Wielki Post i wielki Piątek

Dzisiaj kilka krótkich informacji tytułem remanentu.

Załoga Oddziału IPN na Pl. Krasińskich stała się bardzo pobożna. Zamiast się pobawić, pościła już w ostatkowy poniedziałek. Świadczył o tym smród (dosłownie) smażonej i odgrzanej w mikrofalówce ryby, który rozniósł się na całym I piętrze. Innych poziomów nie sprawdzałem. Załodze IPN należy się trochę więcej postu niż standardowe 40 dni, bo i tak przez pozostałe dni znakomicie bawią się interesantami (nie zapomniałem o przyimku z). Z załogi wyłamała się jedna osoba, obiecywała znaleźć „smrodoródcę”. Nie zrozumiała, że do IPN przyszły nowe, pobożne zwyczaje.

Wczoraj do Czytelni w tym samym miejscu zawitał Piątek. Tomasz Piątek. Sądząc z zestawu sygnatur za 9 dni w „GW” przeczytamy jego artykuł o Marcu ’68. Za Józefem Henem poddam temat rozpalonych na nowo pieców krematoryjnych- wypowiedź na PenClubie w pamiętnym Marcu.

Niedawno dowiedziałem się, że  na Targach Książki Historycznej promował się i  swoją książkę tw „Leszek”. Po promocji ruszył w teren (poszukać „starszych braci w wierze”?). Do tego stopnia nie spodobał mu się jeden z antykwariuszy, że klientowi zainteresowanemu kupnem odpisów dokumentacji sprzed 70 lat na głos odradził mówiąc, że to wszystko jest przecież w AAN-ie. Chciałbym się dowiedzieć od Państwa, kto jest wydawcą nowej książki tw „Leszka”. Pierwszy wydawca tw „Leszka” był agentem o stażu kilkunastoletnim, czyli przy „Leszku” mistrzem zawodu. Jego (pierwszego wydawcy a nie „Leszka”) oficerem prowadzącym był pierwszy UBek w województwie- I Zastępca Komendanta KSMO d/s SB.  Kierunkował go na donosy o tzw. żydokomunie. W latach 90-tych „wydawca” ukierunkował tw „Leszka” – facecjonistę po kielichu w pracy. „Leszek” powinien wydać „Przy szabasowych świecach wieczór III”.  W rozmowie z antykwariuszem ustaliłem, że energii „Leszkowi” dodaje nowa żona. Przy pierwszej (jak elegancko) nie był aż tak energiczny, aby podpadać Bogu ducha winnym ludziom, a teraz prosi się…

 

 

Reklamy

Jan Wróbel- Strażnik Kampinosu

Temat parlamentarzystów z lat 1989- 1991 będzie się tu przewijał co raz częściej. Jeden z nich zamieszkał w Kampinosie z racji służbowych.

W chwili próby- 4.06.1989 r.- poświęcił się i z Puszczy dał się wybrać na posła Sejmu kontraktowego jako posłuszny członek PZPR. Potem Jan Wróbel pełnił odpowiedzialne funkcje w urzędzie centralnym, o czym mogą Państwo przeczytać w Wikipedii. Lustracja Wróbla do 2007 r. kompletnie nie miała sensu.

Od 2007 r. dostępna jest w IPN kartoteka b. SUSW, do której nie mieli dostępu funkcjonariusze UOP/ABW. Wg udostępnionej ewidencji Jan Wróbel świadczył już pomoc (był zarejestrowany) por. Włodzimierzowi Szymańskiemu z Wydz. VI SUSW jako konsultant ps. „Doktor”. Wg karty osobowej werbunku na materiałach obciążających dokonano 2.05.1987 r. Pozyskano go do zagadnienia „leśnictwo”- Sprawy Obiektowe krypt. „Gajowy” i „Dąb”. Prawdopodobnie konsultacje „Doktora” cieszyły się takim powodzeniem, że teczkę w dniu 26.09.1988 r. przekazano do centrali- Wydz. IV Dep. VI MSW. Na wypis z dziennika rej. MSW czekam już blisko 3 lata, ale jeszcze się nie doczekałem. Teczka się nie zachowała. Z żadnej innej kartoteki Wróbel nie „wyleciał”, tamte czarne worki zdążyli zniszczyć.

Jeśli chodzi o osoby odpowiedzialne za wieloletnie (1990-2006) przetrzymywanie materiałów Służby Bezpieczeństwa w czarnych workach, to jest odpowiedzialnych kilka osób. Jeden z nich to pracownik Policji, który dopiero w 1999 r. wpadł na pomysł, że akta są „gorące”. Drugi „pracownik” (mianowany po „dobrej zmianie 4.06.1991”) i zadbał- z powodów fumigacyjnych, aby kartoteka pozostała nieużytkowana przez następne 7 lat. Na miejscu „operacyjnych” spuściłbym im łomot.

Jak głosował Wróbel 19.07.1989 r.? Dla niszowego medium Wróbel nie zaćwierkał.

