telewizora i wiem o tym z wpolityce.pl). Oświadczam gwieździe telewizyjnej, że nie trzeba urządzać sobie wycieczki do Gdyni, bo rozmówcy czekają na niego w Warszawie. Kpt. Władysław Stefański mieszka na.. Woli, został odznaczony, ale na pewno feta w Sejmie to za mało, czas wystąpić w telewizji i demoralizować harcerzy. Jest też prowadzona akcja pod hasłem „kiedy wreszcie tw „Leszek” w telewizji”! Tw „Leszek” mieszka na nowym osiedlu za Gocławiem. Niech więc Pospieszalski po powrocie znad Zatoki zaprosi obu panów i zapyta, jak to jest, że ktoś opisany w teczce jako tajny współpracownik otrzymuje odznaczenia od dobrej zmiany. Jak to jest, że wysoko wynagradzani pracownicy polityki historycznej postępują w myśl „brakuje na imprezie autentycznego weterana- dobierzemy sobie z kapusiów”. Co do tw „Leszka”- pierwsze swoje prace wydawał też u agenta, który ma w Wikipedii wyłącznie bohaterstwo w NSZ. Fajne grono się zebrało w tej kupie np. tw „Leszek” skonsultował książkę Barbary Jachimczak. W biogramie poświęconym Stefańskiemu autorka odwdzięczyła się tw „Leszkowi” za przepuszczenie półprawd wzmianką o żonie Stefańskiego o „wielkim historyku” tw „Leszku”. Kto napisze, że Jachimczak to wielki historyk? Zapraszam na stronę grupy rekonstrukcyjnej im. Grabdy i podpowiem rekonstruktorom następne przedsięwzięcie: lata 90-te, wydawca tw „Leszka” obiecuje mu wydać książkę i poucza, że prawdy o współpracy z SB „swoich” się nie pisze. Tw „Leszek” nie opiera się z wiadomych powodów. Co do lektury poniższych dokumentów, czekam na pozew Giertycha, przecież obrażam weterana.

– k. 12/1

Ja, Stefański Władysław chcąc w całości zmazać swą przestępczą działalność w Brygadzie „Bohuna” godzącą w interesy Narodu Polskiego zobowiązuję się współpracować z organami UBP w celu wykrycia elementu wrogiego działającego na szkodę Państwa Polskiego.

Pracę swą będę wykonywał w ścisłej tajemnicy i konspiracji nie rozgłaszając o tym, nawet najbliższej rodzinie. Wszystkie meldunki będę podpisywał Florian.

                                                                                   Stefański

Szczecin dnia 5.II.1948 r.

– k. 48 pismo do Naczelnika Wydz. III UBP na m.st. Warszawę, Szczecin 25.05.1951 r., Ściśle tajne

            Proszę o ustalenie i nawiązanie kontaktu z inf. „FLORIAN” zam. w Warszawie. W/w informator rozpracowywał na naszym terenie grupę czł. NSZ „Brygady Świętokrzyskiej” i ze swych zadań wywiązywał się należycie. W roku 1951 r. wyjechał do Warszawy.

Poniżej podajemy adres i sposób nawiązania kontaktu. Stefański Władysław zam. Warszawa ul. Bracka 12 Kierownictwo Grupy Robót 4a- przy nawiązaniu kontaktu proszę się powołać na jego list wysłany do Szczecina do por. Zdziśka.

            Po nawiązaniu kontaktu prześlemy Wam teczkę personalna.

                                                                                  [Naczelnik Wydziału III

                                                                                  WUBP w SZCZECINIE]

– k. 90 Notatka służbowa, Piaseczno 5.06.1970 r., Tajne, Egz. Nr 1

            W dniu dzisiejszym udałem się do Instytutu Genetyki Zwierząt w Jastrzębcu celem nawiązania kontaktu z b. tw ps. „Florian”. Po ustaleniu, w którym pomieszczeniu pracuje, zapukałem do tego pokoju i zapytałem o nazwisko. Wymieniony podniósł się z krzesła mówiąc „tak, to jestem ja”. Przedstawiłem się, że jestem z Pow. Kom. ZSL i mam do niego osobistą sprawę. Po wyjściu na korytarz okazałem się legitymacją służbową, którą przeczytał dokładnie. Następnie wyszliśmy na podwórko instytutu. Z ciekawością pytał o cel mojej wizyty. Przy czym powiedział „skoro panowie mnie tutaj znaleźli, na pewno wszystko o mnie wiecie”. Poprosiłem o spotkanie na terenie Warszawy w dowolnym dla niego miejscu i czasie. Motywując, że jestem ograniczony w czasie i nie mogę powiedzieć, o co mi chodzi. Faktycznie chodziło mi, abym jak najkrócej rozmawiał z nim na terenie Instytutu. Na moją propozycję spotkania się w Warszawie odpowiedział, że nie widzi takich potrzeb, gdyż stare czasy poszły w zapomnienie i nie chce do nich wracać. Ponadto nie widzi problemów, które by nas mogły zainteresować. Ja mimo wszystko nalegałem, aby się spotkać w Warszawie i podyskutować. W końcowej fazie rozmowy wyraził zgodę na spotkanie w Warszawie koło kina „WZ” dnia 8.VI.1970 r. godz. 18,00. W wypadku, gdyby nie doszło do spotkania dnia 8.06.70 r., to zapasowe spotkanie umówiono na dzień 9.06.70 r. i 10.06.70 r.

Wyk. w 2 egz.                                                                        Inspektor operacyjny SB

1 egz. teczka pers. tw. FLORIAŃSKI

2          „          „          pracy

Druk. MK

Nr ks. masz. 618/70

– k. 98 Notatka służbowa dot. tw ps. Floriański, Piaseczno 13.12.1970 r., Tajne specjalnego znaczenia, Egz. Nr 1

            Tajny współpracownik ps. „Floriański”, ur. w 1920 r., narodowość i obywatelstwo polskie, pochodzenie społeczne robotnicze /ojciec wyrobnik na wsi/, stan cywilny żonaty, przynależność partyjna ZSL, wykształcenie wyższe- inż. rolnik, zatrudniony w Instytucie Genetyki i Hodowli Zwierząt w Jastrzębcu pow. Piaseczno na stanowisku pomoc. prac. naukowego zam. w Warszawie przy ul. /…/

            Tw „Floriański” pochodzi z biednej wielodzietnej rodziny wyrobniczej i dlatego też zaraz po ukończeniu szkoły podstawowej pracował wspólnie z ojcem jako robotnik fizyczny wykonując różne prace. W 17 roku życia własnymi siłami dostaje się do szkoły rzemieślniczo-przemysłowej, którą przerywa na skutek wybuchu wojny i ochotniczo zgłasza się do wojska, aby wziąć udział w walce z wojskami niemieckimi. Do wojska jednak nie został zmobilizowany z uwagi na brak umundurowania i uzbrojenia, w związku z czym czekając na dostawę broni oraz zmobilizowanie wycofuje się przed frontem aż do Równego. Po klęsce wrześniowej wraca do wsi rodzinnej i rozpoczyna pracę jako robotnik kolejowy. Zaraz, w 1940 r., wstępuje do konspiracyjnej organizacji noszącej nazwę „Korpus Powstańców Niepodległościowych”, w której kończy kurs podchorążych uzyskując stopień st. strzelca. Jednocześnie uczęszcza na tajne komplety, na których ukończył I i II kl. gimnazjalną. W 1942 r. po ukończeniu kursu na telegrafistów pełni obowiązki dyżurnego na kolejach ruchu osobowego. W tym okresie znane były mu akcje partyzanckie na transporty wojskowe okupanta. Jako młody człowiek zapałał do bezpośredniej walki z okupantem, a nie jak dotychczas zajmował się szkoleniem i dlatego w lipcu 1944 r. opuszcza służbę, potajemnie przed rodzicami ucieka do oddziału leśnego.

Dostaje się do nowo zorganizowanej „Brygady Świętokrzyskiej” pod dowództwem „Bochuna” [sic] obierając sobie ps. „Szczerba”. Już po pierwszej potyczce ze skoczkami radzieckimi usiłował zrezygnować z pobytu w brygadzie, gdyż wstąpił, aby walczyć z okupantem i nie zgadzał się z walką bratobójczą. Jak oświadcza, na skutek propagandy prowadzonej w oddziale NSZ dusza jego stopniała, w wyniku czego pozostał, a potem wycofywał się z całą brygadą przed wojskami radzieckimi na teren Czechosłowacji. Utrzymywano ich w przekonaniu, że wycofują się po to, aby przejść na stronę aliantów i połączyć się z armią generała Andersa. Gdy przekonał się, iż do połączenia takiego nie dojdzie, skorzystał z nadarzającej się okazji, poszedł na dwutygodniowe przeszkolenie skoczków spadochronowych koło Brna, a następnie w nocy z dnia 24 na 25.03.1945 r. przerzucony został samolotem niemieckim do Polski i zrzucony w okolicach Radomia. Zadaniem ich było zorganizowanie rozbitych grup bez względu na przynależność organizacyjną /NSZ, AK, BCh/. Przy lądowaniu okrążeni zostali przez grupy MO, lecz udało mu się zbiec. Po powrocie do domu rodzinnego pod namową brata i rodziny zaniechał dalszej działalności i zamierzał przystąpić do pracy i nauki. Gdy po krótkim czasie dowiedział się o aresztowaniach kolegów przez władze polskie oraz jego siostry, zbiegł do Łodzi, a następnie do Skarżyska i przy pomocy znajomego przypadkowo spotkanego dostał się do kontrrewolucyjnej organizacji działającej w lasach świętokrzyskich. W organizacji tej był przez okres maja i czerwca 1945 r. występując pod ps. „Gruda”, a przy łączeniu jej ze „Żbikiem” zrezygnował z dalszej działalności ukrywając się przez kilka tygodni u rodziców. W dniu 21.07.1945 r. po uzyskaniu karty przesiedleńczej i zaświadczenia o zagubieniu kenkarty udał się do Gdyni, gdzie do końca sierpnia 1945 r. pracował w porcie w firmie „Krzyżanowski”. Po uzyskaniu dodatkowego zaświadczenia o pracy z braku mieszkań wyjechał do Szczecina, gdzie początkowo pracował w Wydziale Aprowizacji DOKP Szczecin. W lipcu 1946 r. rozpoczął pracę w Urzędzie Morskim jako kancelista, gdzie pracował do roku 1951. W tym okresie ukończył szkołę średnią, a następnie uczęszczał do wieczorowej szkoły inżynieryjnej.

