Ksiądz Stefan Wysocki- analiza przypadku kandydata

Wielokrotnie w mediach podawano o sposobie obrony obwinionego o współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa „na prześladowanego” lub „na kandydata”, czyli „oni chcieli”, ale on się nie dał. W tej sprawie chciałbym oznajmić, że Instrukcja operacyjna SB również „kandydata” traktuje jako osobowe źródło informacji. Poniższe dokumenty stanowią tego najlepszy przykład. Ja do teczki ks. Wysockiego trafiłem poprzez fragment donosu w teczce księdza figuranta SOR. Formalnie ks. Wysocki nie był tw, ale materialny dowód współpracy (że podam za sądem) jak najbardziej.

Z nekrologów ks. Wysockiego zrozumiałem, że także walczył w Armii Krajowej. Po lekturze teczki przyznaję, że w PRL dobrze ten fakt zamaskował. W teczce doliczyłem się 13 rozmów Księdza z SB. Czy sądzą Państwo, że to represje??

– k. 9 Charakterystyka p.o. administratora parafii Wesoła ks. Stefana Wysockiego, Otwock 5.05.1972 r., Tajne

Ks. Stefan WYSOCKI /…/

            Przed 1939 r. w okresie okupacji i po wyzwoleniu działalności politycznej nie prowadził, nie należał również do organizacji polityczno-społecznych. Do 1949 r. był na utrzymaniu rodziców, po czym wstąpił do Seminarium Duchownego w Warszawie. Po ukończeniu Seminarium w latach 1954- 1957 pracował w parafii Sochaczew na stanowisku wikariusza. Od 1957 r. do stycznia 1972 r. przebywał w W-wie, gdzie pracował w różnych parafiach na stanowisku wikariusza, zajmując się głównie pracą wśród młodzieży akademickiej.

            Od 1967 r. prowadził Ośrodek duszpasterstwa akademickiego przy parafii Nawrócenia św. Pawła na ul. Grochowskiej 194/196. Pracował wyłącznie z młodzieżą akademicką zam. w Domu Akademickim na ul. Kickiego, a także przebywającą przy rodzicach w ilości ok. 150 osób. Młodzież podzielona była na 30-osobowe zespoły, z którymi duszpasterz spotykał się raz w tygodniu na konwersatoriach prowadzonych kolejno przez bardziej dojrzałą i wyrobioną młodzież. Prócz pracy ideowo-wychowawczej ks. Wysocki organizował dla tej młodzieży spotkania z biskupem z tytułu „opłatka”, organizował koncerty muzyki i śpiewu nowoczesnego w wykonaniu znanego na Śląsku ks. Sierki oraz systematycznie dla wyróżniających się osób organizował obozy letnie i zimowe, których koszt pokrywał z funduszu przeznaczonego na ten cel przez bpa Modzelewskiego.

            Rok rocznie udaje się w sierpniu z grupą młodzieży na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy. Ks. Wysocki miał specjalne pełnomocnictwa kard. Wyszyńskiego do pracy jako duszpasterz akademicki.

            Przebywając w parafii Nawrócenia Pawła miał konflikt z byłym proboszczem ks. Czapskim, który niezbyt pochlebnie wyrażał się o wikariuszach stojących w opozycji względem niego.

W dn. 16.VI.1968 r. ks. Wysocki wygłosił kilka kazań, w których jednoznacznie mówił na temat brutalnych rządów występujących w kościele. Były to aluzje do proboszcza parafii i przyczyniały się do zaostrzenia konfliktu. W tej sprawie wikariusz był u kardynała Wyszyńskiego ujawniając panujące w parafii stosunki.

            Biorąc udział w pielgrzymce pieszej do Częstochowy otrzymał od kardynała Wyszyńskiego polecenie, by roztoczył opiekę nad młodzieżą akademicką biorącą udział w pielgrzymce.

W 1971 r. zorganizował młodzieżową grupę, która została wykorzystana do remontu kościoła parafialnego w Magdalence pow. Piaseczno, zatrudnieni byli tam około 1 tygodnia. W okresie 5.X.71 r. do 4.XI.71 r. przebywał we Włoszech, gdzie brał udział w uroczystościach beatyfikacyjnych O. Kolbe. W tym czasie brał też udział w kilkudniowej pielgrzymce do Izraela, która była zorganizowana przez zakon Franciszkanów. Ks. Wysocki w styczniu 1971 r. był podejrzany o kolportaż bliżej nieznanej plotki wśród pracowników „Delikatesów” na Nowym Świecie. W związku z tym została przeprowadzona rozmowa, w czasie której wyjaśnił, że jest ona kolportowana przez czynniki państwowe w celu rozładowania niebezpiecznej atmosfery w społeczeństwie powstałej w wyniku wydarzeń na Wybrzeżu.

W styczniu 1972 r. ks. Wysocki skierowany został przez Kurię na administratora parafii Wesoła dek. Rembertów. Zaraz po przybyciu zorganizował kulig dla studentów z W-wy. Przystąpił do remontu plebanii bez zezwolenia. Do parafii sprowadził zakon żeński w liczbie trzy osoby. Zabiega o zezwolenie na wykończenie rozpoczętej budowy przez b. proboszcza ks. Rutkowskiego /domu mieszkalnego z przeznaczeniem dla sióstr zakonnych/. Podczas kazań i w rozmowach indywidualnych krytykuje b. proboszcza za rzekomo bardzo zaniedbaną pracę duszpasterską w parafii. Ks. Karolak v-ce dziekan wypowiedział się, że Wysocki jest pochodzenia semickiego. Dziekan ks. Urcus obawia się ks. Wysockiego stwierdzając, że od niego należy się uczyć.

Księża dekanatu rembertowskiego wszyscy są zgodni co do tego, że ks. Wysocki przysłany został do parafii Wesoła, by pokazać nowy styl pracy. Wysocki jest człowiekiem bardzo przebiegłym, unika kontaktów z księżmi. Utrzymywać ma bezpośredni kontakt z kardynałem Wyszyńskim, którego jest pupilem.

Ks. Wysocki aktualnie prowadzi rozeznanie w parafii pod kątem zorganizowania młodzieży studenckiej. Posiada bardzo dobre warunki lokalowe, dużą plebanię i dużą, urządzoną świetlicę.

Wyk. 2 egz.     

Egz. Nr 1 – Wydz. IV

Egz. Nr 2 – TEO

                                                                                  Insp. Oper. SB w Otwocku

                                                                                              por. M. Kaniewski

[dopisek- W dniach 6-7.V.72 r. brał udział w zjeździe duszp. Akademickiego w Częstochowie, opiekował się grupą młodzieży akademickiej z Wwy.]  

– k. 84 Notatka służbowa z rozmowy sondażowo-rozpoznawczej przeprowadzonej z p.o. administratora parafii Wesoła ks. Stefanem Wysockim, Warszawa 15.01.1973 r., Tajne, Egz. poj.

            W dniu 13 stycznia br. przeprowadziłem rozmowę z ks. Wysockim, który w najbliższych dniach ma być przez Wydział Wyznań zatwierdzony na proboszcza parafii Wesoła.

            Ks. Wysocki, któremu przedstawiłem się jako funkcjonariusz wojew. Służby Bezpieczeństwa, przyjął mnie w kancelarii parafialnej, a następnie zaprosił do jadalni, gdzie podjął kawą i ciastkami.

            W serdecznej i swobodnej rozmowie poruszyliśmy szereg tematów dot. życia parafialnego i osoby rozmówcy. Na interesujące mnie zagadnienia ks. Wysocki udzielił następujących wyjaśnień:

W parafii Wesoła przebywa od stycznia 1972 r., został tutaj skierowany przez Kurię, aby uzdrowić stosunki między parafianami a „księżmi” po incydencie, jaki zaistniał z poprzednim proboszczem ks. Rutkowskim, którego parafianie wyrzucili na skutek antagonizmów wynikłych z winy tylko i wyłącznie poprzednika. Rozmówca nie chciał wyjaśniać podstaw konfliktu, gdyż, jak nadmienił, nie jest na tyle zorientowany, aby móc oceniać sytuację z tamtego okresu. Sytuacja konfliktowa narastała z biegiem lat, wyniknęła na skutek traktowania przez ks. Rutkowskiego wiernych i współpracujących z nim wikariuszy i zakonnic.