Prezes IPN drażni się z petentami

W nowoczesnej administracji (po 1990 r.) obywatel zyskał nowe prawa- do nazywania go klientem wzorem korporacji, a nie petentem, którego łaskawie ktoś wysłucha. Od dawna nie spodziewam się, abym był traktowany w IPN jako klient, ale Prezes IPN przesadza w urabianiu sobie opinii publicznej.

Kilka tygodni temu opublikowano w sieci wywiad z Ww., który narzekał, że nikt nie jest zainteresowany udostępnieniem teczek ze zlikwidowanego Zbioru zastrzeżonego. To nieprawda.

Po pierwsze, jak mam się interesować zlikwidowanym Zbiorem zastrzeżonym, skoro baza Archiwum Cyfrowe nie ma opcji wyszukiwania „teczki włączone ze zlikwidowanego Zbioru zastrzeżonego”. Jest opcja księga nabytków, ale w niej podaje się także tysiące rekordów „darów” o niskiej wartości historycznej, zwłaszcza w porównaniu do ww. materiałów. Wyszukiwanie w ten sposób jest żmudne i nieefektywne. W swoim czasie pochylono się na tą problematyką i sygnatury teczek wyłączonych z istniejącej jeszcze „Zetki” udostępniono en masse. Link do tych sygnatur nawet chyba jeszcze wisi w sieci. Drugim rzutem „zetek” się już nie „zaopiekowano”, co tłumaczę, że wszyscy p.o. przestali być p.o. i nie musieli się już starać.

Ja dotarłem do „najnowszej zetki” w sposób najprostszy tj. od 2001 r. żmudnie wbijam w czytelnianej bazie nazwiska osób, które podejrzewam na 99% o współpracę z komunistycznymi ss i miałem już chwile zwątpienia. Jednak ostatni miesiąc przyniósł kilka miłych niespodzianek m.in. radnego KLD/PO z Wawra (dlaczego wojsko trzymało go z „Zetce” do 2017 r., to jakieś czary). Trafił się także były minister ON, więc w sumie kilkanaście sztuk zamówiłem. Okazało się, że nie jest sztuką zdobyć sygnaturę dawnej „zetki”, ale sztuką jest po zamówieniu dożyć udostępnienia. Chyba żadnej teczki nie otrzymałem w 7-dniowym ustawowym terminie.  To rozumiem, przecież nie jestem członkiem Kolegium, aby otrzymywać teczki na drugi dzień od ich „odtajnienia”. Ale miesiąc dla nieużytkowanej teczki to dużo, zwłaszcza, że nawet ja przejdę te kilkanaście kilometrów z magazynu na ul. Kłobuckiej do czytelni na Pl. Krasińskich w kilka dni.

Do tego dochodzi problem, że spora część teczek jest w użytkowaniu służbowym, więc słowa Prezesa o braku zainteresowania w ogóle nie odnoszą się do „historyków IPN” (obelga),  którzy nigdy nie są petentami w tej instytucji i którym wolno przeglądać cudze materiały np. jeden z wybitnych historyków IPN teczkę Kulki przetrzymywał kilka miesięcy, a w poczcie kilka razy znalazłem, że są wysyłane monity. Pracownicy IPN w większości miło spędzają czas na monitowaniu zamiast na kopiowaniu akt (one śmierdzą!).

Kolejną sprawą, która zniechęca petentów do korzystania z akt, jest panujące tam kumoterstwo. Polega ono na tym, że K. wprowadzony do centrali przez C. melduje mu, że od jutra dostępna jest teczka D., więc C. dorobił sobie wierszówką tydzień po wyciągnięciu teczki z zetki, a ja dziękuję za okruchy z pańskiego stołu.

Ponadto w drodze dostępu do informacji publicznej zapytałem Wydział Komunikacji Społecznej o zestaw sygnatur dawnej „zetki”. Minęło już 20 dni, ale chyba jeszcze tam nie zrozumieli, że nie pracują w prywatnej firmie.

Podsumowując mogę polecić władzom świetnie działający zespół piarowski, który przygotował wywiad Prezesa. Ja traktuję go jako ustawkę, dopóki rzetelny dziennikarz nie zmusi Prezesa do odpowiedzi na pytanie zadane na początku 2016 r.,  co z dyrektorem Eislerem, skoro jest na niego tyle skarg.

 

Włodzimierz Cimoszewicz a pedagogika wstydu

W związku z wypowiedzią Cimoszewicza o udziale Polaków w Holokauście poddaję w wątpliwość rzetelność autora wypowiedzi. Jeśli chodzi o badanie polskich dziejów, to na początku lat 90-tych Cimoszewicz wygrał sprawę o naruszenie dóbr osobistych „żołnierza Informacji Wojskowej”, czyli jednak należało o historii decydować w sądzie. Drugą kwestią, która powinna wlec się za reprezentantem białoruskiej mniejszości w parlamencie, jest jego współpraca z oficerem obiektowym Służby Bezpieczeństwa na Uniwersytecie Warszawskim. O problemie publikowałem. Niestety, niedowład „urzędników od lustracji” trwa od 2011 r., tu żadna zmiana nie zaszła.