W dniu 22.IV.1947 r. ujawnił się ze swojej działalności przed komisją w Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Szczecinie otrzymując zaświadczenie nr 49352 o ujawnieniu. W 1951 r. na terenie Warszawy rozpoczął pracę w przedsiębiorstwie budowlanym, a jednocześnie uczęszczał do SGGW, po ukończeniu którego otrzymał dyplom inżyniera rolnika. Z przeprowadzonych wywiadów z lat ubiegłych wynika, że na terenie Szczecina opinią cieszył się dobrą, uchodził za człowieka spokojnego i zrównoważonego. Brak jest jednak jego działalności społecznej z tamtejszego terenu oraz brak jest danych o opinii od 1951 do 1969 r.

            Do współpracy z organami BP pozyskany został w dniu 5.II.1948 r. przez Kierownika Sek. III Wydz. III WUBP w Szczecinie ppor. Zdzisława Bojanko na zasadzie dobrowolności. Pisząc zobowiązanie o współpracy przybrał sobie pseudonim „Florian”. Celem pozyskania było rozpracowanie b. członków NSZ objętych rozpracowaniem agenturalnym kryptonim „Zdrajcy”. Jak wynika z materiałów, cel stawiany przed nim został osiągnięty, gdyż przekazał szereg cennych informacji odnośnie działalności poszczególnych czł. NSZ, działalności w ogóle NSZ-tu. Po przekazaniu go do b. MUBP m.st. Warszawy wykonywał szereg zadań wiążących się z wyjazdem i docieraniem do b. czł. NSZ, z czego wywiązywał się dobrze.

            W dniu 11.X.1954 r. wyeliminowany został z czynnej sieci z braku możliwości dalszego docierania do b. czł. NSZ „Brygady Świętokrzyskiej”, z którymi na terenie Warszawy nie utrzymywał kontaktu.

            W dniu 1.XII.1954 r. ref. Sek. IV Wydz. IVB b. MUBP m.st. Warszawy chor. Olszak nawiązał z tw łączność, lecz nie wyraził on zgody na dalszą współpracę motywując swą decyzję brakiem możliwości wykonywania zadań oraz brakiem czasu z uwagi na kontynuowane studia rolnicze. Napisał on również oświadczenie, w którym podał, iż w przypadku spotkania się z faktem wrogiej działalności godzącej w interesy PRL, sam o tym zamelduje organom bezpieczeństwa publicznego. Po odbyciu z nim spotkania kontrolnego w dniu 13.VI.1955 r. przez kier. Sekcji IV Wydz. IV UBP m.st. Warszawy /nazwisko nieczytelne/ z dalszej współpracy zrezygnowano.

            W 1965 r., jak wynika z pisma i karty kontrolnej, był w zainteresowaniu Wydz. III KSt. MO, lecz brak jest jakiejkolwiek notatki, czy pracownik tego Wydz. Stanisław Stykowski nawiązywał kontakt z tw, czy też zrezygnowano z rozmowy.

            W końcu roku 1969 insp. oper. SB KPMO w Piasecznie wytypował wym. jako kandydata do opracowania na tw. Po zebraniu wstępnych informacji o jego osobie i sprawdzenia go w kartotece operacyjnej pobrano materiały z archiwum Wydz. „C”, po przeanalizowaniu których zdecydowano się na nawiązanie z nim kontaktu. Kontakt nawiązany z tw został w dniu 5.VI.1970 r. i po wstępnej rozmowie na propozycję por. Sobótki spotkania się w Warszawie początkowo nie wyrażał zgody motywując to tym, że nie widzi potrzeby spotykania się z pracownikiem SB i powracania do przeszłości. Nie widział on również problemów, które mogłyby interesować naszą służbę. Po przedstawieniu mu argumentów wyraził zgodę na spotkanie w dniu 8.VI.1970 r.

            Na spotkaniu w dniu 8.VI.1970 r., w którym poza por. J. Sobótką brał udział mjr M. Mirzejewski, początkowo nie chciał wyrazić zgody na kontynuację dalszej współpracy argumentując to tym, że definitywnie zerwał z przeszłością, a wstąpienie do NSZ podyktowane było chęcią walki z okupantem. Po przedstawieniu argumentów przemawiających za podjęciem z jego strony współpracy ze Sł. Bezp. i przedstawieniu mu zadań, wykonania jakich oczekuje się od niego, wyraził zgodę na dalszą współpracę zmieniając ps. „Florian” na „Floriański”. Prosił jednak, aby nie wracać do spraw przeszłościowych i spotkanie następne odbyć nie wcześniej jak w sierpniu br., gdyż w m-cu czerwcu broni pracy magisterskiej, a w m-cu lipcu br. będzie na urlopie wypoczynkowym. Należy podkreślić, że jak wynika z materiałów, słuszna argumentacja i właściwe ukierunkowanie tokiem rozumowania tw „Floriański” pozwoliła mu na zdobycie zaufania do osób prowadzących z nim rozmowę, w wyniku której z zadowoleniem podjął dalszą współpracę. Przez  rzeczową dyskusję na temat jego pracy naukowej oraz postawienie zadań z tej dziedziny tw przed pożegnaniem się z pracownikami  entuzjastycznie zaznaczył, że na temat naszych zainteresowań z tej dziedziny może bardzo dużo napisać i udzielić pomocy naszej służbie. Następne spotkanie umówione zostało na dzień 8.08.1970 r.

Jako pierwsze zadanie tw „Floriański” otrzymał opracowanie informacji na temat motywu prowadzenia dalszych badań nad grupami krwi u zwierząt oraz na temat skrzyżowania bydła polskiego z bydłem jersey. Ma on również uzasadnić celowość prowadzenia lub wyeliminowania tych tematów. Aktualnie zamierza się przez tw „Floriański” rozeznać środowisko naukowe, słuszność i celowość prowadzenia prac naukowo-badawczych, inwestycji na ten cel oraz istniejących tam nieprawidłowości. Zarejestrowany w Wydz. „C” KWMO Warszawa został w dniu 17.VI.70 r.

            Należy przypuszczać, że po odpowiednim nakierunkowaniu tw cel ten będzie osiągnięty, a ponadto przez niego można będzie rozeznać zamierzenia osób wyjeżdżających służbowo za granicę oraz obserwację zachowywania się naukowców przyjeżdżających z zagranicy.

            Osobowość tw „Floriański” badana była przy pomocy tw „Jerzy”, który podaje, że jest on wieloletnim pracownikiem instytutu cieszącym się dobrą opinią. Przez cały okres swej pracy wykazywał dużo inicjatywy i zaangażowania, wśród pracowników naukowych uchodzi za człowieka spokojnego, uczciwego i pracowitego. W czasie różnych akcji politycznych nie wykazywał wrogiego stosunku do PRL. W dyskusjach na tematy polityczne wykazuje poparcie dla obecnych kierunków politycznych. Jest pracownikiem lubianym i szanowanym tak przez przełożonych, jak i podwładnych.

            W okresie swojej współpracy wynagradzany był jeden raz w roku 1948 kwotą 5000 zł. Innych powikłań [pokwitowań] lub rachunków w teczce brak.

            Z materiałów znajdujących się w teczce personalnej oraz dwóch tomów teczki pracy z lat ubiegłych wynika, że pozostawał on na łączności n/w pracowników operacyjnych:

– ppor. Zdzisław Bojanko od 5.II.1948 r. do 8.VIII.1951 r., po tym okresie pozostawał na łączności „Janusza”, brak wyjaśnień, czy był to rezydent czy pracownik operacyjny oraz pracowników

– Piotrowski ps. Małecki,

– Józef Sabała ps. „Górski”,

– Jan Kunda ps. „Drzymała”.

            Obecnie pracownikom niezainteresowanym fakt współpracy nie jest znany. Pozostaje na łączności por. Jana Sobótki i znany jest I Z-cy Kom. Pow. MO d/s SB w Piasecznie mjr. M. Mirzejewskiemu, który wspólnie z pracownikiem dokonywał ponownego pozyskania tw „Floriański”.

            Należy przypuszczać, że przy odpowiednim niekierunkowaniu pracą tw może być cenną jednostką dla naszej służby i wykorzystywany może być po linii zainteresowań pionu III oraz pionu II po zagadnieniu styków kraj- zagranica.

            Niemniej jednak uważam, że należy wykonać następujące czynności brakujące w dotychczasowym opracowaniu tw:

– uzupełnić teczkę personalną aktualnym życiorysem, ankietą personalną oraz danymi autobiograficznymi i wykazem prac naukowo-badawczych, jak również publikacjami naukowymi.

– zebrać opinie z jego poprzednich miejsc zamieszkania i pracy, a szczególnie za brakujący okres od 1951 do 1969 r. Zebrać również bliższe dane o jego najbliższej rodzinie, o której prawie nic nie wiemy z dotychczasowego opracowania.