W 1967 r. ks. Rutkowski w porozumieniu z kurią sprowadził do pomocy na parafii zakonnice, których zadaniem było prowadzenie działalności wyłącznie porządkowej w kościele i pracy w prowadzeniu gospodarstwa. Ks. Rutkowski popadł z nimi w konflikt i wyrzucił z parafii, nastąpił bałagan, nie miał kto sprzątać w kościele, jak również stracono więź z parafianami, która podtrzymywały zakonnice. Parafianie domagali się czystości w kościele i wokół niego, ks. Rutkowski nie umiał z tego wybrnąć. Już w 1965 r. bp Modzelewski nakłaniał ks. Rutkowskiego, aby złożył podanie o przejście na inną placówkę, lecz Rutkowski nie usłuchał dobrych rad. Finał znany wszystkim, ks. Rutkowski zmuszony przez parafian opuścił parafię Wesoła i zamieszkał na terenie Warszawy. Otrzymał mieszkanie, jednak w dalszym ciągu nie wyprowadza się z plebanii, blokuje cztery pokoje, przechowując w nich meble. Rozmówca nadmienił, że nie ma sposobu na wyprowadzenie ks. Rutkowskiego, kuria chce załatwić sprawę kulturalnie, bez egzekucji, oczekuje na dobrą wolę ze strony Rutkowskiego. Parafianie kilkakrotnie usiłowali samowolnie „spakować” rzeczy ks. Rutkowskiego i wywieźć mu do Warszawy, lecz rozmówca hamował ich zapędy, chcąc rozwiązać sprawę spokojnie. Sam mieszka w kancelarii parafialnej, gdyż nie ma pomieszczenia dla siebie, zwracał się pismem do kurii o spowodowanie rozwiązania sytuacji i zmuszenia ks. Rutkowskiego do wyprowadzenia, otrzymał pisemną odpowiedź, że ks. Rutkowski nie wyraża zgody na opuszczenie mieszkania w Wesołej. Upór ks. Rutkowskiego w omawianej kwestii podyktowany jest tym, że on uzurpował sobie prawo do prywatnej własności plebanii twierdząc, że ją budował i jako prawnik z wykształcenia ocenił, iż następcy powinni od niego zakupić budynek plebanii.

Ks. Rutkowski aktualnie nie zajmuje się pracą duszpasterską, kuria proponowała mu parafię, lecz nie wyraził zgody, chce pracować społecznie w „Caritasie”. Otrzymał dość wysoką rentę i nie chce zajmować się pracą duszpasterską.

            Omawiając sprawę przeprowadzenia remontów na terenie plebanii bez zgody władz rozmówca wyjaśnił, iż w sprawie zezwolenia na adaptację pomieszczenia z przeznaczeniem na WC i łazienkę otrzymał odpowiedź ustną, że tak drobne prace może sam wykonać nie zwracając się pismem. Dopiero gdy zwrócił się z podaniem o przydział rur kanalizacyjnych, narobiło się wiele szumu, przyjechał architekt powiatowy z pretensjami, że bez zezwolenia dokonuje remontu plebanii. Poza tym plebania nie posiada pralni ani suszarni, a przecież prać trzeba i w tym celu zamierzał zrobić ze strychu suszarnię. Prace wstrzymał na skutek interwencji władz i oczekuje na zezwolenie. Dokonał również zabezpieczenia budynków gospodarczych, wstawiając okna i drzwi, dodatkowo pokrył dachówką kościół zabezpieczając przed zaciekami. Nie może rozpocząć remontu dachu plebanii, gdyż blokujące pomieszczenia mieszkalne przez ks. Rutkowskiego utrudniają prace remontowe. Wokół kościoła, jak nadmienił, jest sporo do wykonania, potrzeba skończyć ogrodzenie, na co musi uzyskać zezwolenie władz, gdyż nie otrzyma przydziału płyt betonowych.

Dalej rozmówca wyjaśnił, że wszelkie próby uzyskania zezwoleń na prowadzenie remontów rozpocznie po zatwierdzeniu go przez władze świeckie na stanowisko proboszcza. Przyznałem rację rozmówcy twierdząc, że w tej chwili nie jest ta sprawa uregulowana i nie może podejmować samowolnie żadnych prac remontowych.

            Następnie poruszono temat obsady kadrowej w parafii, ks. Wysocki wyjaśnił, że posiada do pomocy dwóch wikariuszy, jeden zamieszkuje w plebanii, drugi dojeżdża. Poza tym sprowadził, ponawiając umowę kurii ze zgromadzeniem zakonnym w Raciborzu, dwie zakonnice, które wykorzystuje do prac porządkowych przy kościele. Do katechizacji nie wykorzystuje zakonnic, gdyż są do tego wikariusze, a poza tym za niski poziom reprezentują  zakonnice. Nie zamierza rozszerzyć stanu … zakonnic, gdyż nie ma takiej potrzeby, pozostaną jak dotychczas dwie.

            Rady parafialnej nie powoływał i nie zamierza w najbliższym czasie powołać, jeżeli potrzebuje jakieś pomocy fachowej, wie do kogo należy się zwrócić i sam rozstrzyga wszelkie sprawy. Czynnikiem wpływającym na to, że rady nie powołuje, jest sytuacja w parafii, nie chce ponownych zadrażnień między członkami nowej rady a starą kadrą. Spotkał się kilkakrotnie z uwagami ze strony wiernych, iż wszyscy księża są jednakowi i oceniają ich na podstawie ks. Rutkowskiego, który dobrze dał się im we znaki. Rozmówca próbuje wyjaśniać te sprawy i nawet ze skutkiem, broni poprzednika tłumacząc go podeszłym wiekiem.

            Bp Miziołek podczas pobytu w Wesołej w październiku ub. roku podkreślił w przemówieniu zasługi ks. Rutkowskiego, jednak z uwagi na niedawny konflikt z parafianami nie mógł zbyt wiele o nim powiedzieć. Rozmówca nie mówił w ogóle o poprzedniku, gdyż był w trudnej sytuacji, księża z dekanatu mieli do niego pretensję, że nie podkreślił zasług poprzednika.

            Omawiając działalność ks. Wysockiego na odcinku młodzieżowym wspomniałem o zjeździe młodzieży, jaki zorganizowano w Wesołej 1.X.72 r. Rozmówca wyjaśnił, że nie on był organizatorem tego „nieudanego” zjazdu młodzieży, a zasługi te winien przypisać sobie ks. Urcus- dziekan, którego konikiem są zjazdy młodzieżowe. Jego parafię wybrano ze względu na teren, położona w lesie, zjazd miał na celu modlitwy przed nowym rokiem szkolnym. Zdaniem rozmówcy, jeżeli tego rodzaju zjazdy mają być nieudane, to lepiej ich w ogóle nie organizować. Nie przewidziano zasadniczej sprawy tj. odpowiedniej pory roku, spowodowało to małą frekwencję, jak również nie dopięto strony organizacyjnej. Zjazdy tego rodzaju w ramach dekanatu będą organizowane co rok, czy w tym roku również wybiorą jego teren, tego nie [wie], ale przypuszcza, że na najbliższym zebraniu dekanalnym sprawa ta zostanie omówiona. Przekonywał mnie, że nie on był organizatorem, gdyż jego specjalność to akademicy, a nie młodzież licealna, [a] taka uczestniczyła w zjeździe październikowym. Na odcinku młodzieżowym nie widzi perspektyw pracy w Wesołej, młodzież z tego terenu szuka rozrywek w Warszawie i tam je znajdują. Poza tym, jak twierdzi, jest dużo pracy na innych odcinkach w parafii, tak że nie będzie mógł wiele czasu poświęcać na sprawy młodzieżowe. Nadmienił, że duszpasterz akademicki i młodzieżowy musi wyłącznie poświęcić się pracy z młodzieżą i wówczas ma wyniki, natomiast przy innych obowiązkach praca ta kuleje. Dotychczas nie zorganizował młodzieży przy kościele w Wesołej, stracił również ścisłą więź ze studentami, ocenia, że praca z młodzieżą nie jest sprawą łatwą, wymaga dużego poświęcenia kosztem swojego czasu.