Poniżej publikuję inny dokument dot. Ww. z teczki osoby inwigilowanej, pracownika UW do chwili obecnej. Dla mnie jest jasne, że z Hutkowskim rozmawiał właśnie Cimoszewicz młodszy (obecnie średni):

– k. 92 Notatka służbowa z przeprowadzonej rozmowy [z] ks „CW”, Warszawa 28.09.1973 r., Tajne

            W dniu 24.09.1973 r. odbyło się Kolegium Rektorskie poświęcone sprawom zatrudnienia młodszych pracowników naukowych. Wśród kandydatów na stanowiska znaleźli się Stefan Jackowski oraz Tadeusz Rogólski. Jackowski jako absolwent matematyki w okresie z akcji zjednoczenia organizacji młodzieżowych na zebraniach występował z głosami pobierającego [sic] Bielińskiego i Krajewskiego. Na kolegium W. Cimoszewicz referując opinię o w/wym. z ramienia organizacji młodzieżowych przedstawił ich niewłaściwą postawę w okresie konfliktów studenckich na tle zjednoczenia. W oparciu o wypowiedź Cimoszewicza i kierownika kadr, który poparł przedmówcę, nie zakwalifikowano w/wym. na staże asystenckie. W obronie Jackowskiego i Rogólskiego wystąpiło Kolegium Dziekańskie oraz egzekutywa, która we wniosku o wytypowanie powyższych kandydatów na staże, udzieliła tylko opinii naukowej nic nie mówiąc o postawie społeczno-politycznej. Niewłaściwą postawę zajął również sekretarz OOP Molski, który publicznie wobec Metery i innych osób na korytarzu informował, że Cimoszewicz przyczynił się do zablokowania etatów ich kolegom.

Postawa kierownictwa wydziału prowadzi do rozbijania środowiska. Jako dalszy przejaw poróżniania środowiska matematyków z organizacją SZSP jest postawa Kolegium Dziekańskiego w sprawie wyborów na starostów poszczególnych lat.

            Organizacja SZSP planowała przeprowadzić wybory, aby na te stanowiska wybrać takie osoby, które byłyby kierownikami grup działania SZSP na tych wydziałach. Sprawa ta była uzgodniona. Jednak bez wiedzy organizacji młodzieżowych Kolegium Dziekańskie samowolnie dokonało nominacji na starostów. W tej sytuacji mogą zaistnieć konflikty przy wyborach, gdyż część z aktualnych starostów nie wstąpiła do SZSP.

            W okresie pierwszej połowy września w Dąbrowie k/Lublina SZSP zorganizowała obozy dla studentów pierwszego roku /tych, co najlepiej zdali egzaminy wstępne w br./. Na obozie tym uczestniczyło około 120 osób. Z relacji ks „CW” wynika, iż młodzież ta jest bardzo dobrze przygotowana politycznie do działalności w środowisku.

Władze SZSP na obozie tym planowały wyselekcjonować najbardziej aktywne jednostki do pracy w organizacjach młodzieżowych po przyjściu na uczelnię.

Opinia kierownictwa SZSP o uczestnikach obozu jest bardzo dobra, ocenia się, że młodzież ta jest bardzo dobrze przygotowana [pod] względem społeczno-politycznym i prawie w stu procentach wstąpi do SZSP.

            Pod koniec obozu na terenie zjawili się Sergiusz Kowalski, Feliks Przytycki, którzy chcieli wejść w kontakt z uczestnikami dla przemycenia informacji o tym, co przed wakacjami działo się na matematyce. Przytycki i Kowalski uczestniczyli na kilku zebraniach poszczególnych sekcji. Uczestnicy obozu uprzedzeni o postawach Przytyckiego i Kowalskiego w czasie dyskusji problemowych w sekcjach doprowadzili do sytuacji, że Przytycki i Kowalski opuścili obóz po kilkunastu godzinach. Z przebiegu rozmów, jakie przeprowadziło kierownictwo obozu z w/wym. wynika, że planują oni agitować studentów do wstępowania do SZSP, aby w ten sposób w radach wydziałowych przy wyborach w październiku mieć swoich kandydatów. W tej sytuacji ZU SZSP planuje podjąć kroki dla osłabienia wpływu tych osób na studentów I roku poprzez zorganizowanie wieczorków zapoznawczych, na których naświetlać mają sprawy działalności organizacji młodzieżowej, pomocy tej organizacji dla studentów, aby uprzedzić negatywne oddziaływanie przeciwników nowej organizacji SZSP.

Wyk. 2 egz.

Druk AB/opr. BH/IVa

nr masz. 2808/73                                               Insp. Wydz. III

                                                                       / por. B.  Hutkowski /

W imieniu utrąconych stażystów serdecznie dziękuję parlamentarzyście Cimoszewiczowi. W teczce są również świadectwa współpracy innych nierejestrowanych osobowych źródeł informacji, o ile wiem, z pracujących w IPN absolwentów IH UW nikt się na poważnie dziejami UW nie zajmuje. Przypuszczam, że skutecznie wybiło im to z głowy dwóch emerytowanych członków Rady IPN.