– zebrać bliższe dane poparte wywiadami środowiskowymi odnośnie osobowości tw „Floriański” takich jak cechy charakteru, posiadane skłonności, hobbi [sic], zainteresowania, postawa moralna i etyczna, jego zalety i wady oraz stosunek do aktualnych przemian społeczno-politycznych,

– opracować kierunkowy plan wykorzystania, w którym uwidocznić zadania dla tw oraz plan szkolenia jego zmierzający do wyrobienia w nim przekonania o słuszności podjętej decyzji o współpracy ze Sł. Bezp., sposobie wykonywania zadań, zasad zachowania konspiracji oraz obiektywności oceny faktów lub zdarzeń opisywanych w jego informacjach,

– uzyskiwane od niego informacje systematycznie sprawdzać przez inne osobowe źródła informacji, a szczególnie przez tw „Jerzy”,

– w możliwie szybkim czasie należy spotkania z tw „Floriańskim” przenieść z lokali gastronomicznych do lokalu kontaktowego, gdzie zagwarantowana będzie konspiracja współpracy oraz możliwość odpowiedniego szkolenia i pogłębienia informacji,

– do głębszego związania go z naszą służbą należy zbadać możliwość wręczenia mu upominku choćby z racji rocznicy rodzinnej lub aktualnej pomyślnej obrony pracy magisterskiej.

Odbito w 2 egz.

1 egz. teczka tw „Floriański”

2          „ Wydz. III KWMO W-wa                              Inspektor oper. Wydz. III SB

Druk. Milewska                                                                     KWMO w Warszawie

Nr ks. masz. 700/70                                                               kpt. Z. Płatek

Uwagi I Z-cy Komendanta Powiatowego MO d/s SB w Piasecznie

            Z oceną zgadzam się, wnioski akceptuję- do realizacji

                                               mjr M. Mirzejewski

Uwagi Naczelnika Wydziału III KWMO w Warszawie

            Z oceną i wnioskami zgadzam się. W kierunkowym planie wykorzystania należy przewidzieć m.innymi sprawdzenie uzyskiwanych informacji od tw „Jerzy”, mówiących o występujących nieprawidłowościach w Instytucie.

                                                                                  / mjr W.  DĄBROWSKI /

– k. 123 Raport do Naczelnika Wydz. III ze spotkania z agentem „Florian”, 13.02.1948 r., Ściśle tajne

W dniu dzisiejszym odbyłem o godz. 2000 pierwsze spotkanie z agentem „Florian”. Dał on doniesienie z przeprowadzonej rozmowy z por. „Józefem” i o jednym członku „Brygady Bohuna” zam. w Szczecinie. Agent okazał mądre i taktyczne podchodzenie do spraw.

                                                                                  Bojenko Zdzisław

– k. 152 Charakterystyka pracy tw ps. Floriański za okres od 01.1972 do 01.1974 r., Piaseczno 12.03.1974 r., Tajne specjalnego znaczenia, Egz. poj.

            Tajny współpracownik ps. „Floriański” do współpracy został pozyskany w 1948 r. Po szesnastu latach przerwy został ponownie podjęty na kontakt w dniu 8.06.1970 r. Od tego czasu pozostaje na kontakcie inspektora operacyjnego por. J. Sobótki w pionie Wydz. III i wykorzystywany jest w sprawie obiektowej kr. „Gen” po zagadnieniu ochrony uspołecznionej gospodarki rolnej i myśli naukowej. W omawianym okresie odbyto ogółem 24 spotkania i otrzymano 4 informacje ustne, z których sporządzono notatki służbowe. Doniesień pisanych własnoręcznie otrzymano 20. Wartość otrzymanych doniesień jest dobra. Informacje te pozwoliły na pogłębienie rozeznania zagadnień występujących w sprawie i rozpoznanie osób zatrudnionych w Instytucie. Ogółem wykorzystano 15 informacji. W tym 6 informacji opracowywano i przekazano do KP PZPR oraz 9 do Wydz. III KWMO Warszawa, który to Wydział w dwóch przypadkach przekazał odpisy doniesień do odpowiedniego Departamentu MSW oraz były opracowywane informacje do KW PZPR.

            Do września 1972 r. spotkania odbywały się w lokalach gastronomicznych na terenie Warszawy.

            W październiku 1972 r. wprowadzono tw na LK „Kino” i od tego momentu odbywano tam z nim spotkania. W miesiącu listopadzie 1973 r. wprowadzono na LK „Forum”, gdzie dotychczas w tym LK odbyto 3 spotkania. Proponuje się w dalszym ciągu odbywanie spotkań w LK „Forum”.

Spotkania zawsze są umawiane na spotkaniach z miesięcznym wyprzedzeniem. Uzgodniono, że w razie nagłej potrzeby kontakt zostanie nawiązany telefonicznie /telefony są znane/. Ostatnie spotkanie odbyło się 15.I.74 r.

            W omawianym okresie był czterokrotnie wynagradzany sumą 800, 700 i dwa razy po 500 zł.

            Tw „Floriański” był sprawdzony przez tw „Jerzy”, kontakty operacyjne i służbowe. Spotkań kontrolnych nie odbywano.

            Jego stosunek do współpracy jest właściwy. Na spotkania przychodzi punktualnie. Nie było ani jednego przypadku zerwania spotkania. Informacje przekazuje na piśmie, przydzielone zadania wykonuje w miarę swoich możliwości dobrze. W ostatnich latach obserwuje się większą aktywność, pomysłowość i samodzielność w zdobywaniu informacji. Informacje jego są obiektywne i mają pokrycie w rzeczywistości. Nie stwierdzono dwulicowości lub ewentualnej dekonspiracji. Istnieją wszelkie przesłanki wykorzystania go w dalszym ciągu do sprawy obiektowej kr. „Gen”. Posiada on wyższe wykształcenie, jest długoletnim, zdyscyplinowanym pracownikiem Instytutu. Ma dobre rozeznanie osobowe i problemowe. Z uwagi na wiek, wiedzę zawodową i działalność społeczną cieszy się zaufaniem u dyrekcji, jak i swoich kolegów. Co niewątpliwie ułatwia mu wykonywanie zleconych przez nas zadań.

            Biorąc powyższe pod uwagę planuje się wykorzystać tw w następujących kierunkach:

– Kontrola operacyjna wytycznych partii i rządu oraz nadrzędnych władz resortowych.

– Ocena myśli naukowej przed penetracją naukowców z KK.

– Kontrola naukowej i gospodarczej działalności Instytutu i Gospodarki pomocniczej.

– Ujawnianie nieprawidłowości w zakresie kształtowania właściwych stosunków międzyludzkich.

– Rozpoznawanie i ujawnianie faktów dot. dywersji ideologicznej, jak również propagandy pisanej.

                                                                                              Inspektor operacyjny RSB

Wyk. w 1 egz.                                                                                    w Piasecznie

Teczka pers. tw ps. „Floriański”

Druk. Milewska                                                                                 por. Jan Sobótka

Nr ks. masz. 250/74

– k. 167 Wniosek o zaniechanie współpracy, Piaseczno 4.12.1975 r., Tajne spec. znaczenia, Egz. poj.

            Tajny współpracownik ps. „Floriański”, mężczyzna lat 55, wykształcenie wyższe, do współpracy został pozyskany w 1948 r. na zasadzie dobrowolności. Początkowo wykorzystywany był przez Wydz. III byłego WUBP w Szczecinie, a następnie przez były MUBP m.st. Warszawy.

            W 1954 r. wyeliminowany został z czynnej sieci z braku możliwości operacyjnych oraz jego wyrażonej niechęci w kontynuowaniu dalszej współpracy.

            Po szesnastu latach przerwy został ponownie podjęty na kontakt, choć, jak wynika z materiałów w teczce personalnej, początkowo odmawiał współpracy.

            Od czerwca 1970 r. do grudnia 1974 r. pozostawał na łączności por. J. Sobótki wykorzystywany był w sprawie obiektowej krypt. „Gen” po zagadnieniu gospodarki rolnej i myśli naukowej w Instytucie Genetyki i Hodowli Zwierząt w Jastrzębcu.

            Podczas przejmowania go na kontakt w miesiącu grudniu 1975 r. zastrzegł sobie, że podejmuje współpracę, lecz na krótki okres czasu.

            W dniu 23.09.75 r. na spotkaniu tw. zwrócił się z prośbą o zwolnienie go z dalszego obowiązku wykonywania przez niego zadań na rzecz Sł. Bezp. Uważam- powiedział, że okres, który datuje się od 1948 r. jest wystarczającą rehabilitacją za moją przynależność do NSZ. W ostatnim okresie posiada kłopoty ze swoim synem, któremu musi poświęcić więcej uwagi. Zastrzegł sobie również, że jeżeli nie zostanie zwolniony z tego obowiązku nie będzie wychodził na spotkania.

            Mając na uwadze to, że od tego spotkania nie mogę nawiązać z nim kontaktu, gdyż zawsze tłumaczy się brakiem czasu, a jestem przekonany, że wynika to z jego niechęci w kontynuowaniu współpracy, wnoszę o zaniechanie z wym. kontaktu i złożenie materiałów w archiwum Wydz. „C” KSMO. Materiały zaliczyć do kategorii B-20.

Wyk. 1 egz.

Opr. i druk. M. Kopyt                                                            St. Inspektor Wydz. III KSMO

                                                                                                          w Warszawie

                                                                                                          Kpt. M. Kopyt

 

 

Ksiądz Stefan Wysocki- analiza przypadku kandydata

Wielokrotnie w mediach podawano o sposobie obrony obwinionego o współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa „na prześladowanego” lub „na kandydata”, czyli „oni chcieli”, ale on się nie dał. W tej sprawie chciałbym oznajmić, że Instrukcja operacyjna SB również „kandydata” traktuje jako osobowe źródło informacji. Poniższe dokumenty stanowią tego najlepszy przykład. Ja do teczki ks. Wysockiego trafiłem poprzez fragment donosu w teczce księdza figuranta SOR. Formalnie ks. Wysocki nie był tw, ale materialny dowód współpracy (że podam za sądem) jak najbardziej.

Z nekrologów ks. Wysockiego zrozumiałem, że także walczył w Armii Krajowej. Po lekturze teczki przyznaję, że w PRL dobrze ten fakt zamaskował. W teczce doliczyłem się 13 rozmów Księdza z SB. Czy sądzą Państwo, że to represje??