            W dalszej rozmowie ks. Wysocki poruszył sprawę zatwierdzenia go na proboszcza przez Wydział Wyznań nadmieniając, że był kilka razy w Wydziale Wyznań, rozmawiał z panem Budzyńskim, który zalecił mu utrzymywanie kontaktów z miejscowymi władzami. Rozmówca stwierdził, że utrzymuje kontakty, rozmawiał z Przew. Pow. RN w Otwocku, ale chyba nie wymagają od niego, aby zamieszkał w Otwocku. Kontaktów nie unika, odwiedził miejscowy Post. MO, zapoznał Przew. PMRN w Wesołej, stara się być lojalnym.

            W czasie trwającej rozmowy do jadalni wszedł wikariusz, ks. Wysocki głośnym tonem powiedział, że chciałby, abym obejrzał teren. Wówczas wyszliśmy z plebanii, ks. Wysocki oprowadził mnie po posesji pokazując prace, jakie wykonał i co planuje. W czasie spaceru uzgodniliśmy, że nasz kontakt podtrzymamy, prosił, aby odwiedzić go w lutym, w godzinach rannych, terminu nie uzgadniałem. Na tym w zasadzie rozmowę zakończyliśmy.

WNIOSKI: Z pierwszej rozmowy wywnioskowałem, ze ks. Wysocki starał się wywrzeć jak najlepsze wrażenie, w rozmowie był wylewny, choć niezupełnie szczery w kwestii spraw młodzieżowych. Na propozycję utrzymywania kontaktów ze mną wyraził zgodę. Oceniam go jako człowieka inteligentnego, fanatykiem religijnym nie jest, czuje się pewny na swoim stanowisku twierdząc, że kuria i tak o nim nie zapomni, jeżeli by nie został zatwierdzony na proboszcza. Uważam, że podtrzymywanie kontaktu z w/w może przynieść korzyści operacyjne z uwagi na jego funkcję w Komisji Duszpasterstwa Akademickiego. Ze względu na charakter rozmowy /rozpoznawczy/ nie poruszałem zagadnień związanych z jego pracą w duszpasterstwie akademickim.

PRZEDSIĘWZIĘCIA: ks. Wysockiego zarejestrować w Wydziale „C” jako kandydata na TW.

                                                                       Insp. Wydz. IV

                                                                       Por. Z. KORONOWICZ       

– k. 108 Notatka służbowa ze spotkania z kandydatem na tw ps. „Akademik” odbytego 22.01.1974 r., Warszawa 24.01.1974 r., Tajne, Egz. Nr 1

            Kandydat oczekiwał mnie w kancelarii parafialnej, na wstępie oznajmił, ze posiadanie przez niego telefonu pozwoliło nam na wcześniejsze uzgodnienie spotkania bez narażanie mnie na niepowodzenie przy składaniu wizyt bez zapowiedzenia.

            We wstępnej fazie rozmowy omówiliśmy sprawy dot. wewnętrznej kraju omawiane na ostatniej sesji Sejmu. Rozmowa miała charakter luźnej wymiany zdań, bez wdawania się w szczegóły. Następnie „Akademik” przerwał tok dyskusji nadmieniając, że to był wstęp, ale moja wizyta, poza ogólnymi sprawami i czysto gościnnymi odwiedzinami, niewątpliwie ma cel. Oznajmiłem, iż faktycznie chciałem wyjaśnić niektóre problemy dot. jego spraw osobistych związanych z tematyką, jaką omawialiśmy ostatnio. Dodałem, że nurtujący go problem założenia telefonu wreszcie został załatwiony, niewątpliwe ułatwi to nasze kontakty. „Akademik” odrzekł, iż jest zadowolony z kontaktu ze światem, lecz jeszcze są sprawy, które stały się kością niezgody między nami. Wyjaśniając dodał, że w dalszym ciągu wstrzymywana jest sprawa zezwolenia na kontynuowanie prac adaptacyjnych strychy na plebanii oraz na ogrodzenie terenu. Ogrodzenie jest konieczne z uwagi na ochronę dobytku przed kradzieżami. Kontynuując „Akademik” poinformował, iż otrzymał pismo z Urzędu Powiatowego w Otwocku informujące go o przekazaniu sprawy w/g kompetencji do Wojewódzkiego urzędu. „Akademik” wykazał swoje oburzenie wyjaśniając, że takie postępowanie z jego osobą jest niepoważne albo terenowe władze w Otwocku nie mają w tej sprawie nic do powiedzenia albo umyślnie traktuje się go jak „durnia”. Najpierw sprawa była w Warszawie i pozytywna decyzja przesłana do Otwocka, obecnie, jak piłeczka pingpongowa, z powrotem do Warszawy. Kilkakrotnie był w Wydziale d/s Wyznań i upominał się o załatwienie sprawy, jednak dostał policzek od kanclerza Olszewskiego, który zwrócił mu uwagę, aby nie naprzykrzał się w Wydziale Wyznań, bo i tak nic nie załatwi. Olszewski dał do zrozumienia, żeby nie płaszczył się przed władzami. W tej sytuacji postanowił czekać aż pomyślny wiatr zawieje. Jest zniechęcony- powiedział- warunkami i trudnościami, na jakie napotyka w miejscu pracy, chętnie by stąd odszedł.

            Znając decyzję zespołu powiatowego z Otwocka w sprawie adaptacji strychu /wydać zezwolenie pod warunkiem, że zwróci się za pośrednictwem kurii/ podpowiedziałem rozmówcy, aby zwrócił się do kurii w przedmiotowej sprawie, wówczas kuria wystąpi oficjalnie do władz. „Akademik” oświadczył, dziwne zajmuję stanowisko w jego sprawie, skoro na początku p. Budzyński z Wydziału Wyznań proponował mu ominięcie kurii dla przyspieszenia biegu sprawy. Proszę zdawać sobie sprawę- powiedział rozmówca- iż po uwadze, jaką otrzymałem od Olszewskiego, nie będę miał śmiałości wystąpić o interwencję, czyżby ze mnie starano się kpić- kontynuował. A nawet gdybym nie zważał na swoją godność i postawił się w oczach kurii jako głupi naiwniak, to i tak sprawa byłaby załatwiana od początku, od początku dokumentacja i cały proces, który został już załatwiony poza kurią. Mogę w tej chwili- powiedział- dać panu pisemne zapewnienie, że na inny cel jak gospodarczy, nie wykorzystam adaptowanego strychu, klasztoru tutaj nie założę na pewno.

Wyjaśniłem, iż mam do niego na tyle zaufania, że nie musi składać pisemnych oświadczeń, jestem przekonany, że jest w rozmowie szczery i darzy mnie zaufaniem. Rozmówca oświadczył, że w poprzednich rozmowach starałem się wybadać, jakie on ma rzeczywiście plany co do przeznaczenia pomieszczeń na strychu plebanii. Byłem i jestem przekonany- nadmienił- że moja rola jest koordynowana z władzami, bo po moim ostatnim odejściu przyszedł architekt i dokonywał wizji lokalnej. Wyprowadziłem rozmówcę z błędu tłumacząc, że gdyby tak było, to po co w jednym dniu z różnych instytucji odwiedzaliby go w celu badania poddasza. To był zbieg okoliczności, a poza tym fakt zainteresowania mojego wypływał z czystej ciekawości i dla samego siebie chciałem wyciągnąć wnioski i określić przypuszczalny powód wstrzymywania zezwolenia. Moja rola- oświadczyłem- jest inna, chcę mu pomóc, bo darzę go sympatią, przyszedł na placówkę trudną i bez doświadczenia w pracy na samodzielnym stanowisku. Wierzył, że wszystko odbywać się będzie bez przeciwności, że realizował będzie swoje plany bez przeszkód. „Akademik” ustosunkowując się do mojej pomocy zaznaczył, że na pewno nie wypływa ona z czystej sympatii i nie jest ona bezinteresowna. Wyjaśniłem, że byłbym nieszczery, gdybym powiedział, że jest inaczej, ale żyjąc sam, mało może zrealizować, odcinając się ode mnie zrobi błąd, dlatego lepiej będzie- powiedziałem- jeżeli mi zaufa i każdą sprawę będzie uzgadniał ze mną.