– k. 9 Charakterystyka p.o. administratora parafii Wesoła ks. Stefana Wysockiego, Otwock 5.05.1972 r., Tajne

Ks. Stefan WYSOCKI /…/

            Przed 1939 r. w okresie okupacji i po wyzwoleniu działalności politycznej nie prowadził, nie należał również do organizacji polityczno-społecznych. Do 1949 r. był na utrzymaniu rodziców, po czym wstąpił do Seminarium Duchownego w Warszawie. Po ukończeniu Seminarium w latach 1954- 1957 pracował w parafii Sochaczew na stanowisku wikariusza. Od 1957 r. do stycznia 1972 r. przebywał w W-wie, gdzie pracował w różnych parafiach na stanowisku wikariusza, zajmując się głównie pracą wśród młodzieży akademickiej.

            Od 1967 r. prowadził Ośrodek duszpasterstwa akademickiego przy parafii Nawrócenia św. Pawła na ul. Grochowskiej 194/196. Pracował wyłącznie z młodzieżą akademicką zam. w Domu Akademickim na ul. Kickiego, a także przebywającą przy rodzicach w ilości ok. 150 osób. Młodzież podzielona była na 30-osobowe zespoły, z którymi duszpasterz spotykał się raz w tygodniu na konwersatoriach prowadzonych kolejno przez bardziej dojrzałą i wyrobioną młodzież. Prócz pracy ideowo-wychowawczej ks. Wysocki organizował dla tej młodzieży spotkania z biskupem z tytułu „opłatka”, organizował koncerty muzyki i śpiewu nowoczesnego w wykonaniu znanego na Śląsku ks. Sierki oraz systematycznie dla wyróżniających się osób organizował obozy letnie i zimowe, których koszt pokrywał z funduszu przeznaczonego na ten cel przez bpa Modzelewskiego.

            Rok rocznie udaje się w sierpniu z grupą młodzieży na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy. Ks. Wysocki miał specjalne pełnomocnictwa kard. Wyszyńskiego do pracy jako duszpasterz akademicki.

            Przebywając w parafii Nawrócenia Pawła miał konflikt z byłym proboszczem ks. Czapskim, który niezbyt pochlebnie wyrażał się o wikariuszach stojących w opozycji względem niego.

W dn. 16.VI.1968 r. ks. Wysocki wygłosił kilka kazań, w których jednoznacznie mówił na temat brutalnych rządów występujących w kościele. Były to aluzje do proboszcza parafii i przyczyniały się do zaostrzenia konfliktu. W tej sprawie wikariusz był u kardynała Wyszyńskiego ujawniając panujące w parafii stosunki.

            Biorąc udział w pielgrzymce pieszej do Częstochowy otrzymał od kardynała Wyszyńskiego polecenie, by roztoczył opiekę nad młodzieżą akademicką biorącą udział w pielgrzymce.

W 1971 r. zorganizował młodzieżową grupę, która została wykorzystana do remontu kościoła parafialnego w Magdalence pow. Piaseczno, zatrudnieni byli tam około 1 tygodnia. W okresie 5.X.71 r. do 4.XI.71 r. przebywał we Włoszech, gdzie brał udział w uroczystościach beatyfikacyjnych O. Kolbe. W tym czasie brał też udział w kilkudniowej pielgrzymce do Izraela, która była zorganizowana przez zakon Franciszkanów. Ks. Wysocki w styczniu 1971 r. był podejrzany o kolportaż bliżej nieznanej plotki wśród pracowników „Delikatesów” na Nowym Świecie. W związku z tym została przeprowadzona rozmowa, w czasie której wyjaśnił, że jest ona kolportowana przez czynniki państwowe w celu rozładowania niebezpiecznej atmosfery w społeczeństwie powstałej w wyniku wydarzeń na Wybrzeżu.

W styczniu 1972 r. ks. Wysocki skierowany został przez Kurię na administratora parafii Wesoła dek. Rembertów. Zaraz po przybyciu zorganizował kulig dla studentów z W-wy. Przystąpił do remontu plebanii bez zezwolenia. Do parafii sprowadził zakon żeński w liczbie trzy osoby. Zabiega o zezwolenie na wykończenie rozpoczętej budowy przez b. proboszcza ks. Rutkowskiego /domu mieszkalnego z przeznaczeniem dla sióstr zakonnych/. Podczas kazań i w rozmowach indywidualnych krytykuje b. proboszcza za rzekomo bardzo zaniedbaną pracę duszpasterską w parafii. Ks. Karolak v-ce dziekan wypowiedział się, że Wysocki jest pochodzenia semickiego. Dziekan ks. Urcus obawia się ks. Wysockiego stwierdzając, że od niego należy się uczyć.

Księża dekanatu rembertowskiego wszyscy są zgodni co do tego, że ks. Wysocki przysłany został do parafii Wesoła, by pokazać nowy styl pracy. Wysocki jest człowiekiem bardzo przebiegłym, unika kontaktów z księżmi. Utrzymywać ma bezpośredni kontakt z kardynałem Wyszyńskim, którego jest pupilem.

Ks. Wysocki aktualnie prowadzi rozeznanie w parafii pod kątem zorganizowania młodzieży studenckiej. Posiada bardzo dobre warunki lokalowe, dużą plebanię i dużą, urządzoną świetlicę.

Wyk. 2 egz.     

Egz. Nr 1 – Wydz. IV

Egz. Nr 2 – TEO

                                                                                  Insp. Oper. SB w Otwocku

                                                                                              por. M. Kaniewski

[dopisek- W dniach 6-7.V.72 r. brał udział w zjeździe duszp. Akademickiego w Częstochowie, opiekował się grupą młodzieży akademickiej z Wwy.]  

– k. 84 Notatka służbowa z rozmowy sondażowo-rozpoznawczej przeprowadzonej z p.o. administratora parafii Wesoła ks. Stefanem Wysockim, Warszawa 15.01.1973 r., Tajne, Egz. poj.

            W dniu 13 stycznia br. przeprowadziłem rozmowę z ks. Wysockim, który w najbliższych dniach ma być przez Wydział Wyznań zatwierdzony na proboszcza parafii Wesoła.

            Ks. Wysocki, któremu przedstawiłem się jako funkcjonariusz wojew. Służby Bezpieczeństwa, przyjął mnie w kancelarii parafialnej, a następnie zaprosił do jadalni, gdzie podjął kawą i ciastkami.

            W serdecznej i swobodnej rozmowie poruszyliśmy szereg tematów dot. życia parafialnego i osoby rozmówcy. Na interesujące mnie zagadnienia ks. Wysocki udzielił następujących wyjaśnień:

W parafii Wesoła przebywa od stycznia 1972 r., został tutaj skierowany przez Kurię, aby uzdrowić stosunki między parafianami a „księżmi” po incydencie, jaki zaistniał z poprzednim proboszczem ks. Rutkowskim, którego parafianie wyrzucili na skutek antagonizmów wynikłych z winy tylko i wyłącznie poprzednika. Rozmówca nie chciał wyjaśniać podstaw konfliktu, gdyż, jak nadmienił, nie jest na tyle zorientowany, aby móc oceniać sytuację z tamtego okresu. Sytuacja konfliktowa narastała z biegiem lat, wyniknęła na skutek traktowania przez ks. Rutkowskiego wiernych i współpracujących z nim wikariuszy i zakonnic.

W 1967 r. ks. Rutkowski w porozumieniu z kurią sprowadził do pomocy na parafii zakonnice, których zadaniem było prowadzenie działalności wyłącznie porządkowej w kościele i pracy w prowadzeniu gospodarstwa. Ks. Rutkowski popadł z nimi w konflikt i wyrzucił z parafii, nastąpił bałagan, nie miał kto sprzątać w kościele, jak również stracono więź z parafianami, która podtrzymywały zakonnice. Parafianie domagali się czystości w kościele i wokół niego, ks. Rutkowski nie umiał z tego wybrnąć. Już w 1965 r. bp Modzelewski nakłaniał ks. Rutkowskiego, aby złożył podanie o przejście na inną placówkę, lecz Rutkowski nie usłuchał dobrych rad. Finał znany wszystkim, ks. Rutkowski zmuszony przez parafian opuścił parafię Wesoła i zamieszkał na terenie Warszawy. Otrzymał mieszkanie, jednak w dalszym ciągu nie wyprowadza się z plebanii, blokuje cztery pokoje, przechowując w nich meble. Rozmówca nadmienił, że nie ma sposobu na wyprowadzenie ks. Rutkowskiego, kuria chce załatwić sprawę kulturalnie, bez egzekucji, oczekuje na dobrą wolę ze strony Rutkowskiego. Parafianie kilkakrotnie usiłowali samowolnie „spakować” rzeczy ks. Rutkowskiego i wywieźć mu do Warszawy, lecz rozmówca hamował ich zapędy, chcąc rozwiązać sprawę spokojnie. Sam mieszka w kancelarii parafialnej, gdyż nie ma pomieszczenia dla siebie, zwracał się pismem do kurii o spowodowanie rozwiązania sytuacji i zmuszenia ks. Rutkowskiego do wyprowadzenia, otrzymał pisemną odpowiedź, że ks. Rutkowski nie wyraża zgody na opuszczenie mieszkania w Wesołej. Upór ks. Rutkowskiego w omawianej kwestii podyktowany jest tym, że on uzurpował sobie prawo do prywatnej własności plebanii twierdząc, że ją budował i jako prawnik z wykształcenia ocenił, iż następcy powinni od niego zakupić budynek plebanii.

Ks. Rutkowski aktualnie nie zajmuje się pracą duszpasterską, kuria proponowała mu parafię, lecz nie wyraził zgody, chce pracować społecznie w „Caritasie”. Otrzymał dość wysoką rentę i nie chce zajmować się pracą duszpasterską.