Rozmówca odpowiedział, czy można mieć do władz zaufanie, skoro tak traktuje się człowieka w sutannie, uważanego za wroga ideologicznego, choć oceny- zaznaczył- mogą być mylne, jeżeli chodzi o niego, jestem synem robotnika, żyję w państwie demokratycznym.

Kontynuując dialog wyjaśniłem, [że] sprawa wygląda inaczej, nie wszyscy tak uważają, przynajmniej hierarchia jest innego zdania, a z tego tytułu księża realizując politykę episkopatu narażają się władzom terenowym. Łatwiej będzie- powiedziałem- jeżeli będzie przestrzegane prawo i istniejący porządek, wychodzę z założenia, że kto jest przeciwko nam, ten napotykać będzie na trudności, bo nie można pomagać ludziom nam obcym. „Akademik” zaznaczył, lojalnością swoją nic nie zyskał, chce przestrzegać prawa i przepisów, pokornie czeka na decyzje, zdaje sobie sprawę, że walką nic nie wskóra. Dodał, że co do jego lojalności chyba nie mam żadnych wątpliwości? Nie mam, odpowiedziałem i dlatego będę robił wszystko co w mojej mocy, by pomóc mu w rozwiązaniu problemu. Niemniej jednak- chcąc w jakiś sposób wytłumaczyć taktykę władz w jego sprawie- wyjaśniłem, że w/g mojego przypuszczenia nie wygląda to na dokuczanie, ale z chwilą objęcia placówki nie był zorientowany o sposobie załatwiania spraw związanych z inwestycjami i samowolnie rozpoczął prace przy adaptacji strychu, czyli popełnił czyn niezgodny z prawem, a więc stwierdzić można, że został łagodnie potraktowany za wykroczenie poprzez wstrzymywanie odblokowania remontu. Rozmówca dodał, coś za długo ta kara trwa, ale powinni mi powiedzieć wprost „zostałeś ukarany”, chętnie bym przyjął karę mandatu i zakaz wybudowania ogrodzenia wokół plebanii. Zauważyłem, że ta argumentacja trafiła do rozmówcy, nieco zmienił ton, prosił tylko, aby zwolnić go ze zwracania się z tą sprawą do kurii, gdyż nie chce tam tracić szacunku.

            W dalszej rozmowie starałem się wyrobić u „Akademika” przekonanie, iż moja rola nie polega na wyszukiwaniu u niego błędów w postępowaniu, hamowaniu jego działalności, chcąc tym samym wyrobić u niego pozytywny stosunek do Sł. Bezp. Poruszyłem sprawy jego działalności na odcinku młodzieżowym w duszpasterstwie akademickim. Wyjaśniałem, że moje pytania i sondaż nt. pracy z młodzieżą, prowadzoną przez niego, nie miały na celu robienia mu uwag, że zbyt gorliwie zajmuje się tymi zagadnieniami, ale starałem się zorientować, czy robi to zgodnie z ustawą o zgromadzeniach, czy zwraca się o zezwolenie do władz na zorganizowanie obozów itp. Zdaję sobie sprawę- wyjaśniłem- że on pracując przez kilka lat z młodzieżą, pracy się takiej nie wyzbędzie, nikt nie ma o to pretensji. Rozmówca wtrącił, przecież w KSMO zastrzeżono mi, abym nie uczestniczył w pielgrzymce z grupą akademicką. Zapytałem, czy po tym zastrzeżeniu nigdy już nie uczestniczył w pielgrzymce, wyjaśnił- tak uczestniczyłem. Rozmówca dodał, że obecnie wiek i kłopoty nie pozwalają mu na intensywną pracę z młodzieżą, odcinek jest ciekawy.

            Pozostając przy problemie duszpasterstwa akademickiego, wykazałem rozmówcy szkodliwą działalność na tym odcinku ze strony ks. Kornasa z Siedlec. „Akademik” wyjaśnił, iż Kornas to indywidualność, nie jest lubiany przez księży, a nawet w kurii siedleckiej za stosowane metody pracy, chętnie pozbyliby się takiego człowieka, ale wówczas byłby stracony jako ksiądz. Kornas ma specyficzny sposób pracy z młodzieżą, były komentarze wśród akademików, że nie lubią go za zbyt otwartą wrogość. Diecezja siedlecka- zaznaczył rozmówca- różni się od warszawskiej pod względem aktywności religijnej społeczności podlaskiej. Tam jest 90% ludzi wierzących i oddanych kościołowi, praca duchownych jest tam łatwa i owocna. Kornas, z tego co wie „Akademik”, nie jest groźny dla nas, gdyby przyszedł inny i stosował utajone formy pracy przy kształtowaniu postaw przyszłej kadry nauczycielskiej, o wiele więcej kłopotów by uczynił dla władz. Kościół nie zrezygnuje- oświadczył „Akademik”- w prowadzeniu odpowiedniej pracy wśród kadry, która będzie kształtować postawy światopoglądowe, dlatego tak rozwijana jest działalność Kornasa. Działa on nie tylko w Siedlcach, ale i w Warszawie przy kościele św. Anny.

Na zakończenie „Akademik” stwierdził, Kornas prowadzi działalność wymierzoną przeciwko ideologii materialistycznej i przyznał, ze nam wyrządza on szkodę w kształtowaniu światopoglądu studentów. Naśladowców Kornasa- dodał- na pewno nie macie, to jest indywidualność.

            Dalej „Akademik” poruszył temat ideowości wśród młodzieży, oznajmił, iż zanikł w ogóle duch pracy społecznej, popełniono wiele błędów na tym odcinku płacąc za pracę społeczną. Brak jest idei, dla której młodzież miałaby zryw. Wiele się teraz na tym odcinku robi, ale długo czasu upłynie, by doszło do aktywności społecznej na przykładzie b. ZMP. Dzisiaj młodzież chce się bawić, jeździć samochodami, narkotyzuje się, nie żyje żadnymi ideami. Bardzo dobrze się stało- oświadczył rozmówca- że Państwo ograniczyło hulanki młodzieńców poprzez podwyżkę cen na benzynę. Przestaną się bawić i brawurowo jeździć samochodami tatusiów. Przyzwyczaili się do bezdusznego życia. Po podwyżce cen na benzynę samochód będzie służył dla pracy, a nie, jak dotąd, dla przyjemności. Kontynuując temat regulacji cen poinformował, że księża akceptują taką regulację, natomiast społeczeństwo spodziewa się jeszcze innych nieoficjalnych podwyżek na artykuły pochodne tj. chemiczne. Nie powstrzyma to jednak ograniczenia spożywania alkoholu, zwiększy budżet państwa a zmniejszy stopę życiową w rodzinach alkoholików. Tylko prohibicja rozwiąże sprawę alkoholizmu, na taką koncepcję jednak państwo nie pójdzie.

            Następnie rozmówca pozytywnie ocenił artykuły w prasie mówiące o rodzinie i hasła podtrzymujące jedność w tej rodzinie. Wskazał, że treści z tych artykułów można wykorzystać do kazań jako ewangelia. Państwo dostrzegło w porę ujemne zjawisko, jakie coraz bardziej występowało na tym odcinku tj. brak miłości w rodzinie i tutaj są zgodne teorie Kościoła i Państwa. Zaznaczył, że jest wiele wspólnych celów np. z młodzieżą, kształtowanie idei to jest problem nadrzędny, mimo rozbieżności na tym odcinku należy tylko przyklasnąć, że dostrzeżono ten problem.

            Przy końcu rozmowy kandydat wrócił do sprawy zezwolenia i prosił o wstawiennictwo w jego sprawie. Zaznaczyłem, że zrobię wszystko, by udzielić mu pomocy, uzgodniliśmy spotkanie za dwa tygodnie.

UWAGI: Z „Akademikiem” prowadziłem dialog ok. 2 godzin, był gościnny zorganizował poczęstunek kawą i ciastem. Przy końcu spotkania odprowadził mnie poza teren plebanii, co czynił na początku naszej znajomości, lecz później zaniechał tej formy.

Proponuję, by sprawę zezwolenia na adaptację strychu oraz ogrodzenia terenu plebanii zawnioskować pozytywnie. Sprawa ta ciągnie się już od dwóch lat, a „Akademik” dał dowód, że stara się przestrzegać obowiązujące przepisy budowlane i nie podjął samowolnych działań. Przedłużanie takiego stanu rzeczy może doprowadzić do zmiany metod działania „Akademika” i nie będzie się liczył z decyzjami władz. Nie widzę celowości, by nadal hamować inicjatywy „Akademika” w tym zakresie, gdyż nie jest ona szkodliwa, załatwienie tego problemu ułatwi mi tylko proces zbliżenia kandydata.

PRZEDSIĘWZIĘCIE:

– dane o komentarzach w sprawie regulacji cen wykorzystać do informacji

– ocenę ks. Kornasa przekazać grupie siedleckiej

– zwrócić się do kierownictwa Wydziału o pomoc w rozwiązaniu problemu kandydata na TW ps. „Akademik”

2 egz. 

t. kandydata                                                  por. Zb. KORONOWICZ

wyciągi

/…/

– k. 130 Notatka służbowa ze spotkania odbytego 16.10.1974 r. z kandydatem na tw ps. „Akademik”, Warszawa 18.10.1974 r., Tajne, Egz. poj.

I UZYSKANE INFORMACJE

– Ks. DZIEDZIC odszedł z parafii Wesoła na własną prośbę, zabiegał w kurii o przeniesienie motywując chęcią rehabilitacji. Wyszedł bowiem z założenia, iż ponosi winę za wytworzoną sytuację w Mogielnicy, a w Wesołej nie bardzo widział możliwości zrehabilitowania się. Kuria przychyliła się do jego prośby i dokonała wymiany wikariuszy [w] Jaktorowie i Wesołej. „AKADEMIK” określił go jako rzutkiego w pracy, cechuje go zapał i oddanie, taki dał się poznać w czasie krótkiego pobytu w Wesołej. Widocznie, zdaniem „AKADEMIKA”, chciał zdementować opinie ks. ŚMIAŁKA.

– Ks. GABLER w Wesołej przebywał przez okres jednego roku. Jeszcze przebywając w Wesołej ubiegał się [o] wyjazd czasowy do Anglii celem poznania języka. Jedyna sprawa, która go pociąga, to logika, a ponieważ wszelkie materiały źródłowe z tej dziedziny opracowane są w języku angielskim, stąd jego wyjazd. Z wypowiedzi jego wynikało, iż ma zamiar podjąć studia w kraju, ewentualnie na terenie Szwajcarii, w Szwajcarii bowiem dziedzina logiki jest dobrze rozwinięta. GABLER jest dobrym organizatorem, chociaż nie miał wielkiego zapału do pracy z młodzieżą, zaniedbywał katechizację. Ogólnie oceniany jest dobrze i ma przed sobą przyszłość.

– W czasie trwania „sacrosongu” w Warszawie, w kościele św. Anny ukazały się napisy tego typu jak „Precz z klerem” itp. Księża organizatorzy początkowo przypuszczali, iż jest to działalność inspirowana przez władze. Jednak z chwilą, kiedy problemem tym zajęła się ambasada chińska w Warszawie i zaczęli fotografować te napisy, wkroczyła milicja i natychmiast zaprzestano malowania haseł. W końcu doszli do wniosku, iż napisy były dokonywane przez św. Jehowy, musiała to być zorganizowana grupa, jedni wykonywali, drudzy pozostawali w obstawie. „AKADEMIK” przyznał, iż zabezpieczenie ze strony MO było właściwe i dodał, że jeżeli MO chce, potrafi pomóc kościołowi.

– W sprawie zarządzenia znoszącego dzień wolny dla wikariuszy „AKADEMIK” wyraził pogląd, iż Prymas nie wniósł nic nowego, nie było poprzednio zarządzenia, które przyznawałoby tego rodzaju wolne dni dla wikariuszy, tylko praktyka wprowadziła to w życie. Występując z pozycji proboszcza „AKADEMIK” stwierdził, iż u niego wikariusz nadal będzie dysponował wolnym czasem, jeżeli tylko potrafi tak sobie zorganizować zajęcia, aby nie ucierpiała katechizacja. Prymas wyszedł z założenia, iż księża nieodpowiedzialni dzień wolny wykorzystywali do zajęć nie licujących ze stanem duchownym, następnego dnia „skacowani” nie podejmowali należytej pracy.

            Z drugiej strony władze świeckie w zamian za wolne soboty nakazują odpracowanie w swoich zakładach pracy, co też jest podyktowane wydajnością, aby nie ucierpiała z tego tytułu gospodarka. Owszem, i w kościele, jeżeli praca wikariuszy będzie wydajna i intensywna, wówczas będą dni wolne od pracy. Inna sprawa, jaka zaważyła na podjęciu tej decyzji przez Prymasa, to zmiany w systemie nauczania w szkołach i nowy program, który przez wolne dni księży nie mógł być przystosowany do zajęć nauki religii. [dopisek na marginesie o wykorzystaniu informacji]

– „AKADEMIK” doszedł do wniosku, że do kościoła przenika moralność socjalistyczna, stosunek wikariuszy do własności proboszcza jest taki jak pracownika do majątku państwowego. Podał przykład, dość humorystyczny, iż wikariusz wskazał zakonnicom dwa szampony i oznajmił, ten jeden jest mój i proszę go nie ruszać, natomiast drugi należy do proboszcza, czyli jest parafialny i można z niego korzystać. W konkluzji „AKADEMIK” stwierdził, iż moralność socjalistyczna bierze górę, ponieważ własność społeczna jest bardzo eksponowana na rzecz prywatnej, co innego głosi kościół. Z przykładu tego wynika, iż korzystniejsze jest stosowanie moralności socjalistycznej, jeżeli nie traci na tym zainteresowana jednostka, jak to w przypadku wikariusza /mojego to nie rusz/.

II INFORMACJA

            Spotkanie z „AKADEMIKIEM” odbyłem w jego miejscu zamieszkania. Poprzedniego dnia uzgodniłem z nim godzinę 9-tą, jednak nie zastałem go, zakonnice oświadczyły, iż wyjechał. O godzinie 11-tej ponownie złożyłem wizytę „AKADEMIKOWI”, zastałem go, przeprosił, iż nie mógł być o uzgodnionej godzinie, ponieważ wyjechał do Warszawy i w drodze powrotnej samochód jego uległ uszkodzeniu. Po spożyciu przygotowanej dla mnie kawy w pokoju gościnnym, przeszliśmy do kancelarii parafialnej, gdzie kontynuowałem z nim rozmowę.

            Nie podjął dialogu na temat nawiązania kontaktów roboczych z Watykanem oznajmiając, iż historia wskaże, jak to będzie. Jego zdaniem, nigdy dwie odmienne teorie teizm i ateizm nie pójdą w parze. Wiadomo bowiem, że ateizm jest zaprzeczeniem teizmu, nawet współistnienie będzie walką ideologiczną. Kościół jest powszechny, powiedział, może być zlikwidowany w Polsce, w ZSRR i całym obozie socjalistycznym, ale będzie istniał. Poza tym dał mi wykład z teorii powstania świata z punktu widzenia teologicznego i dodał, że zarówno marksiści, jak i teolodzy stoją w martwym punkcie, badania trwają i kiedyś musi być powiedziana prawda. Podjął również temat „objawienia” jako jeden z atutów i argumentów kościoła.