            Omawiając sprawę przeprowadzenia remontów na terenie plebanii bez zgody władz rozmówca wyjaśnił, iż w sprawie zezwolenia na adaptację pomieszczenia z przeznaczeniem na WC i łazienkę otrzymał odpowiedź ustną, że tak drobne prace może sam wykonać nie zwracając się pismem. Dopiero gdy zwrócił się z podaniem o przydział rur kanalizacyjnych, narobiło się wiele szumu, przyjechał architekt powiatowy z pretensjami, że bez zezwolenia dokonuje remontu plebanii. Poza tym plebania nie posiada pralni ani suszarni, a przecież prać trzeba i w tym celu zamierzał zrobić ze strychu suszarnię. Prace wstrzymał na skutek interwencji władz i oczekuje na zezwolenie. Dokonał również zabezpieczenia budynków gospodarczych, wstawiając okna i drzwi, dodatkowo pokrył dachówką kościół zabezpieczając przed zaciekami. Nie może rozpocząć remontu dachu plebanii, gdyż blokujące pomieszczenia mieszkalne przez ks. Rutkowskiego utrudniają prace remontowe. Wokół kościoła, jak nadmienił, jest sporo do wykonania, potrzeba skończyć ogrodzenie, na co musi uzyskać zezwolenie władz, gdyż nie otrzyma przydziału płyt betonowych.

Dalej rozmówca wyjaśnił, że wszelkie próby uzyskania zezwoleń na prowadzenie remontów rozpocznie po zatwierdzeniu go przez władze świeckie na stanowisko proboszcza. Przyznałem rację rozmówcy twierdząc, że w tej chwili nie jest ta sprawa uregulowana i nie może podejmować samowolnie żadnych prac remontowych.

            Następnie poruszono temat obsady kadrowej w parafii, ks. Wysocki wyjaśnił, że posiada do pomocy dwóch wikariuszy, jeden zamieszkuje w plebanii, drugi dojeżdża. Poza tym sprowadził, ponawiając umowę kurii ze zgromadzeniem zakonnym w Raciborzu, dwie zakonnice, które wykorzystuje do prac porządkowych przy kościele. Do katechizacji nie wykorzystuje zakonnic, gdyż są do tego wikariusze, a poza tym za niski poziom reprezentują  zakonnice. Nie zamierza rozszerzyć stanu … zakonnic, gdyż nie ma takiej potrzeby, pozostaną jak dotychczas dwie.

            Rady parafialnej nie powoływał i nie zamierza w najbliższym czasie powołać, jeżeli potrzebuje jakieś pomocy fachowej, wie do kogo należy się zwrócić i sam rozstrzyga wszelkie sprawy. Czynnikiem wpływającym na to, że rady nie powołuje, jest sytuacja w parafii, nie chce ponownych zadrażnień między członkami nowej rady a starą kadrą. Spotkał się kilkakrotnie z uwagami ze strony wiernych, iż wszyscy księża są jednakowi i oceniają ich na podstawie ks. Rutkowskiego, który dobrze dał się im we znaki. Rozmówca próbuje wyjaśniać te sprawy i nawet ze skutkiem, broni poprzednika tłumacząc go podeszłym wiekiem.

            Bp Miziołek podczas pobytu w Wesołej w październiku ub. roku podkreślił w przemówieniu zasługi ks. Rutkowskiego, jednak z uwagi na niedawny konflikt z parafianami nie mógł zbyt wiele o nim powiedzieć. Rozmówca nie mówił w ogóle o poprzedniku, gdyż był w trudnej sytuacji, księża z dekanatu mieli do niego pretensję, że nie podkreślił zasług poprzednika.

            Omawiając działalność ks. Wysockiego na odcinku młodzieżowym wspomniałem o zjeździe młodzieży, jaki zorganizowano w Wesołej 1.X.72 r. Rozmówca wyjaśnił, że nie on był organizatorem tego „nieudanego” zjazdu młodzieży, a zasługi te winien przypisać sobie ks. Urcus- dziekan, którego konikiem są zjazdy młodzieżowe. Jego parafię wybrano ze względu na teren, położona w lesie, zjazd miał na celu modlitwy przed nowym rokiem szkolnym. Zdaniem rozmówcy, jeżeli tego rodzaju zjazdy mają być nieudane, to lepiej ich w ogóle nie organizować. Nie przewidziano zasadniczej sprawy tj. odpowiedniej pory roku, spowodowało to małą frekwencję, jak również nie dopięto strony organizacyjnej. Zjazdy tego rodzaju w ramach dekanatu będą organizowane co rok, czy w tym roku również wybiorą jego teren, tego nie [wie], ale przypuszcza, że na najbliższym zebraniu dekanalnym sprawa ta zostanie omówiona. Przekonywał mnie, że nie on był organizatorem, gdyż jego specjalność to akademicy, a nie młodzież licealna, [a] taka uczestniczyła w zjeździe październikowym. Na odcinku młodzieżowym nie widzi perspektyw pracy w Wesołej, młodzież z tego terenu szuka rozrywek w Warszawie i tam je znajdują. Poza tym, jak twierdzi, jest dużo pracy na innych odcinkach w parafii, tak że nie będzie mógł wiele czasu poświęcać na sprawy młodzieżowe. Nadmienił, że duszpasterz akademicki i młodzieżowy musi wyłącznie poświęcić się pracy z młodzieżą i wówczas ma wyniki, natomiast przy innych obowiązkach praca ta kuleje. Dotychczas nie zorganizował młodzieży przy kościele w Wesołej, stracił również ścisłą więź ze studentami, ocenia, że praca z młodzieżą nie jest sprawą łatwą, wymaga dużego poświęcenia kosztem swojego czasu.

            W dalszej rozmowie ks. Wysocki poruszył sprawę zatwierdzenia go na proboszcza przez Wydział Wyznań nadmieniając, że był kilka razy w Wydziale Wyznań, rozmawiał z panem Budzyńskim, który zalecił mu utrzymywanie kontaktów z miejscowymi władzami. Rozmówca stwierdził, że utrzymuje kontakty, rozmawiał z Przew. Pow. RN w Otwocku, ale chyba nie wymagają od niego, aby zamieszkał w Otwocku. Kontaktów nie unika, odwiedził miejscowy Post. MO, zapoznał Przew. PMRN w Wesołej, stara się być lojalnym.

            W czasie trwającej rozmowy do jadalni wszedł wikariusz, ks. Wysocki głośnym tonem powiedział, że chciałby, abym obejrzał teren. Wówczas wyszliśmy z plebanii, ks. Wysocki oprowadził mnie po posesji pokazując prace, jakie wykonał i co planuje. W czasie spaceru uzgodniliśmy, że nasz kontakt podtrzymamy, prosił, aby odwiedzić go w lutym, w godzinach rannych, terminu nie uzgadniałem. Na tym w zasadzie rozmowę zakończyliśmy.

WNIOSKI: Z pierwszej rozmowy wywnioskowałem, ze ks. Wysocki starał się wywrzeć jak najlepsze wrażenie, w rozmowie był wylewny, choć niezupełnie szczery w kwestii spraw młodzieżowych. Na propozycję utrzymywania kontaktów ze mną wyraził zgodę. Oceniam go jako człowieka inteligentnego, fanatykiem religijnym nie jest, czuje się pewny na swoim stanowisku twierdząc, że kuria i tak o nim nie zapomni, jeżeli by nie został zatwierdzony na proboszcza. Uważam, że podtrzymywanie kontaktu z w/w może przynieść korzyści operacyjne z uwagi na jego funkcję w Komisji Duszpasterstwa Akademickiego. Ze względu na charakter rozmowy /rozpoznawczy/ nie poruszałem zagadnień związanych z jego pracą w duszpasterstwie akademickim.

PRZEDSIĘWZIĘCIA: ks. Wysockiego zarejestrować w Wydziale „C” jako kandydata na TW.

                                                                       Insp. Wydz. IV

                                                                       Por. Z. KORONOWICZ       

– k. 108 Notatka służbowa ze spotkania z kandydatem na tw ps. „Akademik” odbytego 22.01.1974 r., Warszawa 24.01.1974 r., Tajne, Egz. Nr 1

            Kandydat oczekiwał mnie w kancelarii parafialnej, na wstępie oznajmił, ze posiadanie przez niego telefonu pozwoliło nam na wcześniejsze uzgodnienie spotkania bez narażanie mnie na niepowodzenie przy składaniu wizyt bez zapowiedzenia.

            We wstępnej fazie rozmowy omówiliśmy sprawy dot. wewnętrznej kraju omawiane na ostatniej sesji Sejmu. Rozmowa miała charakter luźnej wymiany zdań, bez wdawania się w szczegóły. Następnie „Akademik” przerwał tok dyskusji nadmieniając, że to był wstęp, ale moja wizyta, poza ogólnymi sprawami i czysto gościnnymi odwiedzinami, niewątpliwie ma cel. Oznajmiłem, iż faktycznie chciałem wyjaśnić niektóre problemy dot. jego spraw osobistych związanych z tematyką, jaką omawialiśmy ostatnio. Dodałem, że nurtujący go problem założenia telefonu wreszcie został załatwiony, niewątpliwe ułatwi to nasze kontakty. „Akademik” odrzekł, iż jest zadowolony z kontaktu ze światem, lecz jeszcze są sprawy, które stały się kością niezgody między nami. Wyjaśniając dodał, że w dalszym ciągu wstrzymywana jest sprawa zezwolenia na kontynuowanie prac adaptacyjnych strychy na plebanii oraz na ogrodzenie terenu. Ogrodzenie jest konieczne z uwagi na ochronę dobytku przed kradzieżami. Kontynuując „Akademik” poinformował, iż otrzymał pismo z Urzędu Powiatowego w Otwocku informujące go o przekazaniu sprawy w/g kompetencji do Wojewódzkiego urzędu. „Akademik” wykazał swoje oburzenie wyjaśniając, że takie postępowanie z jego osobą jest niepoważne albo terenowe władze w Otwocku nie mają w tej sprawie nic do powiedzenia albo umyślnie traktuje się go jak „durnia”. Najpierw sprawa była w Warszawie i pozytywna decyzja przesłana do Otwocka, obecnie, jak piłeczka pingpongowa, z powrotem do Warszawy. Kilkakrotnie był w Wydziale d/s Wyznań i upominał się o załatwienie sprawy, jednak dostał policzek od kanclerza Olszewskiego, który zwrócił mu uwagę, aby nie naprzykrzał się w Wydziale Wyznań, bo i tak nic nie załatwi. Olszewski dał do zrozumienia, żeby nie płaszczył się przed władzami. W tej sytuacji postanowił czekać aż pomyślny wiatr zawieje. Jest zniechęcony- powiedział- warunkami i trudnościami, na jakie napotyka w miejscu pracy, chętnie by stąd odszedł.