            Uzgodniliśmy, iż w listopadzie ponownie go odwiedzę, przy pożegnaniu zaznaczyłem, iż sprawy filozoficzne sobie darujemy, zajmiemy się głównie zagadnieniami ziemskimi. „AKADEMIK”  stwierdził, jeżeli pan tak woli, to proszę bardzo, my i tak tego nie zgłębimy. Na tym w zasadzie zakończyłem rozmowę.

Wykonano w 1 egz.                                                    INSPEKTOR WYDZIAŁU IV

                                                                                  por. Zb. KORONOWICZ

– k. 142 Wniosek o złożenie w Archiwum Wydziału „C” KSMO teczki kandydata na tw ps. „Akademik” nr rej. 13812 dot. ks. Stefana Wysockiego, Warszawa 25.11.1981 r., Tajne spec. znaczenia, Egz. poj.

/…/ U z a s a d n i e n i e :

Wymieniony zarejestrowany został w charakterze kandydata na TW w dniu 24.01.1973  przez b. Wydział IV KWMO w Warszawie. W związku z reorganizacją w październiku 1975 roku przerejestrowano kandydata na konto Wydziału IV KSMO.

            Od stycznia 1973 roku do chwili obecnej z kandydatem odbyto 13 spotkań, podczas których materiałów o znaczeniu operacyjnym nie uzyskano.

            Prowadzony dialog z kandydatem miał na celu zbliżenie wymienionego, a następnie stopniowe wiązanie z organami Służby Bezpieczeństwa.

            Zamierzonego celu nie osiągnięto ze względu na wyjątkowo trudny charakter kandydata. Wykazywany fanatyzm oraz służalczość wobec Kurii i Episkopatu. Na spotkaniach starał się wykazywać sprzeczności zachodzące w teizmie i ateizmie oraz rolę kapłana w tym kontekście. Kontakt z pracownikiem traktował jako pewnego rodzaju sondaż na temat stosunków Państwo-Kościół. Zastrzegał się, że jego osobowość nie pozwala mu na zbliżenie się z organami SB dając do zrozumienia, że dalszy z nami kontakt mija się z celem.

            W tej sytuacji uważam, że prowadzony dialog z kandydatem należy przerwać, co nie wyklucza, że w dalszej perspektywie przy nadarzającej się okazji można będzie rozważyć podjęcie z nim rozmów.

W związku z powyższym teczkę opracowania kandydata „Akademik” nr 13812 złożyć w Archiwum Wydziału „C” KSMO w Warszawie.

                                                                                              St. insp. Wydziału IV

                                                                                              kpt. M. Kaniewski

Reklamy

Minister Andrzej Wójcik pilnie poszukiwany

Czytając wikipedię od początku (od „A”) trafiłem na biogram: „Andrzej Wójcik” ur. 1932 r., minister, dyplomata. Wybrałem się pod ostatni znany w IPN adres Ministra na warszawskim Żoliborzu i okazało się, że zakończenie PRL było dla niego tragiczne: wyprowadził się z willi i nie jest znane aktualne miejsce pobytu.

Ktokolwiek widział, ktokolwiek zna, proszę o informację, jak się z Ww. skontaktować!!

Paulin do rejestru pedofili

Opisywałem już Państwu niejednokrotnie, że przeszłość księży katolickich jest pod specjalna ochroną IPN na przykładzie publikacji warszawskich i krakowskich. Okazuje się, że chęć bycia niekontrowersyjnym dotknęła także pracownika UJ. Według moich poszukiwań nie ma on filiacji z IPN. Jednak szarpnął się opisać wycinek dziejów Kościoła w latach 60-tych i wynik opublikował w „Folia Historica Cracoviensia”. Kilka akapitów poświęcił paulinowi szukającemu w PRL azylu, a miał on dotarcie do najwyższych władz (kościelnych). Z ostrożności krakowski pracownik UJ (jakoś historyk mi przez klawiaturę nie przeszło) nie podał prawdziwych powodów „emigracji” paulina do PRL i ew. na Zachód. Nie wątpię, że teczkę z poniższym dokumentem pracownik UJ w rękach miał.

– k. 64 Protokół przesłuchania podejrzanego, Warszawa 14.08.1964 r. godz. 13.00

            Ja, Władysław Gajewski z polecenia Wiceprokuratora Marii Pancer z Prokuratury Wojewódzkiej dla m.st. Warszawy, przy udziale tłumacza z języka węgierskiego Heleny Paucha, przesłuchałem niżej wymienionego w charakterze podejrzanego, który wyjaśnił:

C/…/, kawaler, dzieci nie posiada, zamieszkały Pinechely pow. Tamasi woj. Talna ul. Kobsutka Platz 10, wykszt. Wyższe teologiczne, ksiądz wyzn. rzym.-kat., miejsce pracy Pinechely pow. Tamasi, pomocnik księdza /proboszcza/ tamt. parafii, poch. Robotnicze, Nr DO-SB-343732 wydany przez Kapitanat Powiatowy w Tamasi /Węgry/, majątku nie posiada, służbie wojskowej nie podlega- Komenda Wojskowa w Pecs /Węgry/, odznaczeń nie posiada, karany w 1961 r. przez Sąd Wojew. w Pecs na 6 lat więzienia za działalność antypaństwową i za homoseksualizm /zwolniony po 2 latach na mocy amnestii/, choroba kręgosłupa.

Na stosowne pytania podejrzany C/…/ wyjaśnia: Potwierdzam swoje wyjaśnienia złożone przed prokuratorem w dniu 10.VIII.1964 r. i w dniu dzisiejszym. Jestem księdzem wyznania rzymsko-katolickiego od 1949 r. W okresie 1964 r. do chwili nielegalnego opuszczenia Węgier pracowałem jako pomocnik księdza proboszcza w parafii Pineczely pow. Tamasi woj. Folna. Zamieszkiwałem w tym okresie na plebanii parafialnej w Pineczely przy ul. Plac Kossutha 10.

Moim bezpośrednim przełożonym był proboszcz Szigethy Bela. Parafia moja podlega diecezji w Pecs. Diecezja ta nie ma biskupa, a jedynie generalnego wikariusza, którym jest doktor Cserhati Józef.

Decyzję opuszczenia Węgier podjąłem 20 lipca 1964 r. w poniedziałek. Zdecydowałem się na wyemigrowanie nielegalne z Węgier z dwóch powodów, które podałem w czasie przesłuchiwania mnie przez prokuratora, a mianowicie dlatego, że w dniu 20 lipca 1964 r. dopuściłem się przestępstwa nazywanego homoseksualizmem i wobec przechwycenia mnie na gorącym uczynku, obawiałem się odpowiedzialności karnej, zaś drugim powodem było to, że postanowiłem zerwać z praktykowaniem mego zboczenia seksualnego w ten sposób, aby za granicą wstąpić do jakiegoś rygorystycznego zakonu, gdzie nie mógłbym nawiązywać intymnych kontaktów z mężczyznami. Osiągnięcie tego celu na Węgrzech było dla mnie niemożliwe, gdyż zakony są rozwiązane i do tego jako księża mamy prawo chodzenia po cywilnemu, to znaczy bez sutanny.

Pytanie: Jeżeli podejrzany tak stanowczo postanowił zerwać ze stosunkami homoseksualnymi, to zamiast szukania w tym celu odpowiedniego zakonu za granicą- czy noszenie sutanny nie byłoby wystarczającą przeszkodą w nawiązywaniu intymnych znajomości.

Odpowiedź: Jestem przekonany, że noszenie sutanny rzeczywiście byłoby wystarczającą przeszkodą odstręczającą mnie od nawiązywania intymnych znajomości, ale fakt, że odpowiednie władze wiedzą o moim ostatnim czynie homoseksualnym i że grozi mi za to odpowiedzialność karna skłonił mnie do ucieczki za granicę. Innymi słowy pierwszym moim celem było uchylenie się od odpowiedzialności karnej poprzez wyemigrowanie z Węgier i zrealizowanie dopiero tam zamiaru zerwania z mym zboczeniem seksualnym.