            Znając decyzję zespołu powiatowego z Otwocka w sprawie adaptacji strychu /wydać zezwolenie pod warunkiem, że zwróci się za pośrednictwem kurii/ podpowiedziałem rozmówcy, aby zwrócił się do kurii w przedmiotowej sprawie, wówczas kuria wystąpi oficjalnie do władz. „Akademik” oświadczył, dziwne zajmuję stanowisko w jego sprawie, skoro na początku p. Budzyński z Wydziału Wyznań proponował mu ominięcie kurii dla przyspieszenia biegu sprawy. Proszę zdawać sobie sprawę- powiedział rozmówca- iż po uwadze, jaką otrzymałem od Olszewskiego, nie będę miał śmiałości wystąpić o interwencję, czyżby ze mnie starano się kpić- kontynuował. A nawet gdybym nie zważał na swoją godność i postawił się w oczach kurii jako głupi naiwniak, to i tak sprawa byłaby załatwiana od początku, od początku dokumentacja i cały proces, który został już załatwiony poza kurią. Mogę w tej chwili- powiedział- dać panu pisemne zapewnienie, że na inny cel jak gospodarczy, nie wykorzystam adaptowanego strychu, klasztoru tutaj nie założę na pewno.

Wyjaśniłem, iż mam do niego na tyle zaufania, że nie musi składać pisemnych oświadczeń, jestem przekonany, że jest w rozmowie szczery i darzy mnie zaufaniem. Rozmówca oświadczył, że w poprzednich rozmowach starałem się wybadać, jakie on ma rzeczywiście plany co do przeznaczenia pomieszczeń na strychu plebanii. Byłem i jestem przekonany- nadmienił- że moja rola jest koordynowana z władzami, bo po moim ostatnim odejściu przyszedł architekt i dokonywał wizji lokalnej. Wyprowadziłem rozmówcę z błędu tłumacząc, że gdyby tak było, to po co w jednym dniu z różnych instytucji odwiedzaliby go w celu badania poddasza. To był zbieg okoliczności, a poza tym fakt zainteresowania mojego wypływał z czystej ciekawości i dla samego siebie chciałem wyciągnąć wnioski i określić przypuszczalny powód wstrzymywania zezwolenia. Moja rola- oświadczyłem- jest inna, chcę mu pomóc, bo darzę go sympatią, przyszedł na placówkę trudną i bez doświadczenia w pracy na samodzielnym stanowisku. Wierzył, że wszystko odbywać się będzie bez przeciwności, że realizował będzie swoje plany bez przeszkód. „Akademik” ustosunkowując się do mojej pomocy zaznaczył, że na pewno nie wypływa ona z czystej sympatii i nie jest ona bezinteresowna. Wyjaśniłem, że byłbym nieszczery, gdybym powiedział, że jest inaczej, ale żyjąc sam, mało może zrealizować, odcinając się ode mnie zrobi błąd, dlatego lepiej będzie- powiedziałem- jeżeli mi zaufa i każdą sprawę będzie uzgadniał ze mną.

Rozmówca odpowiedział, czy można mieć do władz zaufanie, skoro tak traktuje się człowieka w sutannie, uważanego za wroga ideologicznego, choć oceny- zaznaczył- mogą być mylne, jeżeli chodzi o niego, jestem synem robotnika, żyję w państwie demokratycznym.

Kontynuując dialog wyjaśniłem, [że] sprawa wygląda inaczej, nie wszyscy tak uważają, przynajmniej hierarchia jest innego zdania, a z tego tytułu księża realizując politykę episkopatu narażają się władzom terenowym. Łatwiej będzie- powiedziałem- jeżeli będzie przestrzegane prawo i istniejący porządek, wychodzę z założenia, że kto jest przeciwko nam, ten napotykać będzie na trudności, bo nie można pomagać ludziom nam obcym. „Akademik” zaznaczył, lojalnością swoją nic nie zyskał, chce przestrzegać prawa i przepisów, pokornie czeka na decyzje, zdaje sobie sprawę, że walką nic nie wskóra. Dodał, że co do jego lojalności chyba nie mam żadnych wątpliwości? Nie mam, odpowiedziałem i dlatego będę robił wszystko co w mojej mocy, by pomóc mu w rozwiązaniu problemu. Niemniej jednak- chcąc w jakiś sposób wytłumaczyć taktykę władz w jego sprawie- wyjaśniłem, że w/g mojego przypuszczenia nie wygląda to na dokuczanie, ale z chwilą objęcia placówki nie był zorientowany o sposobie załatwiania spraw związanych z inwestycjami i samowolnie rozpoczął prace przy adaptacji strychu, czyli popełnił czyn niezgodny z prawem, a więc stwierdzić można, że został łagodnie potraktowany za wykroczenie poprzez wstrzymywanie odblokowania remontu. Rozmówca dodał, coś za długo ta kara trwa, ale powinni mi powiedzieć wprost „zostałeś ukarany”, chętnie bym przyjął karę mandatu i zakaz wybudowania ogrodzenia wokół plebanii. Zauważyłem, że ta argumentacja trafiła do rozmówcy, nieco zmienił ton, prosił tylko, aby zwolnić go ze zwracania się z tą sprawą do kurii, gdyż nie chce tam tracić szacunku.

            W dalszej rozmowie starałem się wyrobić u „Akademika” przekonanie, iż moja rola nie polega na wyszukiwaniu u niego błędów w postępowaniu, hamowaniu jego działalności, chcąc tym samym wyrobić u niego pozytywny stosunek do Sł. Bezp. Poruszyłem sprawy jego działalności na odcinku młodzieżowym w duszpasterstwie akademickim. Wyjaśniałem, że moje pytania i sondaż nt. pracy z młodzieżą, prowadzoną przez niego, nie miały na celu robienia mu uwag, że zbyt gorliwie zajmuje się tymi zagadnieniami, ale starałem się zorientować, czy robi to zgodnie z ustawą o zgromadzeniach, czy zwraca się o zezwolenie do władz na zorganizowanie obozów itp. Zdaję sobie sprawę- wyjaśniłem- że on pracując przez kilka lat z młodzieżą, pracy się takiej nie wyzbędzie, nikt nie ma o to pretensji. Rozmówca wtrącił, przecież w KSMO zastrzeżono mi, abym nie uczestniczył w pielgrzymce z grupą akademicką. Zapytałem, czy po tym zastrzeżeniu nigdy już nie uczestniczył w pielgrzymce, wyjaśnił- tak uczestniczyłem. Rozmówca dodał, że obecnie wiek i kłopoty nie pozwalają mu na intensywną pracę z młodzieżą, odcinek jest ciekawy.

            Pozostając przy problemie duszpasterstwa akademickiego, wykazałem rozmówcy szkodliwą działalność na tym odcinku ze strony ks. Kornasa z Siedlec. „Akademik” wyjaśnił, iż Kornas to indywidualność, nie jest lubiany przez księży, a nawet w kurii siedleckiej za stosowane metody pracy, chętnie pozbyliby się takiego człowieka, ale wówczas byłby stracony jako ksiądz. Kornas ma specyficzny sposób pracy z młodzieżą, były komentarze wśród akademików, że nie lubią go za zbyt otwartą wrogość. Diecezja siedlecka- zaznaczył rozmówca- różni się od warszawskiej pod względem aktywności religijnej społeczności podlaskiej. Tam jest 90% ludzi wierzących i oddanych kościołowi, praca duchownych jest tam łatwa i owocna. Kornas, z tego co wie „Akademik”, nie jest groźny dla nas, gdyby przyszedł inny i stosował utajone formy pracy przy kształtowaniu postaw przyszłej kadry nauczycielskiej, o wiele więcej kłopotów by uczynił dla władz. Kościół nie zrezygnuje- oświadczył „Akademik”- w prowadzeniu odpowiedniej pracy wśród kadry, która będzie kształtować postawy światopoglądowe, dlatego tak rozwijana jest działalność Kornasa. Działa on nie tylko w Siedlcach, ale i w Warszawie przy kościele św. Anny.

Na zakończenie „Akademik” stwierdził, Kornas prowadzi działalność wymierzoną przeciwko ideologii materialistycznej i przyznał, ze nam wyrządza on szkodę w kształtowaniu światopoglądu studentów. Naśladowców Kornasa- dodał- na pewno nie macie, to jest indywidualność.

            Dalej „Akademik” poruszył temat ideowości wśród młodzieży, oznajmił, iż zanikł w ogóle duch pracy społecznej, popełniono wiele błędów na tym odcinku płacąc za pracę społeczną. Brak jest idei, dla której młodzież miałaby zryw. Wiele się teraz na tym odcinku robi, ale długo czasu upłynie, by doszło do aktywności społecznej na przykładzie b. ZMP. Dzisiaj młodzież chce się bawić, jeździć samochodami, narkotyzuje się, nie żyje żadnymi ideami. Bardzo dobrze się stało- oświadczył rozmówca- że Państwo ograniczyło hulanki młodzieńców poprzez podwyżkę cen na benzynę. Przestaną się bawić i brawurowo jeździć samochodami tatusiów. Przyzwyczaili się do bezdusznego życia. Po podwyżce cen na benzynę samochód będzie służył dla pracy, a nie, jak dotąd, dla przyjemności. Kontynuując temat regulacji cen poinformował, że księża akceptują taką regulację, natomiast społeczeństwo spodziewa się jeszcze innych nieoficjalnych podwyżek na artykuły pochodne tj. chemiczne. Nie powstrzyma to jednak ograniczenia spożywania alkoholu, zwiększy budżet państwa a zmniejszy stopę życiową w rodzinach alkoholików. Tylko prohibicja rozwiąże sprawę alkoholizmu, na taką koncepcję jednak państwo nie pójdzie.

            Następnie rozmówca pozytywnie ocenił artykuły w prasie mówiące o rodzinie i hasła podtrzymujące jedność w tej rodzinie. Wskazał, że treści z tych artykułów można wykorzystać do kazań jako ewangelia. Państwo dostrzegło w porę ujemne zjawisko, jakie coraz bardziej występowało na tym odcinku tj. brak miłości w rodzinie i tutaj są zgodne teorie Kościoła i Państwa. Zaznaczył, że jest wiele wspólnych celów np. z młodzieżą, kształtowanie idei to jest problem nadrzędny, mimo rozbieżności na tym odcinku należy tylko przyklasnąć, że dostrzeżono ten problem.

            Przy końcu rozmowy kandydat wrócił do sprawy zezwolenia i prosił o wstawiennictwo w jego sprawie. Zaznaczyłem, że zrobię wszystko, by udzielić mu pomocy, uzgodniliśmy spotkanie za dwa tygodnie.

UWAGI: Z „Akademikiem” prowadziłem dialog ok. 2 godzin, był gościnny zorganizował poczęstunek kawą i ciastem. Przy końcu spotkania odprowadził mnie poza teren plebanii, co czynił na początku naszej znajomości, lecz później zaniechał tej formy.

Proponuję, by sprawę zezwolenia na adaptację strychu oraz ogrodzenia terenu plebanii zawnioskować pozytywnie. Sprawa ta ciągnie się już od dwóch lat, a „Akademik” dał dowód, że stara się przestrzegać obowiązujące przepisy budowlane i nie podjął samowolnych działań. Przedłużanie takiego stanu rzeczy może doprowadzić do zmiany metod działania „Akademika” i nie będzie się liczył z decyzjami władz. Nie widzę celowości, by nadal hamować inicjatywy „Akademika” w tym zakresie, gdyż nie jest ona szkodliwa, załatwienie tego problemu ułatwi mi tylko proces zbliżenia kandydata.

PRZEDSIĘWZIĘCIE:

– dane o komentarzach w sprawie regulacji cen wykorzystać do informacji

– ocenę ks. Kornasa przekazać grupie siedleckiej

– zwrócić się do kierownictwa Wydziału o pomoc w rozwiązaniu problemu kandydata na TW ps. „Akademik”

2 egz. 

t. kandydata                                                  por. Zb. KORONOWICZ

wyciągi

/…/

– k. 130 Notatka służbowa ze spotkania odbytego 16.10.1974 r. z kandydatem na tw ps. „Akademik”, Warszawa 18.10.1974 r., Tajne, Egz. poj.

I UZYSKANE INFORMACJE

– Ks. DZIEDZIC odszedł z parafii Wesoła na własną prośbę, zabiegał w kurii o przeniesienie motywując chęcią rehabilitacji. Wyszedł bowiem z założenia, iż ponosi winę za wytworzoną sytuację w Mogielnicy, a w Wesołej nie bardzo widział możliwości zrehabilitowania się. Kuria przychyliła się do jego prośby i dokonała wymiany wikariuszy [w] Jaktorowie i Wesołej. „AKADEMIK” określił go jako rzutkiego w pracy, cechuje go zapał i oddanie, taki dał się poznać w czasie krótkiego pobytu w Wesołej. Widocznie, zdaniem „AKADEMIKA”, chciał zdementować opinie ks. ŚMIAŁKA.

– Ks. GABLER w Wesołej przebywał przez okres jednego roku. Jeszcze przebywając w Wesołej ubiegał się [o] wyjazd czasowy do Anglii celem poznania języka. Jedyna sprawa, która go pociąga, to logika, a ponieważ wszelkie materiały źródłowe z tej dziedziny opracowane są w języku angielskim, stąd jego wyjazd. Z wypowiedzi jego wynikało, iż ma zamiar podjąć studia w kraju, ewentualnie na terenie Szwajcarii, w Szwajcarii bowiem dziedzina logiki jest dobrze rozwinięta. GABLER jest dobrym organizatorem, chociaż nie miał wielkiego zapału do pracy z młodzieżą, zaniedbywał katechizację. Ogólnie oceniany jest dobrze i ma przed sobą przyszłość.

– W czasie trwania „sacrosongu” w Warszawie, w kościele św. Anny ukazały się napisy tego typu jak „Precz z klerem” itp. Księża organizatorzy początkowo przypuszczali, iż jest to działalność inspirowana przez władze. Jednak z chwilą, kiedy problemem tym zajęła się ambasada chińska w Warszawie i zaczęli fotografować te napisy, wkroczyła milicja i natychmiast zaprzestano malowania haseł. W końcu doszli do wniosku, iż napisy były dokonywane przez św. Jehowy, musiała to być zorganizowana grupa, jedni wykonywali, drudzy pozostawali w obstawie. „AKADEMIK” przyznał, iż zabezpieczenie ze strony MO było właściwe i dodał, że jeżeli MO chce, potrafi pomóc kościołowi.

– W sprawie zarządzenia znoszącego dzień wolny dla wikariuszy „AKADEMIK” wyraził pogląd, iż Prymas nie wniósł nic nowego, nie było poprzednio zarządzenia, które przyznawałoby tego rodzaju wolne dni dla wikariuszy, tylko praktyka wprowadziła to w życie. Występując z pozycji proboszcza „AKADEMIK” stwierdził, iż u niego wikariusz nadal będzie dysponował wolnym czasem, jeżeli tylko potrafi tak sobie zorganizować zajęcia, aby nie ucierpiała katechizacja. Prymas wyszedł z założenia, iż księża nieodpowiedzialni dzień wolny wykorzystywali do zajęć nie licujących ze stanem duchownym, następnego dnia „skacowani” nie podejmowali należytej pracy.

            Z drugiej strony władze świeckie w zamian za wolne soboty nakazują odpracowanie w swoich zakładach pracy, co też jest podyktowane wydajnością, aby nie ucierpiała z tego tytułu gospodarka. Owszem, i w kościele, jeżeli praca wikariuszy będzie wydajna i intensywna, wówczas będą dni wolne od pracy. Inna sprawa, jaka zaważyła na podjęciu tej decyzji przez Prymasa, to zmiany w systemie nauczania w szkołach i nowy program, który przez wolne dni księży nie mógł być przystosowany do zajęć nauki religii. [dopisek na marginesie o wykorzystaniu informacji]

– „AKADEMIK” doszedł do wniosku, że do kościoła przenika moralność socjalistyczna, stosunek wikariuszy do własności proboszcza jest taki jak pracownika do majątku państwowego. Podał przykład, dość humorystyczny, iż wikariusz wskazał zakonnicom dwa szampony i oznajmił, ten jeden jest mój i proszę go nie ruszać, natomiast drugi należy do proboszcza, czyli jest parafialny i można z niego korzystać. W konkluzji „AKADEMIK” stwierdził, iż moralność socjalistyczna bierze górę, ponieważ własność społeczna jest bardzo eksponowana na rzecz prywatnej, co innego głosi kościół. Z przykładu tego wynika, iż korzystniejsze jest stosowanie moralności socjalistycznej, jeżeli nie traci na tym zainteresowana jednostka, jak to w przypadku wikariusza /mojego to nie rusz/.

II INFORMACJA

            Spotkanie z „AKADEMIKIEM” odbyłem w jego miejscu zamieszkania. Poprzedniego dnia uzgodniłem z nim godzinę 9-tą, jednak nie zastałem go, zakonnice oświadczyły, iż wyjechał. O godzinie 11-tej ponownie złożyłem wizytę „AKADEMIKOWI”, zastałem go, przeprosił, iż nie mógł być o uzgodnionej godzinie, ponieważ wyjechał do Warszawy i w drodze powrotnej samochód jego uległ uszkodzeniu. Po spożyciu przygotowanej dla mnie kawy w pokoju gościnnym, przeszliśmy do kancelarii parafialnej, gdzie kontynuowałem z nim rozmowę.

            Nie podjął dialogu na temat nawiązania kontaktów roboczych z Watykanem oznajmiając, iż historia wskaże, jak to będzie. Jego zdaniem, nigdy dwie odmienne teorie teizm i ateizm nie pójdą w parze. Wiadomo bowiem, że ateizm jest zaprzeczeniem teizmu, nawet współistnienie będzie walką ideologiczną. Kościół jest powszechny, powiedział, może być zlikwidowany w Polsce, w ZSRR i całym obozie socjalistycznym, ale będzie istniał. Poza tym dał mi wykład z teorii powstania świata z punktu widzenia teologicznego i dodał, że zarówno marksiści, jak i teolodzy stoją w martwym punkcie, badania trwają i kiedyś musi być powiedziana prawda. Podjął również temat „objawienia” jako jeden z atutów i argumentów kościoła.

            Uzgodniliśmy, iż w listopadzie ponownie go odwiedzę, przy pożegnaniu zaznaczyłem, iż sprawy filozoficzne sobie darujemy, zajmiemy się głównie zagadnieniami ziemskimi. „AKADEMIK”  stwierdził, jeżeli pan tak woli, to proszę bardzo, my i tak tego nie zgłębimy. Na tym w zasadzie zakończyłem rozmowę.