Czynu homoseksualnego w dniu 20.VII.1964 r. dopuściłem się w następujących okolicznościach. W dniu tym przebywałem u swej matki w mieście Pecs. Około godz. 17-ej zamierzałem odjechać do Pinechely.

W trakcie oczekiwania na pociąg na ulicy przed dworcem kolejowym w Pecs zaczepiłem czternastoletniego chłopca, którego poprosiłem do ubikacji na dworcu i tam dokonałem na nim czynu nierządnego. Chłopiec zgodził się na to za opłatą 20 forintów. Na gorącym uczynku dokonywania tego czynu zastał mnie portier dworca, który zaprowadził nas obydwóch na posterunek milicji znajdującej się na tym dworcu. Tam zostałem wylegitymowany, a portier i chłopiec zostali przesłuchani. Milicjant poinformował mnie, że w mojej sprawie mam oczekiwać na jakąś decyzję władz, a następnie zwolnił mnie. W tym dniu miałem na sobie ubranie cywilne to samo, które mam na sobie. Najbliższym pociągiem o godzinie 22.00 dnia 20.VII.1964 r. udałem się do Budapesztu- zamiast do Pinechely- gdyż postanowiłem uciekać za granicę. Do Budapesztu odległego od Pecs o około 200-220 kilometrów przybyłem w godzinach rannych dn. 21 lipca 1964 r. Wyjaśniam, że decydując się na ucieczkę za granicę i wsiadając w Pecs do pociągu idącego do Budapesztu nie miałem jeszcze sprecyzowanego zdania, dokąd mam uciekać, do jakiego państwa. Zarys takiego planu i trasy ucieczki powstał u mnie dopiero w czasie podróży do Budapesztu, i tak: biorąc pod uwagę, że granica węgiersko-austriacka jest bardzo strzeżona i ze tą drogą nie będę mógł przedostać się do państw zachodnich postanowiłem przedostać się do Czechosłowacji, z tego państwa do Polski i z kolei poprzez Niemiecką Republiką Demokratyczną do Niemieckiej Republiki Federalnej, aby tam uzyskać azyl i możliwość przyjęcia do jakiegoś zakonu, dla mnie jeszcze nieokreślonego.

            Na tym przesłuchanie o godz. 16.00 zakończono. Protokół niniejszy po odczytaniu mi jako zgodny z treścią mych wyjaśnień podpisuję.

Do ochrony agentów się już przyzwyczailiśmy, ale do ochrony pedofili??

Ojciec Jerzy Tomziński- czy działa cenzura kościelna

Według wywiadu-rzeki O. Tomziński trzykrotnie tupał nogą i złe UB znikało. Wywiad-rzeka i jego autor nadają się do „Arcypolskiego legendarium”. Zbioru mitów pisanych ku pokrzepieniu serc. W teczce przeczytałem o kilku innych spotkaniach O. Tomzińskiego z UB i wtedy Ojciec nie tupał.

– k. 24

Warszawa dn. 10.I 1951 r.

Raport

o dokonanym werbunku informatora „Jabłoński”

w dniu 9.I 1951 r.

W dniu 9.I 51 r. udałem się do miejscowości Leśna Podlaska w celu dokonania werbunku kandydata „T.J.”, na którego otrzymałem sankcję na dokonanie werbunku z dnia 29.XII 50 r. Kiedy udałem się na miejsce do klasztoru, kandydata nie zastałem w klasztorze i odpowiedziano mi, że uczy religii i wróci dopiero około 2ch godzin.

Po upływie 2ch godzin przybył kandydat i po chwili przystąpiliśmy do rozmowy na różne tematy. Początkującym tematem naszej rozmowy było to, ja ze swej strony zapytałem kandydata, czy w tym czasie wyjeżdżał i dokąd. W tym począł odpowiadać o przybyciu do niego brata, z którym na drugi dzień udał się do Warszawy, stamtąd brat jego pojechał osobiście do domu, a kandydat udał się do klasztoru OO. Paulinów w W-wie. W tym czasie rozmawiał z przeorem klasztoru i jeszcze dwoma Ojcami. Po godzinie czasu opuścił klasztor i udał się na dworzec kolejowy, gdzie pociągiem pojechał do Katowic (w sprawie posadzki do kościoła). Stamtąd koleją udał się na Jasną Górę celem załatwienia niektórych spraw z O. Generałem Markiewiczem. Po przywitaniu się z Ojcami oraz przeorem Izdebskim prosił Generała o rozmowę w dniu następnym. W pierwszym dniu przeprowadzał rozmowy ogólne z Ojcami na temat O. Raczyńskiego, który siedzi w więzieniu. Pokrótce otrzymał odpowiedź, że O. Raczyński siedzi i nic nie wiadomo jak jeszcze będzie. Jak podaje kandydat, iż wyczuł wielki strach i obawę, że ta sprawa pociągnie za sobą inne ofiary. Swoje zdanie O. Raczyńskim powiedział w ten sposób, iż będzie to proces publiczny, chyba o szpiegostwo i zapewne będzie jeszcze ktoś siedział. W drugim dniu swego pobytu na Jasnej Górze spotkał tam urzędników Bezpieczeństwa, którzy prosili o rozmowę z O. Generałem. Kandydat widząc to, że O. Generał będzie zajęty, wykorzystał to i pojechał do rodziny bez pozwolenia. Kiedy wracał do Leśnej zatrzymał się w W-wie w klasztorze i powiadomił O. przeora Stawiskiego, że na Jasnej Górze nastąpią ponowne aresztowania ze strony Urzędu Bezpieczeństwa.

Po tym w dniu 5/I 51 r. dowiedział się od O. Wietrzyka, że władze Bezpieczeństwa odnaleźli dolary na Jasnej Górze. W dalszej rozmowie wspomniał, że przysłano mu do Leśnej dwóch Ojców zakonnych, których nie zameldował, jak się wyraził, nie podobali mu się, a wbrew O. Generałowi ściągnął innego Ojca z W-wy, którego zameldował u siebie w klasztorze. Powiedział, że za to będzie miał nieprzyjemności ze strony O. Generała.

M.in. wspomniał o sytuacji na Jasnej Górze w sprawie posiadania obcej waluty przez klasztor, charakterystyki zakonników i ich postępowaniu. Po 4ch godzinach rozmowy postanowiłem, aby kandydat to wszystko umieścił na papierze, czego nie odmówił i chętnie opisał.

Wszystko to opisał w/g wyżej podanych, przystąpiłem do właściwego tematu w celu dokonania werbunku. Jest to człowiek o szerokim zasięgu informacji, wiedział o działalności zakonników, stał na czele grupy młodych, która była p-ko O. Raczyńskiemu i wszelkimi siłami starano go stamtąd pozbyć, uważali go jako niewygodnego. Dalej kandydat podaje, że kiedy O. Generał mianował go przeorem, nie chciał początkowo się zgodzić, ale już ostatecznie zgodził się i wyjechał.

Po napisaniu tych danych napisał zobowiązanie o współpracy z Urzędem Bezpieczeństwa.

Jest to człowiek z … dobrym, bardzo gadaliśmy … z jego słów można dowiedzieć się dużo ciekawych rzeczy, pełen humoru i życia, interesuje się życiem politycznym, chciał, by dużo zrobić, lecz obawia się do pewnego stopnia O. Generała. Powiedział w zaufaniu, że lubi kobiety szatynki, a prześladują go blondynki, wspominał sam o tym, że całował się z kobietą, która jest jego nieoficjalną kochanką. Zobowiązanie napisał bez pseudonimu, lecz tym lepiej pominąć, jak uznałem, ta błahostka by mogła go całkowicie odstraszyć, takie jest moje zdanie. Wszelkie informacje będzie opisywał osobiście, lecz nie trzeba tylko do tego ograniczyć się, a do tego robić notatki, ponieważ opowiada dużo rzeczy, więcej aniżeli napisze. Uważa siebie aż za współczesnego jako byłego kustosza, który prawie o wszystkim wiedział (to znaczy o dolarach na Jasnej Górze).

Przy formie współpracy był bardzo ostrożny, wspominał, aby nikt się o tym nie dowiedział i m.in. zastrzegł to, aby mógł się tylko ze mną spotykać.

Pod koniec powiedział, że chętnie by poszedł na Jasną Górę, a nawet pieszo dnia następnego.

Dalsze informacje, które podał, opiszę oddzielnie jako materiał do obiektu.

                                                                                  K…

            W-wa dn. 10. I 1951 r.

– k. 28

Zobowiązanie

            Ja, niżej podpisany b. Jerzy (Jan) Tomziński ur. 21 XI 1918 r. w Przystajni syn Piotra i Anny z Kulejów, zobowiązuję się postępować lojalnie wobec Polski Ludowej.

            Zobowiązuję się wszelkiej udzielić wszelkiej informacji o wrogiej działalności w klasztorze na Jasnej Górze (pracownikowi Bezpieczeństwa Publicznego).

            Zobowiązuję się do trzymania ścisłej tajemnicy to, co napisałem i nikomu o tym nie powiem. W razie zdrady tajemnicy lub rozpowiadania osobom trzecim o powyższym zostanę pociągnięty do odpowiedzialności karnej przez prokuraturę Sądu Wojskowego.

            [dopisek- „Jabłoński”]                                  b. Jerzy Tomziński

Leśna Podlaska, dnia 9.I.51 r.

– k. 31

Spis krewnych i znajomych

Krewni:

1 Brat Szczepan Tomziński zam. w Przystajnie, murarz

2 Brat Józef Tomziński zam. w Przystajnie, rolnik

3 Brat Walenty Tomziński zam. w Częstochowie Gim. Górnicze

4 Szwagier Sławomir Kuzior zam. na Zachodzie, „leśnik”

5 Ciocia Maria Pigier zam. w Przystajnie, wdowa

6 Stryjenka Karolina Tomzińska zam. w „ , wdowa

7 Stryjek Józef Tomziński zam. w Kulejach, rolnik

8 Ciocia Teresa Czapenko zam. w Lyonie we Francji

Znajomi:

1 b. Celestyn Parka                zakonnik          zam. na Jasnej Górze

2 b. Innocenty Wietrzyk                      „          zam.               ”

3 b. Teofil Krauze                               „          zam.                ”

4 b. Salezy Strzelec                             „          „                     ”

5 b. Aleksander Rumiński                  „          zam.                ”

6 b. Chryzostom Szewczyk                 „          zam.                ”

7 b. Albert Ostatek                             „          zam.                ”

8 b. Honorat Marcinkiewicz              „          zam.                ”

9 b. Józef Jopowicz-   wystąpił, ksiądz świecki

10 b. Edmund Pytrok     „                 „

11 Amelia Stolarska zam. w Łodzi, urzędniczka

12 Państwo Gorzędowscy zam. w Warszawie, robotnicy

13 Państwo Krzemińscy zam. w Warszawie, urzędnicy

14 Państwo Staniszewscy zam. w Poznaniu, lekarze

15 Zofia Milewska zam. w Rabce, pielęgniarka

16 b. Remigiusz Soborowicz, zakonnik zam. w Krakowie

Jerzy Tomziński

Leśna Podlaska, dnia 9.I.51 r.

– k. 49 Przesłuchanie Amelii S/…/

– k. 60

Warszawa 2.04.1952

Kontakty inf. „Jabłoński”

Środowisko paulinów

1 ks. Tarka Stefan prok. klaszt. poch. chłop. Częstochowa

2  „  Krauze Adam kustosz  „

3  „  Strzelec Bogusław               „ mieszczań.          „

4  „  Rumiński Jerzy                    „ chłop.                 „

5  „  Szewczyk Eugeniusz           „ robot.                   „

6  „  Ostatek Piotr bibl. zakonu „  „                         „

7  „  Marcinkiewicz Wład. …   „   „                          „

8  „  Wietrzyk Stanisław            „  chłop.       Biała Podlaska

Środowisko inteligencji

1 Stolarska Amalia urzędniczka zam. Łódź Próchnika 50

2 Staniszewscy (lekarz) zam. Poznań

3 Krzemińscy (pryw. inicjatywa) zam. Warszawa

4 Milewska Zofia (nauczycielka)   „   Rabka

5 Niklas Maria            „                  „   Częstochowa

6 Orszulak Irena zam. B…     pow.                „

7 Pikus Ignacy zam. Szamotuły ul. Sadowa 9

8 Popielska Leonarda zam. Gdańsk Wrzeszcz Niedziałkowskiego 13 m. 3

                                               Wyk. S…

            Sek. II Wydz. V

            Syg. F.E.B.

2.IV.52 r.

[dopisek- Kwituję odbiór listy kontaktów inf. „Jabłoński” ogółem nazwisk 16

                                                           S…]

 – k. 61

Streszczenie materiałów kandydata na

werbunek kryptonim „T.J.”

1 Z doniesień specjalnych Dep. II wynika, że kandydat jest wrogo ustosunkowany do Polski Ludowej i systemu rządzenia.

2 Utrzymuje stosunki z niejaką „Londeczką” zamieszkałą w Częstochowie ul. Dąbrowskiego nr 6 m. 5 (nazwiska nie ujawniono)

3 Z całości materiałów wynika, że kandydat utrzymywał stosunki miłosne (płciowe) z Amelią S/…/, która, jak wynika z materiałów, zaszła z nim w ciążę i poddała się operacji.

4 W dniu 19.II 1950 r. kandydat na kazaniu mówił „bracia i siostry nadchodzi ciemnota czarna, że niedługo słowa bożego nikt z Was nie usłyszy, bo już słowo boże zostaje zniszczone. Jest paru zapaleńców, którzy nie widzą i nie chcą widzieć słowa prawdziwego. …

5 Z sprawie „Carytas” powiedział, że jest zmuszony list Episkopatu odczytać, lecz odczyta go bez żadnych ze swej strony komentarzy. Zdeklarowany wróg Polski Ludowej. Odmówił podpisania oświadczenia o nieodczytaniu listu Episkopatu w sprawie „Carytas”. 

6 Poza tym około 50 listów miłosnych pisanych przez kandydata do Amelii S/…/.

7 Pochodzi z rodziny chłopskiej, lecz wykonuje polecenia O. Marcinkiewicza (ze względów bojaźliwości jest bardzo przywiązany do otoczenia jasnogórskiego, chciałby tam z powrotem powrócić. W czasie pobytu na Jasnej Górze mocno opiekował się swoim bratem, który uczył się w Cz-wie. Bardzo pracowity, chodzi do parafian osobiście, to znaczy utrzymuje z nimi kontakty.

                                                                                              K…

– k. 65

Pokwitowanie

Kwituję odbiór 50 zł (słownie pięćdziesiąt) tytułem zwrotu kosztów podróży od Urzędu Bezpieczeństwa.

                                                                                  Jabłoński

Warszawa 25.VI.51

– k. 66 Raport o wyłączeniu z sieci inf. Jan Tomziński „Jabłoński”, Warszawa 26.02.1953 r., Ściśle tajne

Ja Banaś Karol kier. Sek. I Wydz. II Dep. XI po rozpatrzeniu sprawy powyższego stwierdziłem, że inf. „Jabłoński” po objęciu stanowiska w Częstochowie przy nawiązaniu z nim zerwanego kontaktu kategorycznie odmówił współpracy to znaczy spotykania się z nami i udzielania informacji.

            W związku z powyższym proponuję inf. „Jabłoński” wyeliminować [dopisek- czasowo] z sieci Sek. I Wydz. II Dep. XI. Teczki personalną i roboczą przekazać do archiwum Dep. II-go MBP.

Teczkę personalną lub roboczą innym jednostkom nie należy wydawać bez porozumienia się z Wydz. II Dep. XI.

Zgadzam się

            [parafa]                                                                                 Banaś