Wykonano w 1 egz.                                                    INSPEKTOR WYDZIAŁU IV

                                                                                  por. Zb. KORONOWICZ

– k. 142 Wniosek o złożenie w Archiwum Wydziału „C” KSMO teczki kandydata na tw ps. „Akademik” nr rej. 13812 dot. ks. Stefana Wysockiego, Warszawa 25.11.1981 r., Tajne spec. znaczenia, Egz. poj.

/…/ U z a s a d n i e n i e :

Wymieniony zarejestrowany został w charakterze kandydata na TW w dniu 24.01.1973  przez b. Wydział IV KWMO w Warszawie. W związku z reorganizacją w październiku 1975 roku przerejestrowano kandydata na konto Wydziału IV KSMO.

            Od stycznia 1973 roku do chwili obecnej z kandydatem odbyto 13 spotkań, podczas których materiałów o znaczeniu operacyjnym nie uzyskano.

            Prowadzony dialog z kandydatem miał na celu zbliżenie wymienionego, a następnie stopniowe wiązanie z organami Służby Bezpieczeństwa.

            Zamierzonego celu nie osiągnięto ze względu na wyjątkowo trudny charakter kandydata. Wykazywany fanatyzm oraz służalczość wobec Kurii i Episkopatu. Na spotkaniach starał się wykazywać sprzeczności zachodzące w teizmie i ateizmie oraz rolę kapłana w tym kontekście. Kontakt z pracownikiem traktował jako pewnego rodzaju sondaż na temat stosunków Państwo-Kościół. Zastrzegał się, że jego osobowość nie pozwala mu na zbliżenie się z organami SB dając do zrozumienia, że dalszy z nami kontakt mija się z celem.

            W tej sytuacji uważam, że prowadzony dialog z kandydatem należy przerwać, co nie wyklucza, że w dalszej perspektywie przy nadarzającej się okazji można będzie rozważyć podjęcie z nim rozmów.

W związku z powyższym teczkę opracowania kandydata „Akademik” nr 13812 złożyć w Archiwum Wydziału „C” KSMO w Warszawie.

                                                                                              St. insp. Wydziału IV

                                                                                              kpt. M. Kaniewski

Minister Andrzej Wójcik pilnie poszukiwany

Czytając wikipedię od początku (od „A”) trafiłem na biogram: „Andrzej Wójcik” ur. 1932 r., minister, dyplomata. Wybrałem się pod ostatni znany w IPN adres Ministra na warszawskim Żoliborzu i okazało się, że zakończenie PRL było dla niego tragiczne: wyprowadził się z willi i nie jest znane aktualne miejsce pobytu.

Ktokolwiek widział, ktokolwiek zna, proszę o informację, jak się z Ww. skontaktować!!

Paulin do rejestru pedofili

Opisywałem już Państwu niejednokrotnie, że przeszłość księży katolickich jest pod specjalna ochroną IPN na przykładzie publikacji warszawskich i krakowskich. Okazuje się, że chęć bycia niekontrowersyjnym dotknęła także pracownika UJ. Według moich poszukiwań nie ma on filiacji z IPN. Jednak szarpnął się opisać wycinek dziejów Kościoła w latach 60-tych i wynik opublikował w „Folia Historica Cracoviensia”. Kilka akapitów poświęcił paulinowi szukającemu w PRL azylu, a miał on dotarcie do najwyższych władz (kościelnych). Z ostrożności krakowski pracownik UJ (jakoś historyk mi przez klawiaturę nie przeszło) nie podał prawdziwych powodów „emigracji” paulina do PRL i ew. na Zachód. Nie wątpię, że teczkę z poniższym dokumentem pracownik UJ w rękach miał.

– k. 64 Protokół przesłuchania podejrzanego, Warszawa 14.08.1964 r. godz. 13.00

            Ja, Władysław Gajewski z polecenia Wiceprokuratora Marii Pancer z Prokuratury Wojewódzkiej dla m.st. Warszawy, przy udziale tłumacza z języka węgierskiego Heleny Paucha, przesłuchałem niżej wymienionego w charakterze podejrzanego, który wyjaśnił:

C/…/, kawaler, dzieci nie posiada, zamieszkały Pinechely pow. Tamasi woj. Talna ul. Kobsutka Platz 10, wykszt. Wyższe teologiczne, ksiądz wyzn. rzym.-kat., miejsce pracy Pinechely pow. Tamasi, pomocnik księdza /proboszcza/ tamt. parafii, poch. Robotnicze, Nr DO-SB-343732 wydany przez Kapitanat Powiatowy w Tamasi /Węgry/, majątku nie posiada, służbie wojskowej nie podlega- Komenda Wojskowa w Pecs /Węgry/, odznaczeń nie posiada, karany w 1961 r. przez Sąd Wojew. w Pecs na 6 lat więzienia za działalność antypaństwową i za homoseksualizm /zwolniony po 2 latach na mocy amnestii/, choroba kręgosłupa.

Na stosowne pytania podejrzany C/…/ wyjaśnia: Potwierdzam swoje wyjaśnienia złożone przed prokuratorem w dniu 10.VIII.1964 r. i w dniu dzisiejszym. Jestem księdzem wyznania rzymsko-katolickiego od 1949 r. W okresie 1964 r. do chwili nielegalnego opuszczenia Węgier pracowałem jako pomocnik księdza proboszcza w parafii Pineczely pow. Tamasi woj. Folna. Zamieszkiwałem w tym okresie na plebanii parafialnej w Pineczely przy ul. Plac Kossutha 10.

Moim bezpośrednim przełożonym był proboszcz Szigethy Bela. Parafia moja podlega diecezji w Pecs. Diecezja ta nie ma biskupa, a jedynie generalnego wikariusza, którym jest doktor Cserhati Józef.

Decyzję opuszczenia Węgier podjąłem 20 lipca 1964 r. w poniedziałek. Zdecydowałem się na wyemigrowanie nielegalne z Węgier z dwóch powodów, które podałem w czasie przesłuchiwania mnie przez prokuratora, a mianowicie dlatego, że w dniu 20 lipca 1964 r. dopuściłem się przestępstwa nazywanego homoseksualizmem i wobec przechwycenia mnie na gorącym uczynku, obawiałem się odpowiedzialności karnej, zaś drugim powodem było to, że postanowiłem zerwać z praktykowaniem mego zboczenia seksualnego w ten sposób, aby za granicą wstąpić do jakiegoś rygorystycznego zakonu, gdzie nie mógłbym nawiązywać intymnych kontaktów z mężczyznami. Osiągnięcie tego celu na Węgrzech było dla mnie niemożliwe, gdyż zakony są rozwiązane i do tego jako księża mamy prawo chodzenia po cywilnemu, to znaczy bez sutanny.

Pytanie: Jeżeli podejrzany tak stanowczo postanowił zerwać ze stosunkami homoseksualnymi, to zamiast szukania w tym celu odpowiedniego zakonu za granicą- czy noszenie sutanny nie byłoby wystarczającą przeszkodą w nawiązywaniu intymnych znajomości.

Odpowiedź: Jestem przekonany, że noszenie sutanny rzeczywiście byłoby wystarczającą przeszkodą odstręczającą mnie od nawiązywania intymnych znajomości, ale fakt, że odpowiednie władze wiedzą o moim ostatnim czynie homoseksualnym i że grozi mi za to odpowiedzialność karna skłonił mnie do ucieczki za granicę. Innymi słowy pierwszym moim celem było uchylenie się od odpowiedzialności karnej poprzez wyemigrowanie z Węgier i zrealizowanie dopiero tam zamiaru zerwania z mym zboczeniem seksualnym.

Czynu homoseksualnego w dniu 20.VII.1964 r. dopuściłem się w następujących okolicznościach. W dniu tym przebywałem u swej matki w mieście Pecs. Około godz. 17-ej zamierzałem odjechać do Pinechely.

W trakcie oczekiwania na pociąg na ulicy przed dworcem kolejowym w Pecs zaczepiłem czternastoletniego chłopca, którego poprosiłem do ubikacji na dworcu i tam dokonałem na nim czynu nierządnego. Chłopiec zgodził się na to za opłatą 20 forintów. Na gorącym uczynku dokonywania tego czynu zastał mnie portier dworca, który zaprowadził nas obydwóch na posterunek milicji znajdującej się na tym dworcu. Tam zostałem wylegitymowany, a portier i chłopiec zostali przesłuchani. Milicjant poinformował mnie, że w mojej sprawie mam oczekiwać na jakąś decyzję władz, a następnie zwolnił mnie. W tym dniu miałem na sobie ubranie cywilne to samo, które mam na sobie. Najbliższym pociągiem o godzinie 22.00 dnia 20.VII.1964 r. udałem się do Budapesztu- zamiast do Pinechely- gdyż postanowiłem uciekać za granicę. Do Budapesztu odległego od Pecs o około 200-220 kilometrów przybyłem w godzinach rannych dn. 21 lipca 1964 r. Wyjaśniam, że decydując się na ucieczkę za granicę i wsiadając w Pecs do pociągu idącego do Budapesztu nie miałem jeszcze sprecyzowanego zdania, dokąd mam uciekać, do jakiego państwa. Zarys takiego planu i trasy ucieczki powstał u mnie dopiero w czasie podróży do Budapesztu, i tak: biorąc pod uwagę, że granica węgiersko-austriacka jest bardzo strzeżona i ze tą drogą nie będę mógł przedostać się do państw zachodnich postanowiłem przedostać się do Czechosłowacji, z tego państwa do Polski i z kolei poprzez Niemiecką Republiką Demokratyczną do Niemieckiej Republiki Federalnej, aby tam uzyskać azyl i możliwość przyjęcia do jakiegoś zakonu, dla mnie jeszcze nieokreślonego.

            Na tym przesłuchanie o godz. 16.00 zakończono. Protokół niniejszy po odczytaniu mi jako zgodny z treścią mych wyjaśnień podpisuję.

Do ochrony agentów się już przyzwyczailiśmy, ale do ochrony pedofili??